Winton nie był sam Timof Komiks

Winton nie był sam – recenzja komiksu

W wydanej we wrześniu powieści graficznej „Winton nie był sam” scenarzystka Tereza Varecká i rysownik Mikuláš Podprocký opowiadają opartą na faktach historię ratowania czechosłowackich dzieci przed rozpędzającą się nazistowską machiną.

Nicholas Winton i inni

Wydarzenia przedstawione w komiksie rozgrywają się w Pradze na przełomie 1938 i 1939 roku, niedługo po podpisaniu układu monachijskiego, w wyniku którego Czechosłowacja straciła na rzecz III Rzeszy część swojego terytorium. W kraju gęstnieje atmosfera strachu przed nazistami i poczucie opuszczenia. Tysiące przerażonych mieszkańców szukają ucieczki z kraju, który powoli pogrąża się w chaosie i beznadziei. Pomocy uchodźcom podejmuje się grupa ludzi, gotowych stawić czoła machinie wojennej i urzędniczemu zamętowi.

Choć tytułową postacią komiksu, a także człowiekiem stawianym w centrum wydarzeń, jest Nicholas Winton, autorzy oddają sprawiedliwość także innym osobom zaangażowanym w pomoc. Przedstawione na kartach komiksu postaci, jak Doreen Warriner czy Trevor Chadwick, odegrały kolosalną rolę w operacji, która zakończyła się uratowaniem i wywiezieniem z okupowanej Czechosłowacji 669 dzieci (w przeważającej większości żydowskich i czeskich). Varecká i Podprocký pokazują też mało spektakularny charakter działań grupy Wintona. Tam gdzie rozum, karmiony hollywoodzkimi opowieściami z pogranicza historii, przygody i sensacji, podpowiada szybką akcję i igranie z niebezpieczeństwem, dostajemy coś zgoła innego. Działania głównych bohaterów to mrówcza praca z telefonem w dłoni, niezliczone rozmowy z urzędnikami, tworzenie kolejnych pism, podań i fałszywych dokumentów. To w końcu także najtrudniejszy i najbardziej dramatyczny aspekt całej operacji – poszukiwanie nowych domów i rodzin zastępczych dla dzieci, które mają wkrótce opuścić dom. Autorzy nie omijają wątku rodziców, postawionych przed decyzją, by wysłać własne dzieci w nieznane, do obcego kraju i obcych ludzi. Z jednej strony upatrują w tym ratunku dla nich, z drugiej – mają aż nadto bolesną świadomość, że więcej się z nimi nie zobaczą. Ten temat nie jest na szczęście nadmiernie eksponowany, dzięki czemu opowieść unika skręcania w tanią i ckliwą ścieżkę.

Winton nie był sam

Ocalić od zapomnienia

Komiks „Winton nie był sam” uzupełnia naszą wiedzę i pamięć dotyczącą II wojny światowej, opowiadając historię, która przez dziesięciolecia była kompletnie nieznana opinii publicznej. Informacje o wydarzeniach z Czechosłowacji, dokonaniach Nicholasa Wintona i jego współpracowników, przedstawiono publicznie dopiero w 1988 roku. To właśnie ten moment, spotkanie w studiu telewizyjnym, stanowi klamrę całej opowieści. Sam Winton był już wówczas jednym z ostatnich żyjących uczestników całej operacji. Pod pewnymi względami komiks Vareckiej i Podprockiego spełnia więc podobną funkcję co słynna „Trawa” Keum Suk Gendry-Kim, w Polsce wydana kilka lat temu przez wydawnictwo Centrala. Bohaterka „Trawy” opowiada historię „pocieszycielek”, kobiet i dziewcząt zmuszanych do świadczenia usług seksualnych japońskim siłom zbrojnym w latach 30 i 40 XX wieku. Proceder ten przez dekady był przemilczany przez władze Japonii, a pierwsze publiczne świadectwa pojawiły się dopiero w latach 90. I choć charakter oraz ciężar wydarzeń jest zupełnie inny, obie opowieści łączy bezkompromisowa chęć oddania sprawiedliwości zarówno ofiarom, jak i bohaterom, często podejmującym walkę z góry skazaną na porażkę.

Winton nie był sam

Winton nie będzie sam

Ogromne wrażenie robi też strona wizualna komiksu. Ilustracje Mikuláša Podprockiego to z jednej strony rzeczowe, niemal dokumentalne kadry, oddające charakter wydarzeń. Z drugiej jednak, rysownik bawi się formą, nakłada na siebie obrazy, oddając jednoczesność zdarzeń, a czasem wręcz przeciwnie – zdejmuje fragmenty rzeczywistości, na przykład rozmontowując budynki, pokazując szerszy plan, którego w innych okolicznościach nie moglibyśmy dostrzec. Zabieg podobny, choć nie tak radykalny, jak w filmie „Dogville” Larsa von Triera, gdzie cała scenografia została zredukowana do umownych rysunków na podłodze. Podprocký nie idzie tak daleko, ale efekt osiąga zbliżony. Nie brakuje w „Wintonie” także poruszającej symboliki, jak chociażby peron rozpadający się po odjeździe pociągu z uchodźcami. Do tego dochodzi manipulowanie kolorystyką, na ogół jasną, która staje się znacznie bardziej ponura, skąpana w czerwieniach, kiedy wydarzenia nabierają dramaturgii, aż po demoniczną czerń, gdy na scenę wkraczają naziści, przedstawieni w komiksie jako postaci bez twarzy, jakby nawet światło bało się do nich zbliżyć. Kadrowanie, kompozycja i kolorystyka są w tym albumie niemal równoprawnymi bohaterami.

„Winton nie był sam” zdobył już uznanie w rodzimych Czechach, czas, by zachwycił polskich czytelników. To jedna z tych doskonałych publikacji, która porusza i satysfakcjonuje. Pozycja obowiązkowa.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy

Warto zerknąć

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *