Sięgając po komiks „Mój mały Pelé” wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy spodziewałam się budującej historii z rodzaju „od zera do bohatera” w konwencji sportowej. Komiks zaczyna się bowiem jak standardowa opowieść tego typu.
Mój mały Pele szarym świecie marzeń
Poznajemy Pepe, chłopca obdarzonego wyjątkowym talentem piłkarskim, mieszkającego wraz z rodziną w fawelach. Pepe ucieka z lekcji, by kopać piłkę, nie jest zainteresowany nauką, co wypomina mu jego brat Gabriel, uważający Pepe za głupka, który skończy jak Jose, bezrobotny ojciec chłopców. Jose z kolei mocno wierzy w talent Pepe, ale równocześnie zaniedbuje resztę rodziny i zagląda do butelki. Cały dom trzyma w ryzach Maria, starając się zapewnić synom normalne dzieciństwo i trzymać z dala od kłopotów męża, którego na złą ścieżkę ściąga jego brat Paolo. Szansa na zmianę losu rodziny pojawia się, gdy talentem Pepe zainteresuje się skaut piłkarski. W tym momencie okazuje się, że sport stanowi tu tylko punkt wyjścia i tło dla głębszego rodzinnego dramatu. Dochodzi do wstrząsającej zbrodni, która zmusza bohaterów do przedefiniowania swoich marzeń i wystawia na próbę ich lojalność względem siebie.

Fabuła na wielu wymiarach
Fabuła toczy się od tej pory na dwóch płaszczyznach. W warstwie sensacyjno-kryminalnej obserwujemy próby rozwiązania zagadkowej zbrodni w dzielnicy, gdzie ludzkie życie niewiele znaczy, a władzę dzierżą bezlitośni gangsterzy. Równocześnie jesteśmy świadkami dramatu rodziny próbującej poradzić sobie z tragedią i wpływu jaki ma ona na skomplikowane relacje łączące braci – Pepe i Gabriela, Jose i Paolo oraz małżonków – Marii i Jose. Z pozoru bohaterowie komiksu wpisują się w dobrze znane stereotypy: cudowne dziecko, kujon, mąż nieudacznik, strażniczka ogniska domowego, gangster. Wraz z rozwojem historii zyskują na głębi, a ich zachowanie w obliczu przeżytej tragedii potrafi zaskoczyć czytelnika.
Czarnobiałe zaskoczenie
Scenarzysta Marcin Bałczewski dba o zachowanie odpowiedniej dynamiki historii, dzięki czemu trzyma ona w napięciu do ostatniej planszy. Czytelnik do końca zadaje sobie pytanie nie tylko czy sprawca odpowie za swój czyn, ale również czy rodzinie uda się wspólnie przetrwać tragedię. Za stronę graficzną komiksu odpowiada Osvaldo Medina, którego styl doskonale współgra z ciężkim klimatem opowieści. Kreska komiksu jest niestaranna, pośpieszna, idealnie oddaje realia życia w brazylijskich fawelach. W komiksie brak intensywnych kolorów kojarzonych tradycyjnie z opowieściami z Ameryki Południowej, zamiast tego dostajemy szary świat ubóstwa i braku nadziei.
„Mój mały Pelé” pozytywnie mnie zaskoczył. Autorzy stworzyli komiks bardzo udanie łączący wątki społeczne, kryminalne i obyczajowe. Pomimo stosunkowo małej objętości komiksu (104 strony) udało się w nim pomieścić kompletną, wielowarstwową i angażującą w losy bohaterów historię. Jest to pozycja obowiązkowa, nie tyle dla fanów opowieści sportowych, ale przede wszystkim dla miłośników mocnych, realistycznych dramatów społecznych.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy

