Chip ’n Dale Rescue Rangers – retro wspominki

Lata 90, niedzielne wieczory i czekanie na dobranockę. Niedziele były pod tym kątem najbardziej oczekiwane z powodu nadawania animacji ze studia Disneya. Czasem były to starsze bądź nowsze przygody Mikiego lub Donalda, czasem Gumisie, lecz najbardziej cieszyłem się z kreskówek o dwóch wiewiórkach i ich ekipie,czyli “Chip, Dale: Brygada RR” – w rolach głównych dwa gryzonie, które już miały swoje animacje, ale tutaj dano im całą serię i doborowe towarzystwo, które pomagało walczyć z nikczemnikami. Brygada RR to, oprócz Chipa i Dale’a – których ubrano na wzór Harrisona Forda w “Indiana Jones” i Toma Sellecka z “Magnum” – Mysz Gadget: genialna wynalazca i konstruktor, ot Macgyver w spódnicy, Szczur Rockford – wiecznie głodny gryzoń, który czując ser wpada w tryb Zombi, i mucha Bzyczek, który umie latać i jest niewielki, a także w przeciwieństwie do reszty niezbyt rozmawiający.

Tym przydługim wstępem chciałbym zacząć retro wspominkę o dylogii platformówek na 8 bitowe sprzęty Nintendo, z którą spędziłem kilka bardzo długich sesji: “Brygada RR” – czyli prosta (czy aby na pewno?) produkcja, gdzie główną rolę grają Chip i Dale – bohaterowie kreskówki Disneya o tym samym tytule. Zainteresowanie tytułem wzięło się z nośnego tematu – ale gra sama w sobie była na tyle dobra, że chciałem ją ukończyć. Fabuła gry zapewne była, w ogólnym rozrachunku trzeba skopać tyłek Spaślakowi i jego ekipie – czyli zupełnie jak w kreskówkach.

Mechanika gry niczym nie zaskakuje, skaczemy po półkach, rzucamy w przeciwników skrzynkami, które mogą zawierać powerupy, uważamy żeby nie wpaść do dziur, a na końcu każdego levelu czai się boss, na którego trzeba zużyć więcej skrzynek niż na szeregowców, bądź też innego typu broni miotanych, dostępnych w ramach planszy z niemilcem. Grę urozmaica kilka dodatkowych aktywności jak jazda wagonikiem kopalnianym czy pływanie motorówką.

“Brygada RR” posiada bardzo przyjemny lokalny coop – towarzysza można podnieść i przenieść jak nie daje sobie rady z jakimś fragmentem planszy – albo rzucić go na pożarcie przeciwnikowi. Dwójce głównych bohaterów pomagają Gadget, Rockford i Bzyczek – czyli reszta brygady – choć są to pojedyncze wystąpienia w ściśle określonych scenach.

Oprawa nawet i dziś może się podobać, muzycznie syntezatorek, którego jednak nie da się pomylić z inną melodią. Grafika jest kolorowa, levele zróżnicowane i choć w ramach poziomu jest monotonnie, tak każdy świat jest zgoła inny i pełny przeciwników, którzy stosują inne strategie walki.

Gra nawet jak dla nastolatka nie była bardzo wymagająca, bez żadnych cheatów się przechodziło całą – ale pamiętam, że walki z kilkoma bossami mi zrobiły na palcach odciski od pada. Gra jest na tyle przyjemna, i tak dobrze się zestarzała, że nawet dziś potrafię odpalić ją na emulatorze i nieźle się z nią bawić. Fanom Brygady i platformowych wyzwań nadal mogę szczerze polecić!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.