Battle City – retro wspominki

8 bitowy World of Tanks

Dawno temu, na długo zanim świat poznał World of Tanks. Każdy kto chciał poczuć się jak jeden z czterej pancernych, mógł tego dokonać w dość prostej, ale wciągającej strzelance Battle City. Bądź po “naszemu” po prostu „Czołgi”.
Prostota oznacza jednak oprawę, mechanikę i zasady gry. Bynajmniej nie oznacza łatwa.
Battle City to 35 leveli, w których musimy trzymać się trzech podstawowych zasad: Zabij wszystkich wrogów, nie daj się zabić, obroń orzełka.

Podaj cegłę

Same plansze to widoczne od góry kwadratowe pole bitwy. Wypełnione kilkoma rodzajami zabudowań i przeszkadzajek. Podstawowy budulec planszy to cegła, którą łatwo rozbijamy pociskami z działa naszego czołgu. Drugim surowcem, który tworzy mapę jest metal, w przeciwieństwie do cegieł, nie da się go rozbić tak łatwo, dopiero po zebraniu odpowiedniego powerupa.
Jako trzeci element poziomu występuje zielony las. On z kolei przed niczym nie chroni, za to zakrywa pojazd nasz, jak i przeciwników.
Szaro bure barwy przełamują również niebieskie akweny wodne, przez które nie da się przejechać, ale jak najbardziej kule nad nimi przelecą.

Ogień z lufy

Nasz czołg rozpoczyna misję na dole planszy, tuż obok wspomnianego już orzełka, który jest obudowany cegłami. Przeciwnicy spawnują się na górze, a po prawej stronie ekranu widzimy ile ich jeszcze się pojawi na polu bitwy. Czołgów przeciwnika jest kilka rodzajów: Wolniejsze, szybsze, lepiej opancerzone. Raz po raz pojawia się również migoczący na czerwono wróg, którego zbicie spowoduje pojawienie się na mapie powerupu.
Te mogą “zamrozić” wrogie tanki, zniszczyć wszystkie aktywne pojazdy, stworzyć barierę ochronną naszemu czołgowi, dać metalową osłonę dla orła bądź też ulepszyć pancerze naszego pojazdu..

Jako się rzekło: Zasady proste, gorzej z praktyką. Łatwe będą tylko pierwsze poziomy. A żyć standardowo dla tej platformy jest trzy. Do tego każdorazowe zniszczenie orzełka z automatu powoduje game over. Osobiście odpadałem przed końcem pierwszej dziesiątki, co nie przeszkadzało mi wracać do kolejnych prób.

Ja jadę, ty pilnuj orzełka!

Jak na konsolę przyjazną rodzinie: Battle City oferuje tryb kooperacyjny, czyli dokładnie to samo co w singlu, ale jakże przyjemniej jest kopać wrogie pancerze z kumplem na krześle obok!
A gdyby atrakcji było mało, a sama gra nie stanowiła już wyzwania. Battle City oferuje prosty w obsłudze edytor poziomów. Nie okłamujmy się: Kto nie zaczynał gry od stworzenia metalowego gniazdka dla orła i nie ruszał naprzód bez obaw, że przeciwnicy go zbiją.

Oprawa, podobnie jak cała mechanika jest prosta, głównie szarości przeplatane paskami zieleni i błękitu. Dźwięk to prosta melodyjka, kilka dźwięków strzału i burczenie w czasie poruszania. 

Battle City – jeden ze 168 wspaniałych

Jednak to nie grafika stanowiła o sile tego tytułu, a właśnie regrywalność i chęci do pobijania swoich własnych rekordów. Absolutnie to nie jest rewolucyjny ani odkrywczy tytuł. Daleko mu do najgłośniejszych gier na NESa, ale zapisał się w pamięci graczy. Również w naszym kraju, będąc jednym z tytułów na słynnych 168 in 1 dodawanym do Pegasusa.

1 thought on “Battle City – retro wspominki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.