Seria „Klasycy Literatury Portugalskiej w Komiksie” wydawnictwa Timof Comics właśnie wzbogaciła się o znakomity, zjadliwy komentarz o moralności. „Zbrodnia ojca Amaro” właśnie takim komentarzem niewątpliwie jest.
Ojciec Amaro i jego grzeszki
Scenarzysta André Oliveira i ilustrator Ricardo Santo podjęli się niezwykle trudnej misji – zaadaptowania powieści José Marii Eça de Queirósa do formy komiksowej. Literacki pierwowzór „Zbrodni ojca Amaro” ma ponad 150 lat, co stawia przed twórcami zadanie, polegające na unikaniu niezręcznych anachronizmów. Ponadto z blisko 500 stron powieści trzeba było zrobić 48 stron komiksowych. Z tego karkołomnego zadania panowie wywiązali się co najmniej zadowalająco.
José Maria de Eça de Queirós był jednym z najważniejszych pisarzy tworzących w nurcie realizmu i naturalizmu. W swoich powieściach często krytycznie odnosił się do moralności mieszczaństwa, hipokryzji kleru i zakłamania władzy. Był jednocześnie jadowitym komentatorem sytuacji społeczno-politycznej swoich czasu i propagatorem reform, które mogłyby mieć realny wpływ na jakość życia. Jedną z jego najmocniejszych i najbardziej bezkompromisowych powieści jest właśnie „Zbrodnia ojca Amaro”.
Historia młodego proboszcza, który właśnie obejmuje parafię po śmierci swojego poprzednika, dość szybko przestaje być tylko opowieścią o małej społeczności. Kiedy ojciec Amaro poznaje pobożną Amelię, sytuacja niemal natychmiast staje się niekomfortowa, a bohaterowie wkraczają na ścieżkę, która może doprowadzić ich w zasadzie tylko do upadku. Nietrudno sobie wyobrazić, że kiedy powieść pierwszy raz ujrzała światło dzienne, w 1875 roku, mogła wywołać spore poruszenie. Dziś opowieści o wątpliwych moralnie dokonaniach przedstawicieli kościoła już nam spowszedniały, choć na szczęście wciąż wywołują słuszne oburzenie. Namiętność, jaka połączyła ojca Amaro i niewinną (no, do pewnego stopnia) Amelię nie mogła nie doprowadzić do wybuchu. Eça de Queirós zadbał o to, by morał historii był czytelny. Każdy czyn ma konsekwencje. To, czy ponoszą je wszyscy, którzy powinni – to już sprawa dyskusyjna. I właśnie na tę niełatwą konkluzję położył nacisk zarówno autor oryginalnego tekstu, jak i autorzy komiksu.

Diabeł tkwi w szczegółach
Na uwagę zasługuje też strona wizualna komiksu. Ricardo Santos posługuje się tu karykaturalną niemal kreską, przerysowując swoje postaci, jakby chciał z nich zakpić, tak jak kpił z nich Eça de Queirós. Znakomicie grają na tych zniekształconych twarzach emocje oburzenia, niesmaku, nieufności czy też zwykłej złości. Ta groteskowa estetyka jest idealnym narzędziem, by podkreślić zakłamanie mieszkańców miasteczka i ich fałszywą, bardzo fasadową pobożność. Twarze w jednym kadrze uduchowione, uśmiechnięte i łagodne, w innych stają się pełne odrazy, wręcz wulgarne. A gdzie w tym wszystkim jest tak głośno wychwalana miłość bliźniego? To już sobie, Czytelniku, sam rozkmiń.
Nie sposób pominąć milczeniem także autora przekładu – wszak Wojciech Charchalis jest uznanym badaczem literatury hiszpańskiej i portugalskiej a także cenionym tłumaczem tekstów z tego kręgu kulturowego. To jemu zawdzięczamy znakomite przekłady powieści José Saramago (chociażby „Historię oblężenia Lizbony”) i nowe tłumaczenie „Don Kichota”. I może warto nie tracić nadziei, że któregoś dnia wpadnie nam w ręce także jego przekład powieści Eça de Queirósa.

Apetyt rośnie…
Komiksowa adaptacja „Zbrodni ojca Amaro” jest sama w sobie bardzo satysfakcjonująca, ale przede wszystkim zaostrza apetyt na literacki pierwowzór. Autorzy opracowania musieli, niestety, nieźle skrócić i uprościć całą historię, rezygnując chociażby z pogłębionej analizy społecznej. Historia pozostała treściwa i czytelna, ale dla pełnego obrazu warto sięgnąć także po pierwowzór. I choć Eça de Queirós nie należy do autorów regularnie wznawianych, jego książki doczekały się przynajmniej kilku polskich wydań. Ostatnia edycja „Zbrodni” (jako „Zbrodnia księdza Amaro”) ukazała się w 2010 roku. Można więc po lekturze komiksu Oliveiry i Santo udać się na małe, czytelnicze łowy.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy

