Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Demon Bakasura występuje w wielkim hinduskim dziele Mahabharata. Według zapisków, miał terroryzować pewną wieś i pożerać jej mieszkańców. Ci, dobili z nim targu – w zamian za pozostawienie wioski w spokoju, Bakasura miał otrzymywać tygodniowo stosy jedzenia oraz jednego człowieka na pożarcie. Gehenna trwała, dopóki nie znalazł się śmiałek, który pokonał demona i uwolnił wioskę od problemu z żarłocznym ludojadem. Podobieństwo do legendy o smoku wawelskim przypadkowe. Szczególnie, że w przypadku komiksu „Rzadkie Smaki” autorstwa Rama V i Felipe Andrade, demon przedstawiony jest zgoła inaczej.
Przede wszystkim – jest całkiem żywy. Zamiłowanie do kulinariów zastępuje żarłoczny i nieposkromiony apetyt, choć smak ludzkiego mięsa nie pozostaje mu nigdy obcy. Demon przyjmuje postać Rubina Bakshu, który pragnie zostać nowym Anthonym Bourdainem. Nie wiecie kto to? Ja również nie wiedziałem. To kucharz-celebryta, który poprzez dania i posiłki poznawał ludzi, kultury i historie, choć skupiał się na tych z gatunku nieoczywistych. Był przy tym osobowością niezwykle wrażliwą, którą z równowagi wyprowadzały nawet drobnostki. To nawet ciekawe zestawienie, bo w niektórych podaniach Bakasura do swojego zestawu żarłoczności miał w zwyczaju interesować się wrażliwymi sztukami pokoju poezji. W komiksie jednak Rubin-Bakasura odnajduje młodego adepta sztuki filmowej noszącego wdzięczne imię Mo, by nakręcił film godny jego ambicji.

Wyprawa po Rzadkie Smaki
Wyruszają zatem w wyprawę po Indiach, szukając ciekawych historii o równie ciekawych ludziach, którzy przyrządzają równie ciekawe potrawy. Wędrówka zabiera ich do przydrożnych barów, które prowadzą kucharze potrafiący gotować jedno danie, acz według przepisów pochodzących od dawno nieżyjących przodków. Poznamy historie potraw, które przypominały innym o rodzinnych stronach i dawno zapomnianych krewnych. To takie dania są najwykwintniejsze, a okraszające je opowieści dodają najwyborniejszego smaku. Dzięki nim Mo również wchodzi na ścieżkę do poznania samego siebie.
Ciekawą zagrywką są przepisy wgryzające się między ramki, dzięki którym egzotycznie brzmiące nazwy dań zaczynają pachnieć przyprawami, nabierają konsystencji, co dodaje niebywałego wręcz aromatu komiksowi. Nie trzeba wszak być Robertem Makłowiczem i znać kuchni hinduskiej, a przecież to kulinaria stanowią punkt podparcia całości. Na szczęście autor, przecież Hindus z pochodzenia, zadbał o to, żeby obrazek pozostał jasny i klarowny również dla niewtajemniczonych. Dodał nawet ciekawostki o historii i pochodzeniu poszczególnych dań. Niesamowite, ale po tym nawet nabrałem ochoty na wypróbowanie kilku mniej skomplikowanych przepisów.
Zaryzykuję stwierdzenie, że „Rzadkie Smaki”, to opowieść drogi, choć w standardowym rozumieniu to stwierdzenie będzie dalekie od oddania prawdy o tym komiksie. Droga nie obejmuje samej wyprawy podczas której kręcony jest film dla Rubina. Jest tu naprawdę wiele tras, które opowieść pokonuje. Droga, którą przechodzi demon do zrozumienia czego szuka. Ścieżka, przez którą przechodzi Mo – filmowiec, by zrozumieć, to samo. Jest też wiele tras, które pokonują pomniejsi bohaterowie, przewijający się na kartach komiksu, czy choćby droga, którą przechodzą prześladowcy Bakasury. To te podróże stanowią oś opowieści i Ram V pokazuje jak te ścieżki krzyżują się ze sobą, spotykają, przecinają i kończą. Mówimy tu zatem nie tylko o dosłownej podróży, ale i metaforycznej, a wręcz metafizycznej drodze do odnajdowania samego siebie.

Opowieść o poszukiwaniu
Rzadkie smaki to niespieszna historia, bulgocząca pod pokrywką z opowieści o ludziach spotkanych przez demona. To nie jest opowieść o spektakularnych transformacjach. Chyba bardziej o dorastaniu, godzeniu się ze światem i zrozumieniu samego siebie. W zasadzie, o spektakularności należy tu zapomnieć. Tę z całkowitym powodzeniem zastępuje nastrojowość i atmosfera pełna przypraw, pośród których szukamy wyjątkowych połączeń. Historia w „Rzadkich smakach” toczy się powoli, swoim rytmem. Dochodzi, duszona na wolnym, acz bardzo gorącym ogniu.
„Rzadkie smaki” rozsiewają wokół siebie aromat znajomy z „Wielu śmierci Laili Starr” i nie jest to związane jedynie z osobami twórców. Kreska Andrade doskonale pasuje do lekko nierealnego świata hinduskich miast, miasteczek i bezdroży i uderza w te same kubeczki smakowe, co „Laila Starr”. Choć nie ma tubezpośrednich odwołań do opowieści o bogini śmierci i Ram V nawet nie sugeruje jakichś powiązań, to światy są bardzo podobne. W obu po ulicach pomiędzy śmiertelnikami chadzają bóstwa czy demony i wydają się być nie mniej zagubione niż ludzie. W obu tytułach widzimy ich przemianę, a to dzięki doświadczeniom i obcowaniu z ludźmi. Nie sposób nie znajdować podobieństw pomiędzy obydwoma pozycjami.
Jeśli zatem wspomniana „Wiele śmierci Laili Starr” dobrze się Wam wkręciła i doceniacie tę wyjątkową atmosferę, pichconą przez Andrade i Rama V, to koniecznie sięgnijcie po „Rzadkie smaki”. Znajdziecie tam więcej tego samego i się nie zawiedziecie. Przyprawy w tym daniu są może nieco inne, ale baza, na którym powstały jest taka sama. Historia Rubina Bakshu to wysokiej jakości opowieść, w której śmiało można przeglądać się jak w lustrze i szukać elementów pasujących do nas. Wszyscy się kiedyś zgubiliśmy, wszyscy szukaliśmy wyjątkowości i radości, którą daje. Wszyscy szukaliśmy swojego miejsca. Niektórzy wciąż szukają. To historia dla nas. „Rzadkie smaki” to wykwintna i wyborna pozycja, która powinna zostać doceniona nie tylko przez smakoszy. Serdecznie polecam, warto skosztować.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy


