Jestem zagubionym Aniolem Nonstopcomics

Jestem zagubionym aniołem – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

Pod koniec 2024 roku w moje ręce wpadł komiks Jordiego Lefabre’a, Jestem ich Milczeniem. Podtytuł „Kryminał Barceloński” nie oddawał wszystkiego, co można było w nim znaleźć, acz wyczerpywał się w całości. Jest to opowieść kryminalna, tocząca się w Barcelonie, to prawda. Jednal jest tu znacznie więcej. Główną bohaterką jest tu psychiatra Eva Rojas, która poza pomaganiem swoim pacjentom, ma dryg do wyczuwania i rozwiązywania afer kryminalnych. Jednocześnie sama cierpi na ciekawą przypadłość, a mianowicie, rozmawia ze swoimi zmarłymi przodkiniami. Te, ze swoją swadą i „urokiem” angażują się w rozwiązywanie policyjnych zagadek i pokazują po kim pani doktor odziedziczyłą swoją krnąbrność. Historia mnie porwała, Eva Rojas oczarowała, do tego stopnia, że z radością przyjąłem informacje, że autor pracuje nad kontynuacją, która właśnie trafia w moje ręce – Jestem zagubionym aniołem. I z jeszcze większą radością ją wchłonąłem.

Jestem zagubionym aniołem podąża utartymi już przez Lefabre’a ścieżkami. Zaczyna się od mocnego walnięcia i to dosłownie. Policja odnajduje bowiem zagrzebane w cemencie do połowy ciało pewnego neonazisty i choć sprawa wydaje się być z natury prosta, ponieważ znajduje się naoczny świadek tego zdarzenia, to szybko okazuje się, że sprawa tak oczywista nie jest. A kto tym naocznym świadkiem jest? Tak, macie rację, nie kto inny, jak Eva Rojas.

Galimatias robi się coraz większy, gdy okazuje się, że w sprawę jest zamieszany pacjent Evy, znany i dobrze rokujący młody piłkarz lokalnego klubu, który na mdomiar złego zaginął (piłkarz, nie klub). W międzyczasie w całym zamieszaniu pojawia się kolejne ciało – tym razem prostytutki. Pozornie niepowiązane ze sobą wydarzenia okazują się mieć ze sobą wiele wspóplnego, a sprawę oczywiście komplikuje sama Eva, która zgodnie ze swoim modus operandi (oraz podszeptami wiadomo kogo), postanawia wyręczyć policjantów, znaleźć zaginionego kopacza piłki i dojść prawdy o śmierci pani do towarzystwa. Robi to, naturalnie, ze swoim nieodpartym urokiem i energią.

Jestem zagubionym Aniolem Nonstopcomics

Znów to zrobił

Jordi Lefabre znów stworzył ciekawą i porywająca opowieść kryminalną. Znów wysłał frontem ku czytlenikowi Evę Rojas – krnąbrną, zarozumiałą, kopcącą papierosy jak lokomotywa panią psychiatrę, która ma zacięcie do wyręczania policji w rozwiązywaniu spraw kryminalnych, a przy wysokim pozomie zarozumiałości i szcześcia oraz równie wysokiej inteligencji i zdolności obserwacji czy notowania szczegółów – robi to bardzo skutecznie. Mamy zatem więcej tej samej dobroci co w pierwszym tomie.

Znów mamy rewelacyjną kreskę Lefabre’a. Komiksową, trochę zniekształconą, pełną detali, na które zwróciłaby uwagę sama Eva Rojas. Już w Jestem ich milczeniem autor bawił się detalami, i z powodzeniem kontynuuje to w drugiej części przygód psychiatry z Barcelony. Ponownie można znaleźć masę drobnych szczegółow poukrywanych po kadrach i piękne, kolorowe, komiksową rysunki. Znów możemy liczyć na jego poczucie humoru, uwidaczniające się w złośliwych komentarzach babć i świetne dialogi. Zresztą dialogi, fantastycznie przetłumaczone przez Jakuba Sytego. To siła oraz w zasadzie baza tej opowieści. Jestem zagubionym aniołem to klasyczny pod wieloma względami kryminał, bez wielu dynamicznych akcji, pościgów, wybuchów i rozpadających się pojazdów. Fakt, że autor nie musi sięgać po tanie zagrywki by osiągnąć tak wysoką jakość historii wzbudza radość i zadowolenie czytelnika takiego jak ja.

Pani doktor Eva Rojas z wdziękiem i urokiem wchodzi w historię kryminalną, ale autor komiksu dotyka wszakże również tak delikatnych tematów jak zdrowie psychiczne. Nie bez powodu wszak bohaterka para się psychiatrią i sama chodzi na sesje. Jordi Lefabre poprzez ten zabieg próbuje też zwrócić uwagę na ten temat i w posłowiu zachęca do tego (a ja się do apelu przyłączam), aby tego naszych dusz nie traktować po macoszemu.

Jestem zagubionym Aniolem Nonstopcomics

Nic nowego? Nie do końca

Czy Jestem zagubionym aniołem wprowadza coś nowego do Kryminału Barcelońskiego? Oczywiście. Dowiadujemy się nieco więcej o bohaterce i jej rodzinie. Mamy rozwinięcia postaci, bo autor rzuca nieco światła na rodzinne dramaty Evy, jej matki oraz jej przodkiń. Buduje to głębię postaci, jednocześnie pozwalając na interpretację osobowości panny Rojas. Najważniejsze, że nie czuć, iż jest to wpychane na siłę i wplatanie tych wątków nie ma znaczenia dla dynamiki opowieści. Ostatecznie wyszło to bardzo zgrabnie i ciekawie.

Przy Jestem zagubiomym Aniołem Jordi Lefabre nie zdołał dokonać tylko jednego. Znudzić tematem oraz postacią. Evy Rojas po prostu bardzo trudno nie polubić. Tej jej krnąbrności premieszanej z odrobiną dziecięcej naiwności i inteligentnej złośilwości. To postać, która wciąż potrafi zirytować tak mocno, jak zaintrygować. Końcówka sugeruje kontynuację. No i znów czekam, bo apetyt nie przestaje rosnąć.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics

Jestem zagubionym Aniolem Nonstopcomics

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *