Komisarz Toumi

Komisarz Toumi – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

Komisarz Toumi zaistniał na polu komiksowego kryminału. Ale zamiast zostać jego kolejną gwiazdą, postanowił pokazać wszystkim język i nie tyle zabawił się konwencją, co ją totalnie zdemolował.

Komisarz Toumi na tropie

Tytułowy komisarz i jego niezbyt lotny partner Stucky narodzili się w głowie francuskiej rysowniczki i autorki, Anouk Ricard. Jej nietuzinkowe poczucie humoru polscy czytelnicy mogli poznać przy okazji wydanych w 2013 roku „Kukułek Bouzona”. Toumi nie ma ciśnienia, żeby zostać nowym Sherlockiem Holmesem czy kolejnym porucznikiem Columbo. Ba!, on się nawet niespecjalnie stara iść w ślady Franka Drebina, choć akurat konwencja serii Naga broń wydaje się znacznie bliższa temu, co proponuje Ricard w swoim komiksie. Sam inspektor Clouseau ze swoją nieporadnością podpartą niezachwianą pewnością siebie zdaje się jedynie luźną inspiracją dla naszego bohatera. Nie, nie, komisarz Toumi jest jedyny w swoim rodzaju, niepodrabialny i absolutnie bezczelny w swojej oryginalności. A fakt, że przy okazji z wdziękiem potyka się o własne sznurówki tylko dodaje mu uroku.

Komisarz Toumi

Komisarz Toumi i trupy

Komiks nie próbuje udawać, że jest na poważnie. To żadna mroczna historia noir, choć ubrana w inną konwencję mogłaby stanąć na półce obok Raymonda Chandlera czy Agathy Christie. I choć fabuła poszczególnych rozdziałów jest spójna i zgrabnie poprowadzona, to nie o nią tu chodzi. Opowiastki o dwóch nieszablonych policjantach są raczej przyczynkiem do serii absurdalnych zdarzeń, żartów słownych i sytuacyjnych, śmiało flirtujących z czystym nonsensem. Humor, często zamierzenie czerstwy, jest jedną z najmocniejszych stron tych historii, szczególnie tam, gdzie kontruje poważne skądinąd zdarzenia w sposób tak dotkliwie nieadekwatny i pozbawiony wyczucia, że zdarzało mi się czuć zażenowanie zachowaniem głównych bohaterów. Autorka puszcza do nas oko na każdym kroku, ale robi to tak umiejętnie, że nie tylko nie jest to męczące, ale z łatwością i niemałą przyjamnością można podjąć jej grę i wejść w ten dziwaczny świat po uszy.

Komisarz Toumi i tropy popkultury

Anouk Ricard bawi się w swoim komiksie popkulturowymi cytatami i smaczkami. Już sam motyw policyjnych partnerów, kompletnie do siebie niepasujących, jest niezwykle często wykorzystywany. Tu różnice między zgorzkniałym, niestroniącym od alkoholu Toumim i głupawym, wesołkowatym Stuckym są dodatkowo przerysowane i pociągnięte do absurdu. Ale nie przeszkadza to bohaterom skutecznie, choć nie bez potknięć, rozwiązywać zagadek kryminalnych, a po ciężkim dniu uraczyć się partyjką Monopoly. Nie sposób nie wspomnieć też o zwierzęcych cechach postaci komiksu. Autorka nadała swoim bohaterom cechy udanie współgrające z ich charakterem. Zabieg może przywodzić na myśl serię o Blacksadzie autorstwa Juana Diaza Canalesa i Juanjo Guarnido. Oczywiście ciężar obu opowieści, zarówno w sensie fabularnym, jak i wizualnym, jest kompletnie inny. W ogóle szata graficzna Komisarza Toumi zasługuje na szczególną uwagę. Jest żywa, krzykliwa, dynamiczna… A przy tym wygląda jak nieślubne dziecko obrazków bazgranych przez piątoklasistę nudzącego się na lekcji i „Adventure Time” z całym jego wspaniałym, kolorowym przesytem. I ta wyrazista, karykaturalna kreska tak świetnie pasuje do opowieści.

Komisarz Toumi nie jest lekturą dla każdego, ale w serduszkach fanów humorystycznych historii z lekką nutką dziwaczności i szaleństwa na pewno znajdzie się miejsce dla tego albumu.

Recenzja powstała na podstawie pliku recenzenckiego dostarczonego przez wydawnictwo Nagle! Comics

Komisarz Toumi

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *