Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Wojownicze Żółwie Ninja to marka, która dorastała razem z nami. Choć swoje największe sukcesy święciła na początku lat 90-tych zeszłego stulecia, to akurat tak się złożyło, że przypadło to na okres naszego dojrzewania i chłonięcia wszystkiego, w tym żółwiowych motywów, jak gąbka. Zamknięci w swoich skorupach wojownicy dorastali i dorośli razem z nami, (choć na szczęście, choćby ku uciesze mojej córki, nie zapomnieli o najmłodszych). Wojownicze Żółwie Ninja z 2025 roku to kolejna dorosła odsłona żółwiowego uniwersum.
Wojownicze żółwie ninja na twardo
Nasi odziani w maski i skorupy ninja nie są już „teenage” i mierzą się z rzeczywistością, która jak każdego, dogania i potrafi przytłoczyć lub poprowadzić w niespodziewanym kierunku. Mistrz Splinter nie żyje, a rodzinne więzi się poluzowały. A właściwie całkowicie rozeszły. Pierwszy tom opowieści z 2025 roku nie robi co prawda takiej emocjonalnej miazgi, jak Ostatni Ronin, ale nie jest lekko. Bracia żyją, choć powiedzieć, że mają się dobrze byłoby mocną przesadą. Raphael trafił do paki, działając pod przykrywką próbuje pomóc dyrektorowi więzienia zapobiegać ucieczkom i rozróbom. Michaelangelo został gwiazdą telewizji i najpopularniejszym żółwiem na świecie, odpływając ku nieco hedonistycznym prądom. Leonardo zaszył się dzikich ostępach i kontempluje więź z przyrodą, a Donatello wylądował na arenie walk mutantów i powoli traci pełny kontakt z rzeczywistością. Bracia są skłóceni i unikają się, jednak przeszłość ich dogania, gdyż Klan Stopy znów czyha na ich skorupy. Dość szybko Żółwie są zmuszone do zwarcia szyków i współpracy, gdyż zagrożenie, z jakim będą musiały się zmierzyć nie da się pokonać kilkoma kopniakami i uderzeniami nunchaku albo pchnięciami sai. Oto bowiem władzę nad prokuraturą w Nowym Jorku przejmuje Hieronim Hale, który nienawidzi mutantów. Rozpoczynając współpracę z Klanem Stopy i Karai prawnik windowany jest do najwyższych stanowisk u władzy. A skłócone żółwie, nie potrafiąc ze sobą współpracować jak kiedyś, nie stanowią na tym etapie zbyt dużej przeszkody. Ktoś jednak mocno się obawia odbudowy drużyny i postanawia wyeliminować zielone zagrożenie, zanim będzie za późno.

Solidna dawka akcji
Wojownicze Żółwie Ninja (2025) to porządna kopanina karate i solidna dawka akcji. Wszystko tu działa według prawideł i zasad akcyjniaka. Pierwszy tom to zbieranie się chmur i konsolidacja olbrzymich kłopotów dla głównych bohaterów. Żółwie obrywają, zmuszane są do ucieczek i zawijania ogona pod skorupy. Ich przyjaciele również ostro dostają po tyłkach, próbując mierzyć się z nowymi realiami panującymi w Nowym Jorku.
Paradoksalnie jednak, to starcia między braćmi wywołują największe emocje. To nie są już przyjacielskie zaczepki i kuksańce rozdzielane pomiędzy członkami rodziny. Żółć zgromadzona przez lata wylewa się potokami powodując utarczki bynajmniej nie tylko słowne. Żółwie potrafią przywalić po mordach nie tylko szeregowcom z Klanu Stopy, ale również i swoich. Jak mają zatem walczyć z większym niebezpieczeństwem, które czai się gdzieś w nowojorskim mroku? Jak poradzą sobie z demonami, które tak ich poróżniły? Pierwszy tom opowieści kumuluje wszystko co najgorsze dla bohaterów. To oczywiście wzbudza zaciekawienie i buduje napięcie, któremu upust może dać wyłącznie kontynuacja opowieści. Stara zagrywka, a wciąż niesamowicie skuteczna.
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach?
Wojownicze Żółwie Ninja (2025) oferuje sporo akcji, ale równie dużo dekompozycji znanych z lat 90-tych motywów. Nie ma co liczyć na nostalgiczną podróż do dzieciństwa. Tutaj ta nostalgia jest wystawiana na próbę. Wręcz wyginana i sprawdzana jak długo wytrzyma zanim pęknie. Turtlesy dorosły i mają dorosłe problemy. To nie te same Żółwie, które w kolorowych animacjach walczyły z technodromem i pokracznym Krangiem, Shredderem i ich przygłupawymi pomagierami, czy zażerały się pizzą. Żółwie są pozbawione siły, nie potrafiąc nawiązać do swoich najlepszych lat. Czytając jednak, wierzymy, że gdzieś głęboko, pomimo ogromnych przeciwności, które piętrzą się przed nimi niczym Empire State Building, odnajdą gdzieś w sobie choć namiastkę Turtle Power, dzięki której nic nie mogło stanąć im na drodze. Wierzymy, że, pomimo przykrych niekiedy obrazków, nadal są bohaterami, którzy ratują Nowy Jork po raz kolejny. Muszą tylko odnaleźć więzy, które ich niegdyś łączyły. A to zadanie wydaje się być najtrudniejszym z wyzwań, z jakimi przyjdzie im się mierzyć.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Nagle! Z ich strony pochodzą również obrazki.
