Juz od dawien dawna psychodelia w sztuce wytwarza ma jakieś dziwne magnetyczne działanie względem mojej osoby. Surrealizm, turpizm i oniryczność gdzieś mi w duszy grają, toteż gdy na horyzoncie pojawiła się „Postapolska” Bartosza Zaskórskiego przyklasnąłem, odrzuciłem na bok wszystkie kończyny i zagłębiłem się w lekturę.
Nie wiem czy jest jakikolwiek sens streszczać tu fabułę, bo można ją zamknąć w kilku zdaniach i w zasadzie zrobiła to już obwoluta. Pewnego dnia ktoś uwalnia złe słońce, które zaczyna wypalać, zmieniać, metamorfować i niszczyć powierzchnię. Po dokonaniu apokalipsy pozostają zmutowane formy życia, przeobrażajace się i niebezpieczne, zamknięte w ciągłym cyklu umierania i odradzania się. Toczone przez chorobę i wynaturzenia. W tym oto świecie na swojej drodze staje dwójka mutantów, które staczają pojedynek, wskutek którego jedne traci głowę, po czym oba humanoidy wyruszają na podróż w poszukiwaniu nowego łba. I to by zajmowało jakąś połowę komiksu. Reszta wydania to krótkie opowiastki, zakotwiczone w realiach „Postapolski„, mające być próbą stworzenia nieco szerszego kontekst dla całości oraz chyba bardziej poligonem doświadczalnym dla autora oraz placem zabaw. Wydaje mi się, że pierwsze, najgłośniesze skrzypce gra tu forma, a nie treść. To ona stawia najmocniejsze i najbardziej zapadające w pamięć akcenty.
Postapolska forma
Pod względem plastycznym autor „Postapolski” osiąga niesamwoity efekt łącząc formy i inspiracje w olbrzymim, bulgoczącym kotle. Widzę tu zarówno Geigera, Beksińskiego, Bilala czy Gimeneza, Bundgena czy Spórny. Co do treści, to przyznaję, że nie jestem do końca ustatysfakcjonowany. Choć autor uczciwie oznajmia, że nie zakończył swojej opowieści, to jednak mam ogromną ochotę, aby to zrobił. Tak bardzo chciałbym, aby Bartosz Zaskórski idąc śladami Rafała Spórny opwoeidział całość, nawet kosztem poświęcenia kilku rzeczy i dopowiedzenia niedpowiedzeń. Szerokie pole interpretacyjne jest bardzi istotne, ale jednak chciałbym mieć przynajmniej jakiś azymut, kierunek, w którym mógłbym chociaż rzucać okiem. Tak abym mógł, leżąc podłączony do ten napchanej symbolami i metafizyką kroplówki wyśnić cały ten świat i zobaczyć, do jakich wniosków i interpretacji mnie powiedzie. A tak, igła jest wyjmowana w trakcie kuracji i odczuwam ogromny niedosyt. Psychodeliczna podróż przerywa się w zasadzie kulminacyjnym momencie. Ten niedosyt, to takie dziwne poczucie. To jak wejść na szczyt wysokiej góry, ale bez zupełnego planu zejścia.
Trafia do mnie zupełnie ten brudny, przygaszony, oprószony popiołem świat pełen obrzydliwych detali. Apokalipsa z natury powinna być nieprzyjemna. Zaskórski nie próbuje nawet poszukiwać czy zastanawiać się nad różnymi odcieniami, które mogą spowijac „Postapolską” rzeczywistość. Warunki są proste. Stało się, na świecie jest źle i nie ma żadnego sensu zastanawiać się czy będzie lepiej. Pozostają tylko rozlewające się zło i rozkład. Pozostają najbardziej pierwotne instynkty oraz dziecięca wręcz naiwność. Bohaterowie, niczym Jacek i Placek po połknięciu LSD, wyruszają w poszukiwaniu głowy, odcietej podczas ich pojedynku. Podróż na poszukiwanie utraconego łba jest wypełniona symbolicznymi obrazkami zdeformowanego świata. I choć znamy final tych poszukiwań, to brakuje mi jakiegoś zwieńczenia. Zbyt szybko nić opowieści zostaje przerwana i zbyt wiele zostawia tu czytelnikowi pola na interpretacje. Przy takiej otwartej przestrzeni czytelnik dostaje agorafobii, a osoba nie doceniająca psychonautycznej psychodelii czuje całkowite zgubienie i ostamotnienie.

Niewrażliwym wstęp wzbroniony
„Postapolska” nie jest dla każdego. Lektura komiksu Zaskórskiego to nie bułka z masłem, a chleb o bardzo, bardzo twardej skórce i trochę niewypieczonym środku. Jestem jednak przekonany, że jest to absolutna perełka, którą trzeba jeszcze wypolerować, by móc ją spokojnie postawić obok innych psychodelicznych komiksów. „Postapolska” spokojnie staje w szeregu z każdą wykręconą, narkotyczną, surrealistyczną potrawą wysmażoną w ostatnich kilku latach i nie ma absolutnie się czego wstydzić. Warsztat, forma wykonanie, wizualia- są cudownie eksperymentalne i przekraczają wszelkie granice, ani na moment nie potykajac się o własne nogi. Weszliśmy z autorem na sam szczyt tej jazdy, zabrakło zjazdu w promieniach wiadomego słoneczka, cieniu boga ojca, powykręcanych w każdym kierunku mieszkańcach powierzchni „Postapolski” i innych niepokojących obrazkach, którymi komiks Zaskórskiego aż kipi.
Dodatki, w postaci krótkich form, będących jednocześnie zapisem potoku myślowego autora, które zaserwowano jako bonus (jak już wspominałem, zajmują one ponad połowę wydania) osładzają troszeczkę to brutalne ścięcie historii. Jest tu masa dobroci i jednocześnie stanowią one próbę wprowadzenia jakiejś systematyki, a jeśli nie, to przynajmniej uzasadnienia wszystkiego, co jest widoczne na kartach „Postapolski„. Świat, jako nowotwór, rozrastajacy się, umierający i odradzający się w milionach odrażających, wrogich, obrzydliwych i niepokojących form stanowi ciekawą alegorię. Tylko czego?

Ta lektura to nie jest bułka z masłem
„Postapolska” to dzieło, po lekutrze którego niektorzy zaczna zadawać sobie pytania o granice twórczości i jak daleko można się wybrać podczas zabawy z tym dziełem. Inni mogą obawiać się o stan ducha artysty, a jeszcze inni mogą chcieć pogodzić się z Bogiem. Komiks ten jest ciekawym eksperymentem, dziełem nieszablonowym i bardzo niepokornym, które pędzi na wierzchowcu zrobionym z wyjątkowo mrocznego i niepokojacego surrealizmu. Na pewno jest to tytuł intrygujący, choć trzeba to uczciwie przyznać – skrajnie ciężskostrawny.
Osobiście uwielbiam takie zabawy formą, oraz drażnienie czytelniczego ducha za pomocą niepokojacych obrazków.
Do pełnej ekstazy chyba zabrakło mi jednak choć odrobinę wiecej treści, aby „Postapolska” stała się bardziej syta. Dlatego zwracam się z apelem do szanownego autora. Jeśli to czytasz, to dorysuj resztę opowieści, bo ręce mi się trzęsą i martwię się o kundelka. A może powinienem o mutantów?
„Postapolska” jest bardzo atrakcyjna wizualnie, szczególnie dla wrażliwego oka. Zaskórski korzysta z wielu technik plastycznych i buduje ogromny i zróżnicowany, pełen detali świat. Jest to niewątpliwie podróż, w którą polecam się wybrać bedąc w odpowiednim nastroju, chęci poobcowania z dziwnym eksperymentem i swiadomości wystawienia się na mocno turpistyczne doznania.
„Postapolska” to tytuł awangardowy. Można to zauważyć wiele odniesien, symboli, nawiązań i inspiracji do tego nurtu. Mamy tu miasto, masę, maszynę, ale w wydaniu organicznym, zraczałym, chorym i zepsutym. Czyżby mruganie okiem do końca czasów? Fin de siecle AD 2026? Współczesna wersja kasprowiczowskich hymnów, wygrywanych na dźwięk melodii Iana Curtisa, Rammstein i Kraftwerk? A może autorska kontynuacja Tetsuo: Człowiek z metalu i Body Hammer? Zapędziłem się pewnie za daleko. Ale czuję się usprawiedliwiony. Autor trzyma czytelnika na bardzo długiej smyczy.
Pod względem formy „Postapolska” zbliża się do uchwycenia nieuchwytnego i nazwania nienazwanego. To jeden z takich komiksów, który odbiera się podprogowo. Podskórnie. „Postapolska” zostaje w czytelniku i zestawia nuty swojej melodii cały czas, nawet po zamknięciu okładki. A przy tym to wizualna perełka. Treściowo – może być zbyt ciężkostrawna. Ale taki eksperyment i próbę należy docenić i chwalić.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy
