Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
To trochę tak jak z patrzeniem na coś okropnego. Wzbudza ogromne emocje niepokoi, ale trudno oderwać wzrok. Podobnie to ujął twórca w jednym z wywiadów podkreślając, że nie stroni od brzydkich rzeczy w celu wywołania emocji. Dokładnie takie miałem odczucia przy czytaniu W0rldtr33.
Tom 1 wziąłem kiedyś do ręki, bo zainteresowała mnie okładka. Klimaty okołocyberowe, hakersko-matrixowe. Niestety kreska w środku mnie nie zaciekawiła. Tom 3 jest pod tym względem zdecydowanie ciekawszy. Rysunki są momentami chaotyczne – przynajmniej dla mnie. Nie do końca było jasne, co z czego wynika. Z drugiej strony idealnie oddaje to klimat i wydarzenia opisywane w komiksie. Za rysunki odpowiada w każdym tomie Fernando Blanco, więc może pamięć mnie myli.

Demiurg ex machina
Tajemnicze miejsce ukryte gdzieś pomiędzy bitami pędzącymi w światłowodach to Undernet. Ten fakt wraz z tytułem jest oczywiście odniesieniem do mitycznego drzewa świata – symbolu łączącego nasz świat, niebo oraz zaświaty, czyli właśnie underworld. W tej symbolice nie jest to jednoznacznie piekło, a raczej podziemie Hadesa. Wyraźnie z tego czerpana jest inspiracja, choć bardziej z naciskiem piekielnym. Nie jest to jednak piekło dla grzeszników ze smołą i demonami. Jest to raczej ujęcie psychologiczne.
W tomie 3 poznajemy młodą Sammy (Sammy! – czy tylko ja słyszę wołającego Deana Winchestera?). Sammy jest dziewczyną, młodszą siostrą, która wyraźnie jest zafascynowana starszym towarzystwem i tym, co robią. To właśnie ta dziewczyna zakłada w Undernecie konto PH3AR. Ph3ar to oczywiście w slangu „l33t” (leet) – fear, czyli strach. To, co Sam zobaczyła w Undernecie, zmieniło ją do głębi. Ma się wrażenie, że bohaterka pada ofiarą podobnych manipulacji jak członkowie sekt. Osoba niepasująca, czująca się odmieńcem, porzucona przez bliskich, trafia na gościnną ekipę dającą komfort przez akceptację i wskazanie miejsca we wszechświecie. Dokładnie jak Borg w Star Treku. Myślę, że dlatego właśnie Sammy stała się Ph3ar i weszła w tę rolę w pełni.

Kto pod kim dołki kopie
W dalszej części mamy historię dziejącą się w dystopijnej teraźniejszości. Ludzie, a dokładniej to, co z nich zostało, chowają się pod ziemią. Nie jest to jednak niecny plan elit jak w Fallout’cie, a raczej konsekwencja własnych działań jak w Matrixie. Bezlitosne niczym moderatorzy Elektrody postacie z Undernetu przedostają się do naszego świata za pośrednictwem technologii. Nie było dla mnie do końca zrozumiałe, jakie technologie do tego wystarczają… Konieczny jest z pewnością dostęp do Internetu – kolejne zagrożenie IoT. Jakoś im się to udało, mimo schowania się pozostałych ludzi do podziemi. Brak znajomości bohaterów z poprzednich części nie ułatwiał nadążania za fabułą, ale też nie był ogromną przeszkodą. Całość tej historii wynika z „dokopania” się do Undernetu. Na tę chwilę nie wiem, jak poprowadzą opowieść, choć nie spodziewałbym się happy endu. Raczej słodko-gorzkiego zakończenia z pozorną wygraną, ale wyprzedzam fakty.
Musicie wiedzieć, że nie będzie to komiks dla każdego – głównie przez grafikę. Delikatnie mówiąc: 18+. Nie chodzi tu o, co by nie mówić, całkiem zbędny motyw gejów w piwnicy postapo. Chodzi o brutalne sceny gore – może nie rodem z Martwicy mózgu, ale mocne. Rysunki Fernando Blanco uzupełnia kolorami Jordie Bellaire, co zdaje się minimalizować ten horror. Gore jest zwykle w podobnych odcieniach mioędzy żółtym i czerwonym, co oczywiście łączy się z treścią i podkreśla krwawość. Jednocześnie ułatwia to „przelecenie” nad scenami bez ogromnych skaz na psychice czytelnika. Osobiście nie przepadam za takimi obrazami, stąd zwróciłem na to uwagę (albo po prostu tak zinterpretowałem ten zabieg).
Za sterami W0rldtr33 stoi James Tynion IV, który znany jest na polskim rynku z wydań Departamentu Prawdy oraz Coś zabija dzieciaki. Wyraźnie ma swój klimat, którego się trzyma. Ostatecznie – czy komiks można polecić? Myślę, że tak, ale zdecydowanie najpierw zalecam zerknąć na dostępne w Internecie wybrane strony. Jeśli te sceny wam nie podchodzą, to może być po prostu nie dla was. Mam nadzieję, że historia nie okaże się rozciągniętym w czasie jednym odcinkiem Outer Limits czy Black Mirror, zostawiającym czytelnika z wrażeniem, że „to spotkanie mogło być mailem”.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Nagle!
