Tokyo Vice książka

Tokyo Vice – Jake Adelstein

Czasami tak bywa, że klasyczna droga konsumpcji dzieł zostaje odwrócona, i zanim przeczytam książkę, przetrawię powstałą na jej kanwie produkcję filmowo-serialową. W przypadku Tokyo Vice jestem wielce rad, że ten porządek zaburzyłem. Gdybym bowiem najpierw przeczytał książkę Adlesteina, mógłby mnie minąć całkiem niezły serial.

Po książkowe Tokyo Vice sięgnąłem już po obejrzeniu pierwszego sezonu produkcji HBO. Serial, pomimo nieco apatycznego początku, rozkręcił się całkiem nieźle przez co z niecierpliwością czekam na sezon numer dwa. Masa doborowych aktorów z Kenem Watanabe na czele urządziła świetne widowisko, które pokazuje Japonię z nieco innej perspektywy. Dzieło HBO nie leci hollywoodzką sztampą, nie powiela klisz, stara się twardo stąpać po ziemi, a jednocześnie wciąga nietuzinkowymi bohaterami, realizmem, ukazując mroczną stronę metropolii. Dowiedziawszy się, że telewizyjne Tokyo Vice jest oparte na książce faceta, którego postać gra pierwsze skrzypce w serialu bez namysłu zakupiłem swój egzemplarz i oczekiwałem listonosza z zapartym tchem.

Gaijin w japońskim dzienniku

Taka literatura faktu to coś rzadko spotykanego. Książka opisuje historię autora, który pracował w japońskich mediach, zajmując się sprawami kryminalnymi i przestępczością zorganizowaną. Obcokrajowiec w Japonii ma na pewno trochę ciężej. A ten tutaj jeszcze dostał pracę w jednej z największych gazet ukazujących się w kraju kwitnącej wiśni. Pisał po japońsku, obracał się w środowisku policyjnym, a także miał okazję stanąć oko w oko ze słynną Yakuzą. Brzmiało to tak smakowicie, że gdy tylko mój egzemplarz pojawił się w skrzynce niemal rzuciłem się do lektury.

Tokyo Vice zaczyna się tak jak serial – od sceny, w której młody redaktor jest grzecznie proszony o to, aby nie publikował swoich tekstów na temat jednego z mafiozów. Odmowa spełnienia prośby skończy się bardzo źle dla wymienionego, jego rodziny, znajomych, sąsiadów i możliwe, że zwierząt domowych również. Doskonale buduje napięcie i niestety, zaostrza oczekiwania.

Niestety, bowiem w okolicach połowy książki zdałem sobie sprawę, że tytuł ten obiecał o wiele za dużo, niż może i zamierza dowieźć. Wspomniany wcześniej opis, sugerujący odważnego i bezkompromisowego bohatera z zachodu tropiącego doskonale zorganizowanych przestępców sugeruje dość mocne spojrzenie za kulisy walki z Yakuzą oraz z ich działaniami. Podtytuł „Sekrety Japonskiego półswiatka” podsyca to samo.

Tymczasem Tokyo Vice to chyba coś innego

Adelsteinowi trzeba oddać to, że potrafi pisać. Styl Tokyo Vice jest naprawdę niezły. Autor potrafi wytworzyć zainteresowanie nawet najbardziej błahymi sprawami, którym często i gęsto poświęca zbyt wiele uwagi. Mamy opisy klubów i barów, po których się włóczył w poszukiwaniu informacji, szczegóły dotyczące współpracy z policją i obyczajów nią rządzących. Mamy informacje o naturze pracy w redakcji, jego przyjaciołach, znajomych i rodzinie, ich tragediach i sukcesach. To wszystko jest oczywiście podane przez pryzmat obcokrajowca, który tłumaczy wiele z japońskich zasad współżycia społecznego, często niezrozumiałych dla ludzi z zewnątrz. Widać, że facet na Japonii się zna i wie o czym pisze.

Tym samym jednak fakty dotyczące przestępczości miałkie, nijakie, i czasami nawet z niczym nie powiązane. Ot, kolejny dzień w redakcji przynosi kolejne przestępstwo, które dane było opisać Adelsteinowi. W zasadzie, gdyby zaufać obwolucie, to jakieś ostatnie sto stron rzuca okiem nieco światła na co niektóre sekrety i sekreciki rzeczonego półświatka. Pozostałe trzysta stron to mocno przydługi wstęp do wspomnianej końcówki. Zdaję sobie sprawę, że to literatura faktu, a nie kryminał, ale czułbym się znacznie mniej zawiedziony, gdyby książkę zatytułowano „O pracy dziennikarza w japońskiej gazecie”.

Tokio Vice świetnie bowiem przedstawia owe realia. Pokazuje odmienność obyczajów, kultury i przeciwności z jakimi musi mierzyć się młody żurnalista. Można dzięki niemu zobaczyć jak wygląda współpraca z policją oraz sam styl pracy tej formacji. Adelstein opisuje nocne życie w Tokio, bary z hostessami, nieprzespane noce, zawalone terminy, problemy rodzinne z tym związane, układy i układziki panujące w komendach i redakcjach ale półświatka jest tyle, co kot napłakał.

Tokyo Vice to świetna pozycja dla osób zainteresowanych kulturą Japonii. Pokazuje tą ciemniejszą i mało turystyczną część kraju kwitnącej wiśni. I owszem, zagląda trochę głębiej za kurtynę zasłaniającą kulisy działań Yakuzy. W moim przekonaniu nieco zbyt płytko, nieco za mało. A jeśli z jakichś względów autor nie mógł sięgnąć dalej, albo nie mógł czegoś opisać, to powinien nieco przystopować z budowaniem oczekiwać czytelnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.