Superhipermegaważna Misja – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

Superhipermegaważna Misja wydana przez Kulturę Gniewu to taka cudowna lentylka, umilająca te parę chwil, które poświęcimy na jej lekturę lub – trzymając się kulinarnej metafory – smakowanie.

Widziałem UFO – A kto nie widział?

23 sierpnia 1974 roku o godzinie 21 widziałem UFO – napisał John Lennon w książeczce do swojej przebojowej płyty Walls and Bridges. I oto 50 lat później, gdyby tylko żył, mógłby brytyjski muzyk dołączyć do, trzeba przyznać: Dość kolorowego, grona osób z Superhipermegaważnej Misji, które nie tylko widziały Niezidentyfikowany Obiekt Latający, ale i tłumnie, wręcz übertłumnie, przybyły na lądowanie kosmicznego spodka. Choć de facto pierwszymi gapiami nie będą osoby, lecz… Owce. Żartobliwe skojarzenie z pewną betlejemską stajenką? Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Superhipermegaważna misja

Kochany, masz pan chwilkę czasu?

Superhipermegaważna Misja autorstwa duetu Przemysława Wechterowicza (odpowiedzialnego za tekst) oraz Marty Ingerskiej (odpowiedzialnej za uroczo naiwne ilustracje) to rzecz dla miłośników absurdalnego humoru spod znaku Monty Pythona (zwłaszcza animacji Terry’ego Gilliama), Wyspy Umpli-Tumpli oraz rysunków Marka Raczkowskiego, wymieszanego w kotle farb pełnych akwareli z zerówki w przedszkolu publicznym.

Inwazja kosmitów, tak wyczekiwana przez mieszkańców planety Ziemia, nie zajmuje zbyt wiele czasu – nie jest to rozciągnięta
do granic znudzenia epicka wizja Rolanda Emmericha ani nawet groteskowa jak u Tima Burtona. Nie zajmie też zbyt wielu minut
i Szanownym czytelnikom, więc jeśli – cytując za Janem Kobuszewskim z legendarnego skeczu kabaretu Dudek – macie, Kochani, chwilkę czasu, to możecie spokojnie poświęcić ją na lekturę komiksu Wechterowicz-Ingerska. Że wywoła uśmiech na twarzy, jestem tego pewien.

Superhipermegaważna misja

Ale poważnie

Dziecinna stylizacja rysunków została bardzo udanie połączona z zawartą w tekście naiwnością pytań i zachowań ludzi, dostrzegających UFO na niebie i mających doświadczy lądowania kosmicznych przybyszy na naszej Błękitnej Planecie. To także doskonała okazja, by wykpić wszędobylskie selfiaczki, pokazowe malowanie trawników oraz absolutny brak elastyczności
w wygodnictwie człowieka. Bo przecież niech sobie kosmici lądują, przywitamy ich chlebem i solą, ale może łaskawie
nie paskudziliby naszego ogródka?

Podsumowanie

Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują miał, zapewne motywacyjnie, powiedzieć kiedyś Albert Einstein. Ale czy doszło do kontaktu ufoludków z ziemianami w komiksie Kultury Gniewu, przekonajcie się sami. Wtedy i tylko wtedy dowiecie się, na czym polegała „Superhipermegaważna Misja”.
I uważajcie na kolarzy.

za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu

Superhipermegaważna misja

1 thought on “Superhipermegaważna Misja – recenzja komiksu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *