Shawshank

Skazani na Shawshank – filmowe retro wspominki

Spośród wielu filmów, do których wracam i nie to, żebym specjalnie to robił jest „Skazani na Shawshank„.

Ile razy na którejś stacji telewizyjnej by nie leciał i tak się na chwilę zatrzymam, aby później dotrwać do napisów końcowych. Na czym polega „magia”?

Film Franka Darabonta na podstawie opowiadania Stephena Kinga z jednej strony niczym się nie wyróżnia. Więzienna tematyka, mało znany reżyser. Jednak z drugiej strony otrzymujemy świetnie napisany scenariusz (zasługa S.Kinga), ciekawie poprowadzoną narrację, piękną muzykę skomponowaną przez Thomasa Newmana.

Fabuła filmu „Skazani na Shawshank” opowiada o bankierze Andym Dufrense, który zostaje niesłusznie skazany na podwójne dożywocie za zamordowanie żony i jej kochanka. Trafia do Shawshank – więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie żądzą skorumpowani strażnicy oraz apodyktyczny naczelnik z biblijnym zacięciem (fanatyk religijny?). Mimo wielu przeciwności Andy’emu udaje się nawiązać relację z innym więźniami, między innymi z Redem, który jest niejako mentorem dla głównego bohatera. Z biegiem czasu ta relacja stworzy niesamowitą przyjaźń między nimi. Zresztą – fabułę chyba dobrze znacie.

Skazani na Shawshank

Właśnie – ta „magia”. Co w tym filmie jest takiego, że chce się oglądać? Nie ma przecież w tym filmie akcji, wybuchów, efektów specjalnych. A mimo wszystko fabuła filmu zasysa nas do samego środka niczym bagno, stajemy się niejako jednym z więźniów i naocznymi świadkami tych wszystkich wydarzeń, które się dzieją w więzieniu wraz z głównymi bohaterami. To chyba efekt właśnie spokojnie prowadzonej fabuły powoduje, że się zatapiamy w filmie i chcemy wiedzieć, jak się dalej potoczy życie głównego bohatera.
Film, który wzrusza i pokazuje, że warto walczyć do samego końca, nieważne jakie kłody nam zostaną rzucone pod nogi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.