To moja pierwsza styczność z Opowieściami grabarza. Seria liczy już co najmniej osiem wydań, lecz sięgając po ten tytuł, wiedziałem jedynie, że jest przepełniona czarnym humorem. To zresztą nie powinno dziwić, bo akurat grabarzowi taka perspektywa wydaje się wręcz niezbędna. Autorem i zarazem wydawcą komiksu jest Piotr Wojciechowski, „Śmiechosław”. Przydomek z miejsca napawa optymizmem – jak mogłoby nie być zabawnie, skoro sam twórca zapowiada to swoim mianem? Przynajmniej taka była moja początkowa myśl. A dokładniej – druga, bo pierwszym skojarzeniem było wspomnienie śmiertelnie poważnego i nigdy nieuśmiechającego się wykładowcy statystyki, który w swoim pokoju trzymał książkę Ja, kabareciarz. Oczywiście tamta książka jest dramatem, ale zestawienie tych dwóch faktów było dość zabawne.

Człowiek może wyjść ze wsi, ale wieś z człowieka nigdy
Jeśli wstęp do komiksu pisze psycholog i psychoterapeuta w jednym, to wiedz, że coś jest na rzeczy. Już sama okładka zdaje się jednoznacznie wskazywać na klimaty religijne – widzimy anioła, w tle katedrę i widzimy również zgniłe jabłka. Swoją drogą, skoro jabłko w ujęciu Starego Testamentu jest symbolem pierwotnego grzechu, to czy zgniłe jabłko nie powinno być symbolem czegoś pozytywnego? Postaram się uniknąć spoilerów, ale muszę zdradzić, że tą opowieścią grabarz przekazuje nam karykaturę religii i krzywe zwierciadło zabobonności. A może po prostu je odkrywa.
Komiks jest podzielony na działy – każde dwie strony rozpoczynają się własnym podtytułem. Myślę, że wszystkich, którzy mieli styczność z mentalnością wiejską albo słuchali debatujących na przystanku babć, może rozbawić zachowanie grabarza w pierwszych dwóch działach. Znajdziemy w nich najbardziej stereotypowe podejście do chłopskiego, zabobonnego, zaściankowego myślenia z jednoczesnym brakiem chęci do zmian i zamiłowaniem do narzekania. Do tego dołożymy słynne „nie wiem, ale się wypowiem”. Zabawne, dopóki patrzy się na to z zewnątrz.
Historia rozpoczyna się od znalezionej przez Anioła mapy, ukrytej między jabłkami w sadzie. Wyruszając w tę podróż, spotykamy różne elementy – być może jakichś wierzeń, folkloru lub autorskich przenośni, które (przyznaję niechętnie) chyba trochę mnie przerosły. Jeśli ktoś ma ochotę wyjaśnić mi motyw z kiełbasą, lekarzem i biskupem, czekam z niecierpliwością. Bohaterowie kroczą wytyczoną ścieżką, bo inaczej być nie mogło – to samospełniająca się przepowiednia.

Konotacja + Metafortyka + Binaryzm 2026
Cała wyprawa prowadzi przez luźne odniesienia do mitologii chrześcijańskiej i ludowe legendy, ostatecznie do świętej księgi i… o co tu właściwie chodzi? Według mnie chodzi o tzw. katolicyzm polsko-jasełkowy, jak to ujęli na kanale YT Wojna Idei. Puenta wydaje się sprowadzać do tego, że widocznie łatwiej jest pogdybać (albo poczytać w niedzielnej księdze) o tym, jak powinno się postępować, niż faktycznie męczyć się i wcielać to w czyn. Mam również wrażenie, że komiks jest przeplatany chaosem o niczym szczególnym. Z drugiej strony zaś strony, jak na dośc krótką formę, całość zmusza do myślenia i refleksji. Co prawda do ukazywania religii w krzywym zwierciadle samemu nie jest mi daleko – może po prostu autor idealnie trafił w moje nuty, a może to projekcja.
Wizualnie komiks z początku specjalnie nie urzeka. Rysunki nie są oczywiście złe, a przede wszystkim dostajemy dokładnie to, co widzimy na okładce. Chodzi o to, że nie jest to utwór, po który sięgniemy ze względu na grafikę. Jednocześnie muszę w tym miejscu poczynić dość istotną uwagę i sam się skarcić za swoją obserwację, ponieważ dostajemy imponującą grafikę po drodze. W trakcie podróży Anioł przyodziewa złotą zbroję i już w tym momencie łatwo skojarzyć motywy ze znanego dzieła malarskiego. Kolejna strona – rozkładówka – jest odtworzeniem Upadku zbuntowanych aniołów Pietera Bruegla Starszego, który zapewne każdy z nas gdzieś kiedyś kojarzy. Założę się jednak, że część z Was (podobnie jak ja) nigdy nie przyglądała się detalom tego obrazu. A te są po prostu od czapy – spokojnie można by pokazywać poszczególne fragmenty dzieciom w szkołach w ramach profilaktyki antynarkotykowej. I ten konkretny obraz autor odtworzył w realiach własnego świata wręcz wyśmienicie. Niestety lub stety autor nie odtwarzał wszystkich dziwacznych szczegółów. Niemniej całość wygląda imponująco i jest prawdziwie ciekawym przystankiem w czasie lektury. Podobnie załączony wyżej obrazek. Na fotelu fryzjerskim strzygą frajera z głową przepełnioną kiełbasą wyborczą, obok lekarz wyglądający na „niekonwencjonalnego” i biskup robiący nic oraz dziewczynka, która nie rozwinie się od ciężaru wiedzy… Chyba przekombinowuję, ale naprawdę im dłużej zerkam do opowieści grabarza, tym więcej daje się wyjąć. Z tego względu jest to ciekawa pozycja do poznania.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Śmiechosławowi
