Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Epopeja Hiszpańska to opowieść podzielona na dwie duże historie oraz jedno małe, współczesne uzupełnienie. Historia pierwsza, „Sztuka latania”, jest fabularyzowaną biografią ojca autora. Historia druga, „Złamane skrzydło”, opisuje wydarzenia z życia matki. Dodatkową historią jest opowieść o kobiecie, która przyszła po autograf scenarzysty, dając znać, że jego ojciec był prawdziwie wolny w krótkim locie przed śmiercią. Na tej podstawie autor tworzy krótką, traumatyczną historię zakończoną nieudaną próbą samobójczą.
Wydanie jest porządne i będzie się ładnie prezentować na półce. Kreska skojarzyła mi się z „Panem Żarówką”, jednak bardziej ze względu na czarno-białe strony i depresyjny ton niż styl rysownika – Kima. Brak kolorów działa tu na korzyść i jest zapewne bardziej zaplanowanym zabiegiem niż decyzją wynikającą z oszczędności. Co prawda były momenty, kiedy musiałem analizować, kogo widzimy na danym kadrze, ze względu na podobieństwa niektórych postaci. Środkowy fragment książki „Dom wschodzącego słońca” jest w kolorze, jako historia współczesna.

Nic śmiesznego
Sztuka latania jest biografią, o którą nikt nie prosił, ale też pewnie nikt jej nie potrzebował. Jest opowieścią o życiu, jakie mógłby wieść zwykły Kowalski (a raczej zwykły Gonzalez – w końcu to Epopeja Hiszpańska). Otwierając książkę myślałem, że będzie to obyczajówka, ale z pierwszych stron wynikało, że raczej mówimy o komedio-dramacie. Opowieść rozpoczyna się, kiedy ojciec Antonio skacze z III piętra domu starców, zyskując wolność. Jak sam autor to określa, przygotowania do skoku zajęły ojcu 90 lat.
Kolejne rozdziały są podzielone na okresy opisywanych lat oraz numery pięter, nieuchronnie zbliżających się do parteru i chodnika. Tak też z początku miałem wrażenie, że czytam hiszpański „Dzień Świra” albo „Nic śmiesznego”. Może to daje szanse na dobry odbiór w naszym kraju, gdzie takie tragikomedie uchodzą po prostu za komedie.
Nie wiemy na ile te historie są osadzone w rzeczywistości, ale jeśli te dotyczące bitew są prawdziwe to mamy momentami do czynienia z nie lada fartem. W innej sytuacji należałoby określić niektóre wydarzenia jako tzw. „plot armor”. Z drugiej strony, kto kojarzy postać generała porucznika Adriana Cartona de Wiarta, ten wie, że nie tylko takie rzeczy się zdarzają.

Im bardziej wszystko się zmienia, tym bardziej zostaje takie samo
Im bliżej końca tym bardziej wyczekiwałem morału, pozytywnej puenty. Niestety, z tragikomedii uwypukla się tu jedynie tragizm. Z perspektywy wydarzeń, jakie mają miejsce od 1910 do 2001 roku – Epopeja Hiszpańska jest ciekawym komentarzem społecznym. Zmiany polityczne, przez faszyzm i republikę, są widziane przez pryzmat życia codziennego, z perspektywy socjalisty-idealisty, jakim jest Antonio. Puentą historii jest co najwyżej to, że nic nie zgniata tak jak samo życie. Po przejściu przez „Sztukę latania”, dodatkowe traumy wypływające ze „Złamanego skrzydła” były już po prostu męczące. Siłą rzeczy obie historie się uzupełniają, tworząc origin story Scenarzysty, którym osobiście nie chciałbym się chwalić. Może twórca raczej się żalił, bo patrząc ciut cynicznie, patologie pojawiają się na każdym kroku tej historii.
Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to zła lektura, ale na pewno nie jest lekka i przyjemna. Dla miłośnika historii czy przemian społeczno-politycznych może być ciekawa i wartościowa.
Antonio nie ma lekko w życiu, na każdym kroku wiatr w oczy. Jest przy tym idealistą, ale tak naprawdę myślę, że chciałby mieć po prostu „świecki” spokój (święty byłby wbrew poglądom). Ostatni etap życia bohatera w domu „opieki” jest wypełniony depresją. Została ona ciekawie przedstawiona jako wyżerający cię pasożyt. Z tej perspektywy, sztuka latania zdaje się wręcz reklamować „ostatni lot”. Nie polecałbym romantykom i osobom ze skłonnościami do depresji – lektura może odpowiednio albo zaburzać światopogląd, albo utwierdzać w przekonaniach.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof.
