Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Deep Regrets to dość unikatowa planszówka. Obfituje w wiele elementów, które pozornie do siebie nie pasują. Mamy tu mieszankę czarnego humoru z klimatem świata wykreowanego przez H.P. Lovecrafta, gdzie główną mechaniką jest łowienie ryb i zarządzanie poziomem obłędu. Do tego zilustrowana komiksową kreską artysty, który swoich inspiracji szukał gdzieś pomiędzy Martwicą Mózgu Jacksona, Coś Carpentera, a Wodogrzmotami Małymi Hirscha.

Piękna groteska
Czarny humor wylewa się tu z każdej karty. Ryby oprócz wszystkich wartościowych dla rozrywki statystyk i umiejętności okraszono zdaniem czy dwoma opisu. I tutaj pochwały należą się zarówno autorowi jak i tłumaczowi, a właściwie całej ekipie odpowiedzialnej za rodzime wydanie. Przekład jest świetny. Połączenie satyry i makabry w opisach i ilustracjach podnosi mimowolnie kąciki ust. Chociaż nierzadko zaskakuje mroczniejszymi fragmentami. Bo co powiesz na Selkie, której opis mówi, że „Jeśli ukradniesz jej skórę, poślubi Cię i urodzi Ci dziecko”?
Często wręcz rechotałem na głos czytając po raz pierwszy niektóre teksty. Oprócz ryb w trakcie gry będziemy także dobierać karty żalu, mówiące o naszych mało chwalebnych uczynkach. I tutaj rozpiętość ciężkości żartów jest dość szeroka. Od „kupiłem cudowny lek”, „nigdy nie nauczyłem się gwizdać” przez „uprawiałem miłość z manatem” po zdecydowanie mroczne rejony w stylu „zapomniałem gdzie pochowałem ciało”, czy „przywołałem pradawne zło”.
Są też marynarze, w których się wcielimy. Każdy w dwóch wariantach, różnią się jedynie facjatą. Od zwykłych zakapiorów, którym w ciemnej bramie oddałbym portfel na patyku. Po ich zmutowane warianty przypominające połączenie żaby, czy ryby z małpą bądź innym mułem. I widzę tu nieco zmarnowanego potencjału. Bo aż się prosi by śmiałkowie, których losami pokierujemy na przestrzeni jednego tygodnia różnili się czymś poza imieniem i grafikami na planszetce.
Wietrzę tu perspektywę na przyszłe dodatki. Można by dać im kości z różnymi wartościami, jakieś ułomności podbijające bądź obniżające poziom trudności. Albo stały dedykowany ekwipunek zabierając przy okazji na przykład możliwość używania pewnych kart. Dobrze zbalansowane asymetryczne postacie z pewnością wpłynęłyby pozytywnie na żywotność tytułu. Choć goła gra radzi sobie z regrywalnością całkiem nieźle.

Jak się w to gra?
Deep Regrets potrafi być miejscami dosyć losowe. Przede wszystkim mamy do czynienia z karcianką. Gros rozgrywki polega na dociągu ryb z dziewięciu talii reprezentujących ławice. Bez dodatkowych wspomagaczy np. w postaci kart zapasów, czy odpowiednich wędek nie wiemy co skrywają. I są oczywiście rzuty kośćmi, które zdeterminują, które ryby będziemy w stanie wyłowić. Wystarczy, że suma oczek co najmniej zrówna się z poziomem trudności ryby by ją wyłowić. Na szczęście jest całkiem sporo mechanik niwelujących losowość. Choćby koło ratunkowe do użycia raz na rundę, karty zapasów czy dinksy. Czasem przerzucimy kości, innym razem obniżymy poziom trudności ryby. Jednak nic tak dobitnie nie uświadomi nam, że nie mamy wpływu na wynik jak okazjonalne rzuty monetą. Bo i taka też się w pudełku znalazła.
Pełny awersji do nadmiernej przypadkowości w grach podchodziłem do Deep Regrets z rezerwą. Jednak nie jest wcale tak źle. Nie jesteśmy bezbronni w walce z probabilistyką. Grało mi się komfortowo, a przytoczone wcześniej rzuty monetą powodowały więcej śmiechu niż frustracji. Wrażenie z gry napędzane są zabawnymi ilustracjami i opisami. Bez nich gra straciłaby nieco swojego uroku. Choć ta mechanicznie broni się całkiem nieźle i tak. W walce z losowością pomagają też karty zapasów lub ekwipunku pozwalające na przykład podbić wynik kilku kości do maksymalnej wartości. Albo przerzucić raz zużyte kosteczki. Albo możliwość podejrzenia wierzchniej karty z jednego lub kilku łowisk. Można też zwyczajnie zjeść rybę. Pozbywamy się wówczas punktów na koniec w zamian za drobne bonusy albo przeszkadzajki dla przeciwników.

Zarządzanie losowością i obłędem
Kart modyfikujących początkowe zasady jest sporo. I potrafią nieraz przyjemnie zaskakiwać. A czasem są jedynie po to by siać chaos. Wtedy trzeba adaptować strategie do nowych warunków. Bo co powiesz na korek, taki od wanny, tylko większy. Po jego wyłowieniu w turze każdego gracza będzie znikać jakaś ryba z jednej z ławic już do końca gry. Ponadto części ry… ekhem stworów nie da się złowić, pojawiają się, sieją zamęt i tyle ich widzieli. Co zaskakujące nieprzewidywalność dociąganych kart jest jej atutem. Powyższy opis może dawać mylne wrażenie, że grą kierują bogowie losowości. Tymczasem przypadkowość da się okiełznać na tyle by nie frustrowała. Planszówka pod tym względem jest dobrze zbalansowana.
Choćby rewersy kart powiedzą nam jakiej wielkości ryby możemy się spodziewać. A rozmiary mają tu znaczenie. Deep Regrets obfituje w kilka takich subtelnych, dobrych pomysłów. Do tego każdy gracz dostanie pomocną tabelę z opisem trudności poszczególnych ryb w zależności od głębokości na jakiej je znajdziemy. Oraz podpowiedź jakich proporcji zdrowych do skażonych ryb możemy się spodziewać w zależności od łowiska.
Bo nawet jeśli łowimy stworzenia, powiedzmy mniej klasyczne i urodziwe, możemy próbować ugrać więcej punktów idąc w coraz większy obłęd. Na koniec zliczamy jeszcze wartość wszystkich ryb, plus modyfikatory w zależności od naszego poziomu niepoczytalności. Wygrywa osoba z najdroższymi zdobyczami.
Co warte odnotowania to fakt, że nie ma jednej właściwej drogi do wygranej. Złowione ryby potrafią na bierząco rewidować nasze plany. I dobrze, bo to wymusza pewne kombinowanie i ciągłą uwagę. Choć gra jest raczej średnio złożona, długo nie będziemy się zastanawiać nad ruchem. Przy czym w większym gronie rozgrywka może się dłużyć. Przez pierwsze dwie godziny jest całkiem przyjemnie i niektóre akcje wpływają na wszystkich graczy. Tak jeśli trafimy na rywali z paraliżem analitycznym to w trakcie trzeciej godziny przy stole oczekiwałem już jedynie końca. Bo przestoje między swoimi turami potrafiły się rozciągać. Zaś gdy zamykałem się w dwóch godzinach – bawiłem się naprawdę nieźle. A w wariancie dla trzech i czterech graczy zmieszczenie się w tym czasie jest jak najbardziej wykonalne.

Tryb solo i kooperacja
Jest jeszcze tryb solo – choć to bardziej drobny umilacz niż element gry, który zatrzyma nas na dłużej. Zresztą nie dla niego sięga się po Deep Regrets. Celem rozgrywki solo jest skatalogowanie każdej ryby występującej w grze. Działa to trochę jak mini kampania ponieważ swoje postępy będziemy zapisywać na arkuszu, który po przerwie pozwoli wrócić do stanu po ostatnio rozegranej partii. Problem w tym, że w ciągu pięciu tur złapiemy rapem garstkę ryb. I jeśli uda nam się dostarczyć je do portu możemy odhaczyć zdobycze. Następnie wtasowujemy wszystkie ryby ponownie do talii. I tutaj dochodzimy do największej wady solo. Wygrywamy gdy znajdziemy wszystkie stworzenia zamieszkujące akwen. Czyli ponad setkę. Jednak wiele odkrytych wcześniej okazów złowimy ponownie ponieważ zostały wtasowane, czy jak kto woli zwrócone morzu. Wydłużając cały proces.
Łowienie ryb solo niestety szybko robi się żmudne. Do tego część mechanik z domyślnego trybu tutaj nie występuje, bądź jest uproszczona. Co spłyca samą grę. Zaś gdy szczęście nam nie sprzyja – kilka zdublowanych połowów pod rząd potrafi zdemotywować. Czujemy wówczas, że ostatnie trzydzieści minut spędzonych przy stole poszło w piach. Podczas rozgrywki w kooperacji – mając do dyspozycji kilku graczy zdecydowanie szybciej przeczeszemy głębiny. Niemniej jednak choć tryb dla jednego gracza/kooperacja wprowadza nieco urozmaicenia to wciąż lekko rozczarowuje. Dedykowany raczej dla tych co znajdują przyjemność w kompletowaniu i domykaniu list.

Wykonanie
Deep Regrets wykonano bardzo dobrze. Same karty są lekko fakturowane, odpowiednio grube żebyśmy nie musieli się martwić o ich trwałość przez jakiś czas. Do tego dochodzą spore drewniane znaczniki z solidnymi nadrukami. I świetnie wykonane kości. Zaś ciężar metalowej monety przyjemnie leży w dłoni. Plansza obłędu jest dwuwarstwowa i jedynie szkoda, że nie pokuszono się o podobny zabieg w przypadku planszetek graczy. Jest jeszcze tekturowy insert. Z przyzwyczajenia popakowałem wszystkie elementy w woreczki strunowe. Jednak w przypadku talii ławic okazało się to zbędne i jedynie utrudniło pakowanie gry.
Jak już przy wykonaniu jestem to muszę ponownie wspomnieć o ilustracjach. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadną do gustu. Tak mieszanka komiksowego humoru ze światem Samotnika z Providence trafiła do mnie nad wyraz celnie. Przede wszystkim pochwały również za to, że wśród ponad setki kart ryb, ilustracje się nie powtarzają. I choć te zdrowe okazy są zwyczajnie nudne, to ich grafiki i tak potrafią zapaść w pamięć. Nie wspominając już o bardziej powykręcanych stworzeniach.

Podsumowanie
Deep Regrets to gra nie bez wad. Ze sporą dawką losowości, którą trzeba conajmniej tolerować. Jednak czas spędzony przy stole wynagradza całkiem dobrze przemyślanymi mechanikami będącymi wariacją karcianki w dość unikatowym klimacie. Do tego otrzymujemy bardzo dobre wykonanie. Ilustracje i czarny humor robią świetną robotę. Niestety potyczki w większym gronie potrafią nużyć podobnie jak tryb solo. Jednak jeśli zamkniemy się w dwóch godzinach to w składzie dwu, trzy czy nawet czteroosobowym gra sprawdza się świetne. Zaś wielbiciele komputerowego Dredge poczują się tu jak ryba w wodzie.
Po więcej informacji o grze zapraszamy na Planszeo.

1 thought on “Deep Regrets – gra planszowa”