Assassins's Creed Chronicles China

Assassin’s Creed Chronicles China – recenzja Xbox One

Trwające szaleństwo na egipski, grecki i wikiński rozdział wojny asasynów z templariuszami na razie mnie omija, a to ze względów moich prywatnych i indywidualnych usposobień, które warunkują mnie do chronologicznego ogrywania serii wszelakich. Z racji tego, że Unity i Syndicate wymęczyły mnie do tego stopnia, że Origins nawet nie dotknąłem, i pomimo wybrzmiewających zewsząd głosów zachwytu, saga będzie musiała jeszcze chwilę poczekać. Moje warunkowanie nie działa jednak w przypadku spinoffów, więc dodany już jakiś czas temu do Golda Assassin’s Creed Chronicles China w końcu przewalczył zmęczenie serią Ubisoftu i wydostał się ze sterty wstydu udowadniając, że niesłusznie przeleżał na niej półtora roku.

Podseria Chronicles to dość radykalna zmiana w asasyńskiej sadze, ponieważ podchodzi do tematu z zupełnie innej strony. Na pierwszy rzut oka Chronicles to najzwyklejsza w świecie platformówka, w której chodzi o przedostanie się z lewej strony planszy na prawą. Na szczęście zadbano o to, aby trasa obfitowała w dużą ilość urozmaiceń.

Mała plansza, wiele do roboty

Na każdym z dwunastu etapów będzie sporo do zrobienia – znajdźki, wrogowie, cele poboczne. ACC: China można w zasadzie przebiec, ale skupienie się na urozmaiceniach jest wskazane, ponieważ gra może ominąć nas sporo zabawy.

Weźmy choćby pod uwagę samo posuwanie się do przodu. Kryjący się w cieniach i zakamarkach fani omijania wrogów będą czekać na odpowiedni moment by zmienić pozycję lub używając odwracających uwagę przeciwników gadżetów stwarzać sobie sytuację do przeskoczenia do następnej kryjówki. Osoby o bardziej otwartej naturze chcące wyrąbać sobie drogę będą miały możliwość spojrzenia oponentom w oczy, ale również pozrzucać im na łby ciężkie przedmioty.

Każda z tych metod będzie stanowić osobne wyzwanie i znalezienie złotego środka okazało się mistrzowskim rozwiązaniem. Każdą misję możemy ukończyć na jedno posiedzenie, dlatego Chronicles stanowi doskonały tytuł na zabawę „z doskoku”. Całą grę przeszedłem w kilkunastominutowych sesjach odbywających się przed wyjściem do pracy. Tytuł Ubisoftu posiada również cechę, którą bardzo lubię w grach. Każda pomyłka, każda śmierć jest efektem popełnionego błędu, który jest łatwy do wyeliminowania, przez co nie powoduje frustracji.

Assassins’s Creed Chronicles China daje radę

Gra pomimo tego, że można ją uznać za krótką, jest rozbudowana i oferuje znacznie więcej niż tylko bieganie w prawą stronę. Cele w poszczególnych misjach będą zróżnicowane – zlikwidować oznaczonych przeciwników, dotrzeć do odpowiednich punktów, oswobodzić jeńców, a także pokonać plansze na czas. Na osoby złaknione większych wyzwań oczekują tryby new game plus z podwyższonym poziomem trudności.

Do Assassin’s Creed Chronicles China długo podchodziłem jak pies do jeża, zapewne sparzony francuskorewolucyjną odsłoną. China pokazało się z bardzo dobrej, wciągającej i sprawiającej wiele satysfakcji strony. To samo dotyczy oczywiście również kolejnych odsłon przygód platformowego zabójcy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.