Opuszczony domek na wzgórzu
Masowe morderstwo, grupa antyterrorystów mająca schwytać mordercę i nawiedzony domek na wzgórzu. Brzmi jak wstęp do dobrego horroru? Ma prawo:
W czasie szturmu na starą willę, w której ma ukrywać się morderca oddział Aries został ogłuszony dziwną siłą i rozdzielony. Na podłodze przy głównym wejściu ocknęła jedna osoba i wyruszyła na poszukiwanie złoczyńcy, skradzionego przez niego specyfiku a także reszty ekipy.

Niczym Leon i Claire
W You Will Die Here Tonight wcielimy się w członka elitarnego oddziału Aries, a nawet sześcioro z nich. Każdy o innej osobowości i umiejętnościach. Na ten przykład pani doktor wyprodukuje lekarstwo, a spec od uzbrojenia poprawi siłę rewolweru.
Cały wic polega na tym, że nie możemy się pomiędzy nimi swobodnie zmieniać, a wyboru kolejnego członka zespołu możemy dokonać dopiero gdy… Obecnie aktywny zginie.

Tysiąc i jeden sposobów by umrzeć
Zginąć można na wiele sposobów: Z czego najpopularniejszy to zostanie zabitym przez zombie. Tych jest kilka rodzajów, od szeregowych nieumarłych, których można ubić dwoma ciosami noża. Przez szybszych i mocniejszych, którzy polegną dopiero po połowie magazynka rewolweru, aż po tych, na których potrzeba tonę ołowiu. Amunicji natomiast jest jak na lekarstwo, więc trzeba mądrze operować dobytkiem.
Drugi sposób jest bardziej wyrafinowany: Opuszczony dom jest pełen pułapek, które aktywują się w najmniej oczekiwanych momentach spokoju, kiedy wydaje się, że można odetchnąć po ubiciu trudnej ekipy zombiaków.


Uciec, ale jak?
Oczywiście oprócz umierania trzeba się zająć również ucieczką z nawiedzonej willi.
Ta jak się rzekło pełna jest nieumarłych, a także bardziej bądź mniej trudnych zagadek, które popchną akcję do przodu. Pozwolą odblokować zamknięte do tej pory drzwi, czy uruchomić uszkodzone mechanizmy.

Łatwo nie będzie! Mniemam, że aby opuścić domek na wzgórzu będziecie umierać wiele razy. Tyle dobrego, że po każdorazowym zmartwychwstaniu, gra rozpoczyna się w momencie rozwoju fabuły, na którym poległ ostatni z antyterrorystów.
Trudne miłego początki
Początkowo gra mnie nie zachęciłą do siebie, grafika jest brzydka, sterowanie toporne, ale wiedziony recenzenckim obowiązkiem parłem dalej. Im jednak dalej w las, im bardziej poznawałem fabularne meandry, tym bardziej się wkręcałem w rozgrywkę, aż w końcu mnie dość mocno wkręciła.
You Will Die Here Tonight zacząłem uruchamiać z przyjemną ciekawością “co będzie pokój dalej”, zamiast “dobra jeszcze się trzeba trochę pomęczyć”.

Owszem: Gra ma swoje wady, oprócz oprawy i sterowania można zaliczyć do nich fakt, że potwory pojawiają się zawsze w tych samych miejscach i po kolejnych śmierciach można się nauczyć gdzie się ich spodziewać. Muzyka w zasadzie nie istnieje, dźwięki ograniczają się do echa kroków, ryczenia zombie i wystrzałów z broni.
Niczym trzydzieści lat temu
Graficznie jak wspominałem gra początkowo odrzuca, jest brudno, jest szaro, w konwencji 16 bitowych produkcji na 4tą generację konsol. Akcję obserwujemy z góry pod pewny kątem, a gdy atakuje nas zombie przechodzi w konwencję 3D z perspektywy pierwszej osoby.
Żaden z widoków nie zachwyca! Ale fabuła nadrabia za oprawę i można przeżyć ten powrót do ostatniej dekady zeszłego wieku, trzeba tylko dać akcji szansę na rozkręcenie. A jej zwrotów i niespodziewanych wydarzeń jest nadto!

Czy warto cofać się w czasie?
You Will Die Here Tonight to skromny i biednie wyglądający kawałek kodu. Jednak fabularnie nadrabia swoje niedostatki. Momentami może się wkraść znużenie, jednak nie na tyle duże, by odstawić grę i do niej nie wrócić do czasu ucieczki z nawiedzonego domu.
Jeśli zastanawialiście się również kiedyś, jak mógłby wyglądać Resident Evil na Sega Megadrive to macie niepowtarzalną okazję, by to właśnie teraz sprawdzić!
Plusy
- wciągająca fabuła
- ciekawe, niespodziewane zwroty akcji
Minusy
- brzydka oprawa
- powolne tempo rozgrywki
- momentami potrafi wkraść się znużenie



