Listopad Godlewski komiks

Listopad – Tom 1 – Złote Serce – recenzja komiksu

Jesienna aura na dobre wchodzi do naszej rzeczywistości, zatem kiedy, jak nie teraz sięgnąć po komiks zatytułowany nieco tajemniczo „Listopad”? Jesień to ostatnie chwile przed zimą, zakończeniem cyklu, czasem kiedy świat przygotowuje się do mroku, chłodu i zimna. To czas pełen magii i niebezpieczeństw. Wtedy to granica pomiędzy nadprzyrodzonym, a doczesnym jest najcieńsza. I właśnie to wtedy to najśmielej harcują wszelkie złe duchy, czarty i biesy, próbując napsuć jak najwięcej krwi śmiertelnikom. Tak przynajmniej przedstawiały to ludowe mądrości, pani na polskim, romantycy i młodopolanie. W takie wdzianko również wkłada historię w swoim komiksie Łukasz Godlewski.

Listopad Godlewski komiks

Jaśko wzbudza niezdrowe zainteresowanie

Jaśko smali cholewki do Zosi, a że jest to chłop o czystej i nieskażonej złem duszy, naturalnym jest, że przykuwa uwagę znudzonych leśnych demonów. Te postanawiają zniszczyć i skorumpować człowieka o tytułowym złotym sercu w ramach rozrywki służącej zabiciu jesiennej nudy. I w tym właśnie celu rozbijają jego miłą, wieczorną schadzkę z Zosią, do której Jaśko pała uczuciem czystym jak jego serce.

Zaczyna się demoniczna zabawa w kotka i myszkę. Biesy miotają pięknymi obrazkami i doznaniami wodząc Jaśka na pokuszenie, i próbując złamać chłopaka. Niczym Joker próbujący udowodnić, że każdego można zniszczyć i znaleźć zło pod najlepszymi intencjami, trzy leśne czarty podejmują próby obrzucenia złotego serca błotem i mrokiem, czerpiąc z tego przyjemność i traktując zabawę chłopakiem jako wyzwanie. Zaczynając od wysublimowanych prób nakłonienia do zdrady, rozbudzenia żądz i pragnień, przechodzą gładko do mniej wyszukanych klątw oraz brutalniejszych rozwiązań.

Jaśko na ostatnią próbę sił przenosi się do krainy zaświatów, która jest wywrotką wyładowaną symbolami nawiązującymi zarówno do literackich pierwowzorów jak i odnoszącymi się co nieco do bardziej aktualnej sytuacji narodowej. Czyżby „Listopad” miał służyć postukaniu w społecznego ducha wolności i snu o potędze, który spętany siedzi gdzieś w kącie, oraz pobudzenia go do działania? Łukasz Godlewski ubiera się w romantyczny kontusz i każe nazywać się Milijon? Nie wiem, ale „Listopad” jest tak mocno zanurzony w dziełach wielkich twórców epoki romantyzmu, że na pewno każe rozważać taką ewentualność.

Listopad Godlewski komiks

Listopad błyszczy złotem

„Listopad – Złote Serce” nie tylko jest obiecującym początkiem serii, lecz sprawia wrażenie wyjątkowego tytułu nie tylko na rynku komiksowym. Wielopoziomowość „Listopada” skonstruowana jest nie tylko za pomocą rysunku, narracji, czy wplatanym rymowankom w dialogi. Stworzenie tytułu, który spokojnie można by uznać za dzieło napisane w XIX wieku było dość karkołomną decyzją, która jednak przyniosła znakomite efekty. Oto bowiem w rezultacie otrzymujemy komiksową adaptację iście romantycznego dramatu, z podobnymi przesłaniami, oraz stworzonego niejako na jego modłę. Oto bowiem można interpretować „Listopad” jako dzieło, które stosując środki artystyczne rodem z epoki Mickiewicza, może być przetłumaczone na współczesną formę artystyczną. Po lekturze można też dojść do smutnych wniosków, że jako naród przez 200 lat nic się nie nauczyliśmy.

Łukasz Godlewski łaskawie wyposaża „Listopad” w olbrzymie zasoby symbolizmu, spirytualizmu i sensualizmu, doprowadzając komiks to takiego stanu, że treść odbierana jest wręcz podprogowo. Kocioł, w którym bulgocze treść pełny jest elementów, które tak doskonale znamy ze starych dzieł, a jednocześnie przeistacza się w świetnie narysowany komiks i doskonale opowiedzianą historię wydaną we współczesnych warunkach.

Oczywiście, to nie jest lektura, którą można porównać i zestawiać z czysto rozrywkowymi pozycjami. Tak, tu trzeba poświecić nieco czasu i refleksji i pozwolić na to, aby treści „Listopad” podziałał trochę podskórnie, ale pod tą skorupą kryją się olbrzymie zasoby dobroci. „Listopad” to takie dzieło, które sprawia wrażenie, jakby Mickiewicz wraz ze Słowackim i Norwidem postanowili wystawić kolejną część „Dziadów”, a scenografię do tego stworzyli Kasprowicz, Przybyszewski, Leśmian i Staff, robiąc piorunujące wrażenie. No cóż, może autor trafił w moje gusta, bo mroczny romantyzm mi strasznie dzwoni w duszy, stąd moje zachwyty. A może jednak na tych kartach kryje się coś więcej?

Listopad Godlewski komiks

Przekaz podprogowy

„Listopad” odbiera się na poziomie podprogowym i jeśli czyjaś czytelnicza dusza odbiera bodźce napędzane symboliką i zmysłowe postrzeganie świata, to będzie wyć i piszczeć z rozkoszy. Jeśli natomiast wyprawa w okresy romantyzmu i Młodej Polski kojarzy się Wam z nieprzyjemnymi godzinami wlokącymi się w szkole, to radzę „Listopad” omijać. Osoby wrażliwe na pewno docenią koncept i wykonanie, a inni, którzy nie cenią sobie tak bardzo romantyków, mogą cierpieć katusze jak na lekcjach języka polskim. Jednakowoż uważam, iż warto wpływać na szerokie przestwory oceanów treści spoza swoich stref komfortu, ponieważ można się naprawdę miło rozczarować.

Pamiętajmy bowiem, że człowiek jest zwierzęciem złożonym z uczuć i nawet jeśli jakiś specjalista, niezależnie, czy ze sceny, podestu czy bloga prawi jakieś morały, to może jednak warto spróbować? Wiadomo, gdzie mędrcy całego świata mogą sobie swoje szkiełka i oczy powsadzać. Bo „Listopad” Łukasza Godlewskiego jest zdecydowanie czymś wykwintnym, a takie rzeczy kosztować należy.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.

Warto zerknąć:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *