Łaznia_0

Łaźnia – recenzja komiksu

Pomimo że ten komiks przed chwilą dostałem i dopiero co go przeczytałem, to już trzy razy do niego wracałem. Jaki jest tego powód? Ciekawa historia? Zagmatwana? Jak najbardziej – tak jak obiecuje tylna okładka. Ale niestety powodem jest również styl rysunkowy. To, co autor o tajemniczym pseudonimie Ottoich nam prezentuje, to dziwny, brudny, bazgrany styl. Sprawdza się on świetnie do przedstawiania struktur: krajobraz zniszczonego miasta z okładki, aparatury filmowej czy medycznej.

Łaźnia_2

Ołówkowa entropia na pełnej…

Problem z grafiką pojawia się, kiedy wprowadzamy kilka różnych postaci. Oczywiście jeden z bohaterów jest wyposażony w bojowe crocsy i po tym możemy go rozpoznać – co było dość zabawnym elementem. Ale fakt faktem: miałem trudności w rozpoznawaniu, kogo my właściwie widzimy w tej chwili na kadrze. Nie ułatwia na pewno złożoność historii.

Wprowadzonych jest tutaj kilku bohaterów, kilka wątków. Mieszamy się między przeszłością a teraźniejszością. Obecny jest element tajemnicy science fiction, choć nie do końca wiemy, z czym mamy dokładnie do czynienia. W tym zakresie fajnie sprawdza się styl twórcy przedstawiając coś absolutnie pozaziemskiego, nieludzkiego, być może nadnaturalnego. Ogólnie jestem fanem stylu, który jest troszkę rozmazany i pozostawia czytelnikowi trochę do wyobrażenia. Tu jednak było to odtrącające i utrudniające. Innymi słowy, kiedy wziąłem komiks do ręki, stwierdziłem: nie będzie łatwo.

Główna siła tego komiksu kryje się właśnie w historii. Przyznam, zawiodło mnie mocno to, że jest to dopiero pierwsza część. Świetnie, że będzie kontynuacja, ale zawsze mnie to denerwuje, kiedy kończymy na typowym cliffhangerze, który nie pozwala nam wytrzymać do następnej premiery. Tu co prawda autor nie zostawił nas z pustymi rękami, bo faktycznie jest poruszonych kilka bardzo ciekawych rzeczy.

Łaznia_1

Oczyść swój umysł (…), bądź wodą

Przede wszystkim to, co również widzimy na okładce z tyłu: pytanie, jakie życzenie zadałbyś dżinowi, gdybyś miał dżina, który spełnia życzenia. Skojarzyło mi się to z jednym z odcinków Archiwum X, gdzie agenci FBI trafili na dżina i zażyczyli żeby nie było na świecie wojen. Życzenie zostało spełnione, ale wystrzeliło mu w twarz poniekąd, kiedy okazało się, że wszyscy ludzie na świecie zniknęli – stąd brak wojen. Dalej dzielny Mulder siedział nad kartką, zapisując najbardziej złożone i skomplikowane życzenie tak, aby uniknąć wszelkich niechcianych konsekwencji.

Z czym będzie się to wiązało w Łaźni, to okaże się w przyszłości – mam nadzieję, że autor nie każe nam długo czekać. Z mojej strony bardzo mile widziana byłaby korekta graficzna… Ale styl jest, jaki jest. Być może nie możemy otrzymać jednego bez drugiego.

Na pewno ważnym elementem są tu również emocje – to, w jaki sposób je przerabiamy wewnętrznie, jak sobie z nimi radzimy, czy one są ukryte czy tłamszone. Ostatnio słuchałem recenzji jakiegoś filmu z kanału Ryana George’a i tam padł tekst: „czyli głównym antagonistą jest nieprzepracowana trauma?”. Zdaje się, że w Łaźni jest podobny wątek. Poniekąd z samego faktu metaforycznego oczyszczenia przechodząc przez Łaźnie ale również w kontekście relacji. Mamy tutaj motyw znajomości sprzed lat –przez pryzmat projektu realizowanego z tajemniczymi chipami pochodzenia pozaziemskiego. Nie będę wam zdradzał fabuły, aczkolwiek trudno zaspojlerować coś, co jest tak zagmatwane, że musiałbym być niczym Charlie Kelly i jego słynną tablicą spiskową (jak w „U nas w Filadelfii”).

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Nagle!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *