Zamek na owcy

Zamek – recenzja komiksu

Wstęp do Zamku

Tworzenie komiksu na zamówienie to zapewne rzecz dość karkołomna. Mamy temat i musimy się nim zmierzyć. Potencjalnie może powstać zarówno zrobiona na odwal się kiszka, jak i arcydzieło. Tu jest fajnie, bo jako podmiot liryczny komiksowej historii twórcy dostali do ręki po prostu cały zamek.

Zamek w Janowcu to dumna ruina wznosząca się na wzgórzu nad Wisłą, naprzeciwko Kazimierza Dolnego. Został wybudowany na początku XVI wieku jako zamek obronny, który w drugiej połowie XVI wieku został przebudowany w stylu renesansowym. Później przechodził kolejne rozbudowy, a także demontaż w trakcie potopu szwedzkiego. W 1606 roku na zamku doszło do pojednania króla Zygmunta III Wazy z przywódcą rokoszu Mikołajem Zebrzydowskim. Następnie W 1656 roku zamek został zniszczony i ograbiony przez wojska szwedzkie, a następnie odbudowany w stylu barokowym przez Lubomirskich. W 1783 roku zmienił właściciela, gdy Jerzy Marcin Lubomirski przegrał go w karty. Kolejni właściciele nie zdołali utrzymać posiadłości, która stopniowo popadła w ruinę. Od 1975 roku zamek jest rękach państwa, zabezpieczony w formie trwałej ruiny. Ponieważ minęło 500 lat od przekształcenia go w renesansową rezydencję, Muzem Zamek w Janowcu postanowiło świętować jubileusz w najszlachetniejszy możliwy sposób: za pomocą komiksu.

Sam tytuł bardzo mi się podoba. Po prostu Zamek. Nie Zamek w Janowcu, nie na przykład Zamek: Brama do Gwiazd, tylko po prostu Zamek. Jak u Kafki. Tak więc czuję się zachęcony do zgłębiania tajemnic szacownej budowli i jaram się jak serwerownia Yandexu.

Amelka

Zamek pełen tajemnic

Jak wynika z listy płac na początku albumu scenarzysta jest jeden, a rysowników wielu. To dość ciekawy pomysł, bo w sumie nie wiem, czy będziemy mieli do czynienia fabularnie z jedną historią czy kilkoma osobnymi.

Przypadek Amelki Kos – nastrojowo zilustrowana w ciemnych barwach przez Judytę Sosnę historia o młodej, naiwnej studentce trafiającej do nawiedzonego zamczyska, aby znaleźć scenografię do swojego filmu. Brzmi dość sztampowo, ale wyszło sympatycznie, jako czytelnik czuję się naprawdę zaintrygowany tym co dalej.

A dalej mamy przerywnik fabularny w stylu malarskim Nikifora. Takie interludia są w sumie trzy w albumie. Można powiedzieć, że to historyjki o podłożu edukacyjnym. Jedna o owcach i ich roli w ekosystemie w okolicy zamku. Druga o uprawie winorośli w okolicy zamku. A trzecia o roli owiec w uprawie winorośli w okolicy zamku. Po co? Żeby w finale mogła pojawić się owca (nie patrzcie tak, ja tego nie wymyśliłem).

Potem rozdział drugi i już wiemy, że mamy do czynienia z większą całością. Do Janowca przybywa policjantka, siostra Amelki i rozpoczyna poszukiwania. Świetne rysunki Grzegorza Pawlaka budują klimat izolacji i tajemnicy. Wciągam się więc w historię i czytam dalej. A dalej:

Rozdział 2

Pomieszanie z poplątaniem

Mamy klimat, dziwne zjawiska, widma, przedmioty, mgłę, panią detektyw. Brakuje tylko Hellboya.
I wspaniale, tylko, że trach, zmienia się rysownik. No i w historii rysowanej pięknie w poetyce opiumowych halucynacji przez Marcina Rusteckiego dostajemy nagle wątek sci-fi. Ale, żeby nie było to zbyt proste, objawia się też demonologia ludowa.
No i taki misz masz trwa już do samego końca.
Skaczemy sobie w czasie, pojawiają się jakieś wstawki z różnych okresów istnienia zamku. Ma to pewnie spełniać założenia przybliżenia czytelnikowi historii. Jednakowoż w zbyt dużej dawce sprawia wrażenie chaosu fabularnego. Gdyby to jeszcze miały być z założenia osobne historie, to byłoby zrozumiałe. Ale to ma być jedna opowieść i mam wrażenie, że scenarzysta mógłby bardziej dopracować wzajemne spięcie się wszystkich elementów w całość.
Dodatkowo to mieszanie rysowników, czasem też w obrębie jednego rozdziału, utrudnia skoncentrowanie się na opowiadanej historii. Reprezentują tak różne style, że mój mózg miał problem z przeskoczeniem od wątku z robotem do wątku ze skrzatem i vice versa. I jeszcze te owce, jak w filmie etnograficznym. Mam też wrażenie, że niektóre retrospekcje zostały dodane trochę na siłę. Zapewne, żeby przedstawić jak najwięcej zamkowych legend.

Zakończenie jest dość niespodziewane, ale satysfakcjonujące. Wszystko się wyjaśnia i można wracać do domu.

Skrzat i robot

Koniec

Komiks na pewno spełnia swoją rolę edukacyjną. Po lekturze możemy czuć się napełnieni wiedzą na temat historii zamku w Janowcu. Przynajmniej ja uznałem zamczysko za obiekt ciekawy i warty odwiedzenia. Tak więc, drogie Muzeum Zamek w Janowcu: Mission Completed. Czy jednakowoż broni się jako samodzielne dzieło komiksowe? Mam wrażenie, że całości dobrze by zrobił podział na osobne historie, bez sklejania wszystkiego w jedną całość (nawet owiec). Z drugiej strony, należy oddać honor panu Szcześniakowi, że spiął to wszystko w jedną fabułę, stworzył ciekawą (choć momentami pomieszaną) historię i zapoznał przy okazji czytelnika z losami zamku. Więc odkładając tą solidnie i ładnie wydaną publikację nie miałem poczucia straconego czasu.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy
Muzeum Zamek w Janowcu dziękuję za umożliwienie mi poznanie historii tej zacnej budowli.
Owcom też dziękuję.

Król na Kóniu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *