W niewielkiej objętościowo „Baśni o Bajarzu” Grzegorz Janusz i Ernesto Gonzales nie tylko dostarczają przyjemną i mądrą opowieść, ale też przypominają o sile wyobraźni.
Skąd biorą się baśnie?
Tytułowy Bajarz jest przybyszem, który po długiej wędrówce osiadł w wiosce o uroczej nazwie – Tchnienie. Ten sympatyczny brodacz szybko ujął współmieszkańców swoim darem do snucia opowieści. Nie ma on jednak w sobie nic z wędrownego showmana, który czaruje widzów spektakularnymi przemowami. Jego siłą jest uwaga i empatia, umiejętność wnikliwego wsłuchania się w rozterki rozmówcy i odpowiedzenia unikalną historią. Mieszkańcy Tchnienia zwierzają mu się ze swoich lęków, problemów i niepewności, a on – jak wytrawny czarodziej – sporządza opowieść niczym magiczny eliksir. Ile w tym magii? Wszak Bajarz jest takim samym człowiekiem jak każdy w Tchnieniu. Nie ulega jednak wątpliwości, że siła jego oddziaływania jest ogromna.

Siła opowieści
Historie, którymi Bajarz obdarowuje innych, naprawiają ich samopoczucie, przeganiają chandrę, przywracają wiarę. A przy tym nie ma w Bajarzu zuchwałości właściwej mentorom i porywającym tłumy motywacyjnym mówcom. Autorzy książki pokazują, że prawdziwa mądrość nie musi krzyczeć i powalać atrakcyjną formą, żeby trafiła do odbiorcy i została z nim na dłużej. Poetyckie, refleksyjne, a czasem pełne humoru opowieści stają się u Grzegorza Janusza i Ernesto Gonzalesa symbolem mądrej i uważnej obecności, którą możemy obdarować swoich bliskich. Często już samo to może wiele zmienić. A każdy z nas jest trochę jak mieszkańcy Tchnienia. Nie brak nam powodów do strapienia, smutku, niepewności. Każdemu z nas przydałaby się czasem pokrzepiająca baśń.

I Ty możesz być bajarzem
W „Baśni o Bajarzu”, oprócz ciepłej i pouczającej historii, Autorzy przemycają jeszcze coś. W czasach wszechobecnych algorytmów, social mediów i rosnącej w siłę sztucznej inteligencji, Bajarz przypomina o sile wyobraźni, o tym, jak samemu stworzyć coś z niczego, od podstaw zbudować narrację. Książka odwraca naszą uwagę od błyskawicznych przekazów z Internetu, treści instant połykanych całymi dziesiątkami bez refleksji, a często nawet bez elementarnej świadomości, co przedstawiają i co chcą przekazać. Oczywiście, o ile chcą przekazać cokolwiek. Proces tworzenia, który proponują autorzy wymaga skupienia, cierpliwości, a często też odwagi, żeby wydobyć z siebie i zaprezentować innym swoje pomysły. Opowieść, którą dzielimy się z bliskimi jest też niepowtarzalna, co czyni ją tym cenniejszą.
Choć książka Janusza i Gonzalesa jest stosunkowo niewielka, przedstawia jeden z najciekawszych i najfajniejszych konceptów, który łatwo można zaadaptować w codziennym życiu, z przyjaciółmi, z rodziną czy nawet wśród współpracowników w biurze. Wspólne tworzenie opowieści to pomysł nienowy, ale ostatnimi czasy nieco zapomniany. Zaangażowani liczbą lajków i najnowszymi trendami na tik toku trochę zapomnieliśmy, że najciekawszy content[1] tworzy się zupełnie gdzie indziej. Może to dobry pomysł, żeby wzorem Bajarza poopowiadać sobie dla odmiany na żywo tworzone historie.
Siła obrazu
Integralną częścią opowieści jest warstwa graficzna. „Baśń o Bajarzu” nie jest typowym komiksem, to raczej bogato ilustrowana proza. Ilustracje Ernesto Gonzalesa są niezwykle barwne, dynamiczne, kreska miękka i przyjemna dla oka, co czyni książkę idealną lekturą dla najmłodszych czytelników. Starsi jednak też nie pogardzą „Baśnią”, bo Autorzy zadbali o to, by przemycić sympatyczne i żartobliwe smaczki, które być może umkną dzieciakom, ale rodziców bez wątpienia rozbawią.
A po lekturze czas na zabawę, zbierzcie rodzinę i znajomych i zabawcie się w bajarzy. Znajdźcie swoje Tchnienie i do dzieła!

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.
