Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Klątwa Wodnika jest już trzecią częścią serii Kacper i spółka. Spółka (przynajmniej w tej części) to tytułowy Kacper, Zośka oraz Bosman. Wspólnicy mieszkają na wsi, do której Kacper przyjechał na wakacje. W poprzednich częściach mieli już magiczne przygody, toteż i w tej nie będzie inaczej.

Niech to Perun trzaśnie
Ze względu na pewną stronniczość w zakresie komiksów dziecięcych pozwolę sobie na porównanie do Misia Zbysia. Otóż Klątwa Wodnika to komiks zupełnie inny, ale ma część wspólną – abstrakcję. Oczywiście nie jest to żadne novum. Zwłaszcza opowieści dla dzieci mają wpisany, poniekąd obowiązkowy, element fantasy.
Porównując do innych dziecięcych komiksów (dziwnym trafem również od Kultury Gniewu) jak Tymek i Mistrz albo Bajka na końcu świata, ten wypada ciekawiej. Nie jest to stricte fantastyka o magii ani przedstawienie abstrakcyjnego uzasadniania świata przez porzucone dziecko. Najbardziej podobną zdaje się być seria Tomek i Jacek (od Egmontu) również o przygodach szkolnych uczniów, ale w świecie zwierzęcym. W serii Kacper i Spółka mamy historię osadzoną (mniej więcej) w rzeczywistości. Fantastyczny twist polega na uwzględnieniu elementów mitologii słowiańskiej.
Twórcą komiksu jest Adam Święcki, który ma na koncie kilka innych publikacji, m.in. Gdzie? Jak? Dlaczego? W dorobku jest również seria Przebudzone legendy w tematyce słowiańskich wierzeń. Ta z kolei jest raczej kierowana do starszego czytelnika. Swoją drogą trudniej jest adaptować słowiańskie bożki i strachy niż np. nordyckie lub greckie. Ale może to złudzenie wynikające z obecności tych drugich w popkulturze. W końcu z baśni braci Grimm też można pójść w stronę bajkową albo dla dorosłych. Przykładowo z jednej strony mamy Krainę Lodu, a z drugiej Hansel & Gretel: Łowcy czarownic albo Królewna Śnieżka i Łowca. Słowiańskie motywy już dawno są obecne w popkulturze (chociażby Wiedźmin), jednak uważam za pozytywne ich uwzględnianie się jako element fantastyczny dla dzieci. Co prawda wiele z tych wierzeń jest – delikatnie mówiąc – dopowiadanych, ale nie bądźmy tacy czepialscy. Gdyby trzymać się faktów, nie powstałby najlepszy komiks o praprzodkach słowiańskich – Turbolechici od KRL.

Wodogrzmoty Małe – polish edition
Historię zaczynamy z pompą, bo od porwania Kacpra. Może nie do końca zaczynamy, gdyż na samym początku mamy scenkę kojarzącą się ze starym dowcipem o blondynce dojącej jednowymionową krowę z rogami. Ale może to mój „wędrujący”, pokrzywiony umysł… Jak się niedługo okazuje (a więc nie będzie to spoiler), za porwaniem stoją dwie psotne bliźniaczki. Nieprzypadkowo (zakładam) autor przedstawił je z różowymi i niebieskimi kolorami włosów – taki stereotyp alternatywek, SJW czy innych indywiduów.
Tutaj mały disclaimer dla rodziców. Z doświadczenia wiem, że wszelkie bajko-historie uczą nie tego, czego byśmy oczekiwali. Po lekturze Smoczka Loczka walczącego z czkawką moje dzieci z ogromną radością zaczęły skakać po jedzeniu (czego wcześniej nie robiły). A dokładnie o tym, jest tamten komiks. W Klątwie Wodnika przestroga jest taka, że alternatywki przedstawiają plan „K.A.R.A.”, czyli znaną wersję dotyczącą spóźniania się do domu: godzinne spóźnienie – kara, dobowe – armageddon w domu, zaś powrót po kilku dniach – ogromna radość rodziców na widok dziecka.
Tytułowy Wodnik odnosi się do słowiańskiego wodnika/topielca. W komiksie również porywa naszych bohaterów, ale na szczęście bez więzienia dusz w dzbanie. Kacper i spółka spotykają również Olbrzyma (którego odrębne przygody zareklamowano na marginesie) oraz Ludka Żołędnego. W dalszej części bliźniaczki znów rozrabiają, a morał z tej historii może być taki, że bać należy się ludzi, a nie potworów.
Na końcu okazuje się, że Kacper wyjeżdża, bo wraca do domu. Jednak czytelnicy niespecjalnie odczują smutek, gdyż wiedzą, że kolejne przygody czekają (przynajmniej o Olbrzymach).
Po dojściu do ostatniej strony pojawiło się u mnie skojarzenie z popularną serią animowaną Gravity Falls. Właśnie na końcu wydania mamy wycinek z tworzonego przez Kacpra Bestiariusza. Podobny dziennik tworzył Dipper. Autor (Alex Hirsch) umieszczał liczne zagadki i szyfry w odcinkach, co skutkowało ogromnym „poszukiwaniem skarbów” przygotowanym w świecie rzeczywistym. Życzyłbym nam porównywalnego – na polskie realia – wydarzenia. Może w związku z tą właśnie serią.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.
