Teenage Mutant Ninja Turtles: Shredder’s Revenge – Recenzja Xbox One / XSX

Oldschool Baby!

Konsole 8bitowe obfitowały w chodzone bijatyki, dość wspomnieć serie takie jak Double Dragon, Battletoads czy Turtles. Te ostatnie były bardzo popularne w naszym kraju za sprawą licencji. Mało który dzieciak na początku lat 90 nie śledził przygód czwórki żółwich mutantów jedzących pizzę i walczących ze złowrogim Shedderem i jego sługusami.

Dzisiejszego bohatera możemy nazwać kolejną częścią “żółwiej serii”.
Teenage Mutant Ninja Turtles: Shredder’s Revenge zarówno pod względem rozgrywki i oprawy stanowi kontynuację 8bitowych hitów z NESa.

SELECT YOUR TURTLE

Fabuła gry jest szczątkowa: Ot Shredder, jak to ma w zwyczaju atakuje Nowy Jork i tylko nasze zmutowane gady mogą stawić mu czoła. Zanim jednak ruszymy w miasto, musimy wybrać tryb gry i poziom trudności. Do wyboru mamy Arcade i Story – ten pierwszy przypomina oryginalną serię: brak checkpointów czy ograniczona ilość żyć.
Bohaterów do wyboru mamy szóstkę, oprócz Leonardo, Michelangelo, Rafaella i Donatello można zagrać mistrzem Splinterem czy… dziennikarką April O’Neil. Jest również ukryta postać, dostępna dla graczy po ukończeniu wątku fabularnego. Każdy z herosów opisany jest kilkoma atrybutami, takimi jak siła czy szybkość. Warto również na to zwrócić uwagę, a nie tylko na same sympatię do konkretnego żółwia, jak to drzewiej bywało

Cowabunga!

Postać wybrana, więc można udać się w teren. Zazwyczaj są to miejskie ulice, czasem dachy wieżowców czy mosty. Przeważnie działamy pieszo, choć są levele, po którym śmigamy podniebną deskorolką niczym Marty Mcfly.

Schemat rozgrywki utarty od dawna i nie uległ zmianie: Idziemy – plansza przestaje się przesuwać, załatwiamy wszystkich przeciwników przewidzianych na ten fragment. Idziemy aż znów dojdziemy do stacji z niemilcami i tak aż do końcowego bossa danego levelu.
Ten jak przystało na bossa jest silniejszy i odporniejszy od typowego mięcha armatniego, które oklepujemy w ilościach hurtowych. Po jego pokonaniu krótkie podsumowanie i lecimy do następnego etapu.

Poza głównym celem jakim jest pozytywne przebrnięcie levelu mamy do wykonania różne wyzwania:
Przykładowo “nie daj się strącić obiektom otoczenia więcej niż dwa razy” czy “nie pozwól się związać więcej niż trzy razy”. Każdy etap to również kilka poukrywanych znajdziek do znalezienia

Dwudziestu na jednego

Wrogów do pokonania jak się rzekło jest multum. Początkowo są to zwykli ninja w fioletowych wdziankach, później dochodzą przeciwnicy w uniformach o innych kolorach i innych umiejętnościach – jedni walczą mieczami, drudzy rzucają shurikenami a jeszcze trzeci mają lasso, którymi mogą związać bohatera. Na późniejszych etapach rozgrywki do gamy wrogów dołączają gliniane golemy i elektroniczne zabawki strzelające laserami. 

Już grając na średnim poziomie trudności gra jest wymagająca, choć jeszcze nie tak jak 8bitowi protoplaści. Poziomy są dość krótkie, więc gra nadaje się również na szybką rozgrywkę pomiędzy codziennymi czynnościami, co można uznać za zaletę. Jednakże wadę może stanowić ilość leveli, która nie jest liczna i jak ktoś ma giętkie palce zobaczy napisy końcowe już po dwóch godzinach rozgrywki.

Wadą jest również spóźniona reakcja protagonistów na wciskane przyciski pada. Wciskasz unik ale postać nie zdąży zareagować w czas i już jesteśmy związani lassem i tracimy cenne punkty życia. Rozgrywka jest na tyle szybka, że takie sytuacje niestety zdarzają się dość często.

Razem raźniej

Oprócz rozgrywki single player Teenage Mutant Ninja Turtles Shredder’s Revenge oferuje multi do czterech graczy w trybie kanapowym oraz online. Wiadomo – co pełna paczka żółwi to nie jeden!

Ale jak to brzmi i wygląda!

Graficznie, jak na pixelart jest pięknie, oprawa nawiązuje do NESowych klasyków, i cieszy oko komiksowym sznytem równie dobrze jak robiła to 30 lat temu. Na telewizorze jest kolorowo, ale czytelnie – choć jak się zacznie porządna rozpierducha to można się nieco pogubić.

Udźwiękowienie jest porządne – dźwięki, głosy są poprawne. Pod tym kątem nie mam się do czego absolutnie doczepić. Za to jeśli chodzi o muzykę to jest to uczta dla uszu dla wychowanych na żółwiach. Główny wątek żywcem wyjęto z czołówki kreskówki, a reszta oprawy muzycznej to dynamiczne dźwięki oddające klimat zarówno samych animacji, jak i 8bitowych wersji gry.

To kick? Or not to kick?

Krótko mówiąc: Jeśli byłeś fanem żółwi oraz klasycznych gier, to i tutaj odnajdziesz się znakomicie! Produkcja Tribute Games stanowi idealne przełożenie klasyki na dzisiejsze czasy, choć jest dość krótka oferuje wiele wyzwań, które będą zachęcać do ponownego uruchomienia. Polecam!

Plusy

  • Bardzo grywalny powrót do złotej ery chodzonych bijatyk
  • Bardzo ładna oprawa graficzna
  • Świetna muzyka
  • Przystępność
  • Multiplayer

Minusy

  • Krótka
  • Opóźnienia w czasie reakcji na przyciski
  • Brak możliwości zmiany poziomu trudności w trakcie kampanii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.