Okrutny – recenzja książki

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Małe miejscowości mają do siebie to, że bardzo często nie dają się opuścić. A Gdy już komuś uda się z nich wyrwać, nie ma najmniejszego zamiaru tam wracać z obawy o demony przeszłości. Tak było we Wzgórzu Psów Żulczyka, tak jest również w Okrutnym Kaźmierczaka. Teodor Okrutny opuścił Skraj z postanowieniem, że już nigdy do niego nie wróci. Niestety los bywa przewrotny. I oto aspirant Okrutny zostaje przez wojewódzką komendę w Lublinie wysłany do Skraju by wspomóc tamtejszą policję w poszukiwaniu zaginionego miejscowego komendanta, który chwilę wcześniej został wezwany do znalezionego w okolicznym lesie ciała.

Okrutny na Skraju lasu

Okazuje się, że małe spokojne miasteczko, gdzie każdy każdego zna, nie jest tak spokojne jakby się mogło wydawać. Okolicą trzęsie Remigiusz Trzos, lokalny biznesmen, który niczym Janusz Tracz jest w zasadzie nietykalny i nieosiągalny do kontaktu. Dodatkowo w poszukiwaniu komendanta i śledztwie do kogo należy fragment ciała przeszkadza przeszłość Okrutnego. Jako uciekinier ze Skraju nie jest zbyt lubiany przez mieszkańców. Jedyni sprzymierzeńcy to barmanka Lili i policjantka Edyta, która nie jest rodowitą Skrajanką i nie może mieć do Okrutnego o nic żalu. Niby prosta sprawa zaczyna nabierać tempa, kiedy na jaw zaczynają wychodzić nowe fakty….

Skraj wydaje się sennym miasteczkiem spowitym gęstą mgłą, stając się równoprawnym bohaterem powieści. Kaźmierczak dobrze umie budować napięcie, które nie pozwala przerwać czytania. Choć zdecydowanie jest mniej dosadny i wulgarny niż w To mnie zabije czy Nikim. Mimo to klimat jest ciężki i wręcz wylewa się z każdej strony Okrutnego. Oczywiście nie brakuje tutaj dosłownych i obrazowo przedstawionych kadrów. Ale siłą tej powieści jest raczej to, co nie jest napisane wprost i trzeba się tego domyślać.

Jesteśmy tylko ludźmi

Bohaterowie z jednej strony są stereotypowi: Policjant, ten zły (czy aby na pewno?), ambitna posterunkowa. Prostytutka z przydatnymi sprawie informacjami i dziewczyna, która ma do Okrutnego żal i widać, że dawno temu łączyło ich coś więcej niż koleżeństwo. 

Z drugiej strony mimo tej sztampowości wydają się bardzo ludzcy. Okrutny potrafi wyżyć się na podkomendnym tylko z powodu gnębienia przez niego lata wstecz. A także nie bawi się w samotnego kowboja i próbuje działać zespołowo.

Senność, która nie daje usnąć

Tak jak wciąż mam żal do Kaźmierczaka, że wyprowadził się w swoich powieściach z Łodzi. Tak po przeczytaniu Okrutnego chyba nieco się z nim przeproszę. Powieść czytało mi się bardzo dobrze. Narracja jest prowadzona w jedną stronę, by za chwilę autor zaskoczył nieoczekiwanym zwrotem akcji i spojrzeniem na śledztwo z zupełnie innej, wywracającym ja do góry nogami. Akcja toczy się sennie, ale nie brak jej dynamicznych momentów. Do tego jest tak plastycznie jakby się tam było.

Okrutnie ciekawa powieść

Poza sztampowym podejściem do małych, sennych miasteczek i ich mieszkańców w zasadzie nie mam Okrutnemu nic do zarzucenia. Czytało się bardzo dobrze, kilka wieczorów Kaźmierczak mi zabrał a ostatnią stronę kończyłem bez rozczarowania, choć tempo nieco zdążyło nieco przysiąść. Osobiście polecam! I jednak sięgnę po więcej! Choć nadal wyznaję zasadę, że dużo bardziej przeżywa się zbrodnie dziejące się po sąsiedzku, zamiast kilometry stąd. Żywię nadzieję, że jeszcze kiedyś przeczytam o pogoni za przestępcą po znanych mi ulicach nie tylko w lokalnej prasie, ale i na kartach powieści Maćka Kaźmierczaka.

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *