Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Tradycyjnie coś knuje Kobra, choć nie jest to bardziej w tle niż na pierwszym planie. W komiksie znajdziemy perypetie jeden z postaci, która – będąc zastraszoną – musiała zdradzić swoje ideały. Co prawda mówimy o Baronessie więc właściwie chodzi o odkupienie swoich win przez przyłączenie się do G.I.Joe, zamiast iść do więzienia… ale jak mówią – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Jarheads assemble
Zupełnie zapomniałem, że G.I.Joe połączyło się z Transformersami i tworzą obecnie jedno uniwersum. Jak to ujęli na kanale Mr Sunday Movies z YouTube – until all franchises are one. Tak naprawdę po seansie Transformers: Rise of the Beasts oraz dwóch filmów G.I.Joe wydaje się to idealnie pasować. Z kolei patrząc na niektóre postacie w recenzowanym komiksie, równie dobrze mogłaby wyjść współpraca z Marvel lub DC. Ale do meritum.
Co kilka stron mamy sceny walki – czy to wręcz, bronią białą czy ostrą wymianę ognia. O ile dokładnie na to się pisałem to większość historii jest dość miałka. Właściwie nie wiem czy należy to uznać za wadę ale teksty aż ociekają “serem” lat 80/90. Nie jestem specjalnym fanem G.I.Joe, poza tym, że za dzieciaka bawiłem się tymi figurkami. Oceniam to bez okularów nostalgii, a że żyjemy w Polsce to też bez syndromu “‘Merica”. Co ciekawe jedna postać wytyka drugiej że tamta ma kiepskie teksty ale wątpię żeby był to jakiś inside joke czy autorefleksja. Po prostu taka jest konwencja: mięśnie, amunicja i “jednoliniowce” słyszane w każdym filmie akcji sprzed epoki.

It’s not a bug, it’s a feature
Ponownie, nie wiem czy jest to wada ale wygląd postaci sprawia wrażenie projektu 11 latka. Oprócz standardowych sylwetek żołnierzy, mamy ciekawe postaci jak Raptor – nieślubne dziecko Vultera, Wolverine’a i Tarzana albo Major Bludd, który nosi naszyjnik z nieśmiertelników i tworzy wątpliwą poezje. Na którymś kadrze zobaczyć można gościa z piłą mechaniczną zamiast ręki. Przyznajmy, że nie jest to zbyt przydatna rzecz w walce. Chyba, że przypadkiem wyrecytowało się inkantacje z Necronomiconu… wtedy jeszcze tylko boomstick i jest się na dobrej pozycji.
Jeśli jesteś fanem Transformers, to w tomie drugim nie znajdziesz wielu rzeczy, jednak wystarczająco biorąc pod uwagę, że jest to historia G.I.Joe. Nie znam wszystkich imion robotów i żołnierzyków ale miałem wrażenie, że są tu odniesienia do znanych postaci, które miały robić efekt wow. Być może całość historii jaką możemy poznać w zeszytach z tej serii składa się w ciekawą całość. Myślę, że jest to dość pewne bo za scenariusz odpowiada Joshua Williamson, który miał swój run Flash i Supermana. Ci, którzy czytali wiedzą, że umie on spiąć wcześniejsze wydarzenia, aby utworzyć spójną historię. Mnie jakkolwiek na tą chwilę fabuła tomu drugiego nie urzekła. Z drugiej strony bardzo chętnie obejrzałbym taką kreskówkę, tuż po rzuceniu szkolnego plecaka, czekając na obiad.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu !Nagle
