Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Spa to dzieło szwedzkiego twórcy Erika Svetofta. Jego piąte dzieło w Polsce udało się wydać przy współpracy ze Swedish Art Council. Choć Skandynawię lubię (kotlety z renifera mnie absolutnie kupiły), to zatwardziałym fanem literatury z mroźnej północy nie jestem. Obietnica lynchowskiego klimatu wydartego prosto z Miasteczka Twin Peaks i potrzeba przewietrzenia gatunkowego skłoniły mnie, by sięgnąć po to dość opasłe, 324 – stronicowe tomiszcze. Zaparzyłem kawę, wrzuciłem w głośniki Nine Inch Nails i wybrałem się na wycieczkę do Spa.
Ci, co weszli do Spa na dalekiej północy
Kreska Svetofta jest charakterystyczna i dość osobliwa. Powykręcane i zdeformowane twarze podkreślają somnambuliczny i narkotyczny trans, w którym poruszamy się zarówno my, jak i postaci. Zwiedzając tytułowy ośrodek, wraz z kolejnymi stronami mamy wrażenie, jakbyśmy przechodzili przez gęsty sen. Postawienie na czarnobiała paletę sprawia wrażenie jakiegoś wyobcowania i alienacji. Opisując kreskę jednak, muszę wspomnieć o intrygującym spostrzeżeniu. Postaci na wielu kadrach są tak ustawione, że ma się wrażenie, że spoglądają w czytelnika. Przez to podróż po kartach komiksu jest doświadczeniem dość dziwnym. Można się poczuć trochę jak intruz, przeszkadzający postaciom w oddawaniu się urokom i atrakcjom hotelowego Spa. Przechodząc przez historię Erika odnosiłem wrażenie, że postaci tylko czekają, aż wreszcie przejdę dalej. Odgadywanie tajemnic kurortu jest przez to obarczone dodatkowym wysiłkiem, Spa nie dzieli się bowiem swoimi sekretami nad wyraz chętnie.

Tajemnice, symbole, niejednoznaczności
A jest sekretów tu całkiem sporo. Małżeństwo doświadczające demonicznych wizji. Dyrektor ośrodka z kompleksem tatusia. Dziwne rytuały inicjacyjne odprawiane przez obsługę. Osobliwa ekipa techniczna, która więcej psuje niż naprawia. Korposzczury na wycieczce opłaconej przez firmę. VIP mający wymagania wybijające z rytmu co ambitniejszych pracowników. Wszyscy jak jeden mąż kryją coś przed innymi, a na domiar złego (bądź dobrego) błądzą w świecie niejednoznaczności. Po korytarzach snują się zwierzęta, widoczne tylko dla „świeżaka” z obsługi. Dyrektor widuje scenki odgrywające się w wiszącym obrazie, w basenie objawiają się mocno nadgnite ciała, a ściany, zakamarki i korytarze pożera brudna wilgoć. Autor kołuje czytelnikiem, pozwalając na własne interpretacje. Niejednoznaczności i symbolika spozierające z każdego niemal kadru powinny zadowolić każdego poszukiwacza własnych znaczeń.
Specyficzne Spa dla bardzo zaangażowanych czytelników
Nie ma co owijać w bawełnę. Spa to lektura trudna, czasochłonna i wymagająca dużego skupienia. Wrota do ukrytej dobroci są jedynie uchylone. Odkrywanie szczegółów i detali, znaczeń i dokonywanie interpretacji sprawiają jednakowoż sporo satysfakcji. Doświadczenie jest naprawdę niesamowite, i nie chodzi tu wcale tylko o wyszukiwanie symboli i interpretowanie ich po swojemu, bo łatwo jest wpaść w pułapkę szukania rzeczy na siłę. Bardzo miłym dodatkiem do tego jednaj jest dość osobliwe burzenie czwartej ściany. Wiadomo, że nie jest już dziś ani niczym dziwnym, ani niespotykanym, to takie podprogowe podejście sprawia, że Spa nabiera dość unikatowego charakteru.
Nie bawiłem się przy tym komiksie, ale też na zabawę się nie nastawiałem. Jeżeli poszukujecie tytułu dla rozrywki, to omijajcie ten komiks z daleka. Zawód będzie olbrzymi. Nie bez powodu na obwolucie znaleźć można nazwiska Lyncha i Von Triera. Jednak pchani zupełnie innymi motywacjami, odnajdziecie głęboką i ciekawą opowieść o otaczającej nas rzeczywistości. Małostkowe sprawki potrafią przybrać gigantyczne rozmiary i na odwrót – olbrzymie wydawać się mogło problemy potrafią być minimalizowane do miniatur, generując pseudo-rzeczywistość.
Zamiast dostarczać zabawy, Spa jest niezłym generatorem refleksji. Svetoft rzuca okiem nieco głębiej, za kontuar. Niczym Joker wprowadza nieco zamieszania do świata, który miał być idealną ucieczką od syfiastej codzienności. Jest zniknięcie, morderstwo, jest mobbing i wymuszenie. Ściany zalewane są brudna wodą. Osobowości się ścierają, nie pozwalając samym sobie znaleźć tego, czego szukają – wytchnienia. Tylko co tu jest prawdziwe, a co nie?
Spa nie jest komiksem, który czyta się na krótkich sesjach w świątyni dumania, albo jako szybką lekturkę pomiędzy kolejnymi tytułami pełnymi pościgów i strzelanin. To oniryczna kraina bohaterów, którzy lubią być zostawieni w spokoju. To dotknięcie świata, który jest zamknięty gdzieś w górach i który nie wita nas z otwartymi ramionami. Spa to doświadczenie i czas, który na nie trzeba poświęcić.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Timof i Cisi wspólnicy.


