Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
Kolorowo, przygodowo i w ogóle bez przesadnej powagi – „Ancymonstra” ze scenariuszem Ewy Betlewskiej i ilustracjami Łukasza Mazura to znakomity pomysł na pierwsze dni wakacji. I kolejny w katalogu Kultury Gniewu trafiony pomysł dla najmłodszych.
Ancymonstra, czyli i śmiesznie, i strasznie
Złowieszcze zamczyska górujące nad okolicą, wampiry, mumie, duchy… To brzmi jak przepis na konkretne straszydło. I przepis na konkretne straszydło został zrealizowany, bez dwóch zdań. Ewa Betlewska i Łukasz Mazur upichcili bowiem bardzo solidną historyjkę, w której znane nam skądinąd upiorne wątki udanie i ze smakiem doprawiono absurdalnym humorem. Potworność „Ancymonstrów” jest bardzo umowna i poza przynależnością do określonego grona postaci, raczej nic nie mają wspólnego ze złośliwymi nawiedzaczami czy ociekającymi nie swoją krwią bestiami.
Wampirka, duch Henryk i reszta zgrai nie angażuje się w akcje powszechnie uznawane za przerażające i godne potępienia. Nie kieruje nimi żądza krwi, tylko nieskrępowany pęd ku zabawie. Zamiast straszyć lokalsów, wolą zaangażować się w niegroźne psoty (ot, chociażby zdobyć ciastka, bo właściwie, czemu nie?). Nad wszystkim zaś czuwa tajemnicza babcia, osobniczka starszej daty, która wytrwale napomina rozbrykane potworzątka, że są za cicho i w ogóle bawią się trochę zbyt grzecznie. To raczej „Sabrina and the Groovy Goolies” niż Boris Karloff czy Bela Lugosi. Już sam tytuł nie pozostawia złudzeń, z czym mamy do czynienia.

Co z tą mumią?
Komiks Ewy Betlewskiej i Łukasza Mazura ma też cechę, którą wprost uwielbiam w historiach przeznaczonych dla najmłodszych czytelników. „Ancymonstra” są też frajda dla starszych czytelników. I nie chodzi tylko o nawiązania do książek i filmów, które jako dorośli i poważni (ale nie za bardzo) osobnicy możemy bez skrępowania zgłębiać. Autorzy śmiało igrają z konwencją, jakby naśmiewali się z naszych przyzwyczajeń podobnie, jak ich bohaterowie. Okazuje się, że monstra też mają się czego bać, że miewają poważne rozkminy egzystencjalne i też nie zawsze jest im po drodze z tym, co wypada i czego oczekuje społeczeństwo. Niejako na marginesie wesołej przygodowej opowieści Betlewska i Mazur trącają nieco poważniejsze struny, takie jak potrzeba akceptacji i przynależności do grupy czy umiejętność otwierania się na drugiego człowieka (ok, albo potwora). W wielu miejscach spod kolorowej warstwy wierzchniej wyziera naprawdę fajna i mądra treść. A rozwiązanie kwestii tytułowej jest nie tylko zaksakujące, ale też bardzo satysfakcjonujące. Niemałej zabawy dostarczy też śledzenie smaczków ukrytych, mniej lub bardziej, w kadrach komiksu.

Monstrualne Ancymony
Jak przystało na nieszablonową opowieść, która za nic ma narracyjny kanon, „Ancymonstra” są też nieszablonowe i niepoważne wizualnie. Plansze Łukasza Mazura to prawdziwe szaleństwo kolorów i kształtów, a postaci powołane przez niego do życia tworzą dynamiczną i nieokiełznaną gromadkę. Każdy kadr zdaje się pulsować akcją i emocjami, co w zestawieniu ze swobodnym, niemal nonszalanckim prowadzeniem narracji daje piorunujący efekt. Trudno mi było oderwać się od lektury i z niemałą radością wracałem do sprytnie rozsianych po „Ancymonstrach” detalach i żarcikach. Cieszy też fakt, że Autorzy już zapowiedzieli dalsze przygody swoich uroczych straszydeł. A w oczekiwaniu na kolejny tom, sprawdźcie czym prędzej, co z tą mumią, i ruszajcie ku przygodnie!
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.
