ćma_0

Ćma – Żabie Królestwo – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo

Mamy już polskie Super Hero – prawilnego Białego Orła. Mamy też origin story państwa polskiego, jeśli liczyć Turbolechitów. Ćma jest czymś innym… To mroczny bohater, skazany na dążenie do światła. Już po pierwszych stronach czułem, że mam w ręku coś pomiędzy polskim Batmanem a Spawnem. Bohater nie jest co prawda esencją lat 90. jak Al Simmons, ale historia, sposób jej przedstawienia i mroczny styl bardzo pasowały do wysłannika piekieł.

ćma_1

Czy to się wydarzyło na prawdę?

Ćma przedstawia historię pewnego gangu, któremu przewodzi Żaba. Komiks skupia się na poszczególnych „kapitanach” gangu. Każdy z tych dziedziców Żaby ma inną specjalizację – handel bronią, dilerka czy hakerstwo. Czy Ćma poradzi sobie z każdym z nich, zanim dotrze do Żaby? Cóż… Kojarzycie motyw, że Indiana Jones we własnym filmie jest zbędny, bo wszystkie wydarzenia dzieją się niezależnie od jego udziału? Mam nieodparte wrażenie, że Ćma ma ten sam wpływ w Żabim Królewstwie. Komiks to de facto zbiór krótkich historyjek, a może bardziej urywków z całej historii. Nie skupiamy się tutaj na chronologii – kto, do kogo, z kim, po co i kiedy. Raczej widzimy kamienie milowe całości. Nie dowiadujemy się (przynajmniej z tej części), jakie moce zyskał Cyprian Leopold Różewicz, zanim stał się Ćmą. Wiemy za to, że podczas leczenia albinizmu otrzymał słabość – pociąg do światła. Wiemy też, że bohater ma na plecach silnik rakietowy – tu plus ode mnie za odniesienie do Rocket Mana (nie tego o Eltonie Johnie). Widzę kilka opcji na moce bohatera: podobieństwo do Rorschacha z Watchmenów, czyli umiejętność przyjęcia niezłego łomotu (i oczywiście maska); plot armor, którego nie powstydziłby się sam Batman; albo po prostu nieśmiertelność.

Kojarzycie z kolei motyw z Żółwiami Ninja? Przy TMNT ktoś stwierdził, że toksyczne odpady, które spowodowały utratę wzroku Daredevila, wywołały również mutację czterech żółwi i nadopiekuńczego szczura-karateki. Przynajmniej taką plotę kiedyś słyszałem i będę się jej trzymał, jako że uwielbiam The Man Without Fear. To, co chciałbym wiedzieć, a co zdecydowanie nie popsułoby mi zabawy, to odpowiedź na pytanie: czy to jest na serio? Nie w sensie: „Serio? Ktoś to stworzył…?”, tylko czy ten komiks to taki pastisz, ale traktujący się poważnie? Im więcej zaglądam do tej lektury, tworząc niniejszą recenzję, tym bardziej jestem przy tej interpretacji zdecydowany.

ćma_2

The court of żaby

Własny Alfred, gang z głowami żab, motyw z Laughing Joke, przeciwnik a’la Kingpin dla Daredevila… Amalgamat znanych i lubianych w otoczce MysteryMen (deep cut, wiem, ale może ktoś kojarzy). Uważam, że wyszło to świetnie, klimatem lawirując jeszcze gdzieś w okolicach detektywistycznej historii. Przeplatane głębokimi sentencjami o zbliżaniu się do światła. Jednak czy Ćma będzie jak Ikar… Zabawne wydały mi się również pozycje z bibliografii. Przykładowo te dotyczące etapów życia żaby, czy w ogóle stawianie żab na wręcz mitycznym piedestale, sięgając do czasów plag egipskich.

Rysunkowo skojarzenie również prowadziło do Spawna – juz od samej okładki. Brakowało jedynie tych typowych kadrów z reporterami telewizyjnymi. Struktura kadrów, przywodziła na myśl niedawno recenzowany DROM. Bawiłem się zaskakująco dobrze przy tej lekturze. Ma ona jednak pewien minus, bo jest krótka. Ponad połowę grubości wydania stanowi komiks, ale miałem odczucie, że nadmiarowo było dodatków. Chociaż były również jednostronnicówki, więc wypadkowo nie jest to duży minus.

Za egzamplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu timof!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *