Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Mamy coś z naszego podwórka. Komiks – niby zwykły, a edukacyjny. Niby edukacyjny (i historyczny), ale nie nudny. Nie nudny, bo za sterami Jacek Świdziński, którego żarty wchodzą świetnie, choć z pewnością nie wyłapałem wielu. O ile za „kreskę” bym po ten komiks nie sięgnął, to jednak nie żałuję, że przeszedł mi przez ręce. Zaskakujące, jak wiele mogą przekazać patyczkowe ludziki (mam nadzieję, że autor się nie obrazi za to porównanie). Lekko przesadzam, bo nie są to stricte stickmani, ale momentami postacie są faktycznie „chude”. Widzimy już na okładce styl i mimo że w mojej głowie zapisał się jako „oszczędny”, to jest w rzeczywistości bogaty i barwny. Łatwo z postaci rozpoznać stereotypowego kapitalistę, ortodoksyjnego Żyda czy rosyjskiego sprzedawcę, po którym widać grubość noszonego płaszcza.
Ponadto, jeśli ktoś czytał (lub chciał czytać i poległ) Sapiens Yuval Noah Harari, to Jacek Świdziński de facto streścił ją na początku Ideo. Prologo to czyste złoto.

Odbudujmy Babilon
Dopiero co twierdziłem, że komiks z bibliografią to dla mnie novum. Otóż tam (czyli w Wycieczce do wariatkowa) był to szczegół, tutaj autor praktycznie stworzył pracę magisterską ujętą w komiksie. Białostocki kawałek historii, o białostockiej postaci historycznej, napisany przez białostoczanina pod patronatem białostockim. A myślałem, że masło jest maślane.
Ideo zawiera nie tylko walor edukacyjny w kontekście historii czy kulturoznawstwa (w końcu twórca studiował ten kierunek). W komiksie zawarto również podstawy języka Esperanto. I faktycznie trudno tego tworu nie docenić. Otóż każdy, kto miał styczność z małymi dziećmi, ten z pewnością słyszał różne śmieszne przekręty. Chodzi o przekręcanie wyrazów – choć o knutych przekrętach też można by napisać książkę. Przykładowo skoro: on – „śpi”, a oni – „śpią”, to mnie może się chcieć „śpić”. Tego typu odmiany pokazują, jak bardzo na siłę powykręcane są zasady gramatyki i wszystkie „wyjątki potwierdzające regułę”. Nie tylko nasze, rzecz jasna – dotyczy to wszystkich języków, choć prym może wieźć francuski (jak ktoś ma wątpliwości, to proponuję odpalić jakąkolwiek piosenkę w tym języku z napisami – jakby kot biegał po klawiaturze).

„To niedobra jest”
Kojarzycie grafikę, gdzie za napisem „wszystko” stoi grupa Żydów (błędnie myślałem, że jest autorstwa Andrzeja Mleczko, ale nie znalazłem faktycznego twórcy). Pomimo że pomysł języka łączącego wszystkie nacje jest piękny, to nie uniknął takich sugestii. Ponieważ Ludwik Zamenhof był z pochodzenia Żydem, to nie zabrakło teorii o syjonistycznych spiskach: że istnienie takich języków to narzędzie globalistów, że to propaganda przeciw tożsamości narodowej. To oczywiście niesprawiedliwe i typowe w kontekście Zamenhofa. Podobny problem dotykał tak samo Tuwima czy Einsteina. Co prawda nie tak trudno w dzisiejszych czasach o podejrzenia spisków, jeśli się spojrzy np. na rozpoczętą znikąd wojnę z Iranem w imieniu… Nie wolno o tym mówić, to niedobra jest. W końcu każdy kij ma dwa końce.
Mówiąc krótko, warto sięgnąć.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.
