Miasta Luny – gra planszowa

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Kolonizacja księżyca nigdy nie należała do najłatwiejszych. Nie dość, że szare wydmy zdobią krajobraz gdzie tylko wzrok sięga, to na domiar złego te wstrętne korporacje próbują wyrwać dla siebie kawałek poletka. Ceny działek wystrzeliły w, ekhem, kosmos. W Miastach Luny niemal rozpychając się łokciami będziemy walczyć o najbardziej atrakcyjny skrawek parceli.

Komu działkę na księżycu?

W tej grze od jednego do czterech graczy będziemy rywalizować o najbardziej efektywne wykorzystanie ograniczonego terenu jaki przyjdzie nam zasiedlać. W tym celu będziemy wpierw dobierać po jednej karcie na rękę z dostępnych czterech. Karty te przedstawiają teren księżyca podzielony na kwadratowe lub prostokątne obszary. Razem z kartonikiem zgarniemy także wszystkie przypisane doń żetony budowli.

Następnie zagrywamy jedną z kart z ręki tak by sąsiadowała z innymi wyłożonymi wcześniej. Tu musimy wziąć pod uwagę zasady układania kosmicznych działek. Tych u każdego gracza mogą być maksymalnie trzy rzędy, a ich numery powinny rosnąć od lewej do prawej. Po zagraniu parceli każdy z dobranych wcześniej budynków musi także trafić na nasz kawałek księżyca. Ich ułożenie ma niebagatelne znaczenie. Dlatego, że z odpowiedniej kombinacji konstrukcji będziemy punktować na koniec. Niektóre gmachy dają nam też pewne dodatkowe akcje do wykonania. Zatem tytuł jest dość różnorodny i wcale nie prostacki.

Łącznie w ciągu całej gry ruchów wykonamy dwanaście. Ot lekki, abstrakcyjny tytuł dla mniej zaawansowanych graczy. Zasady są dość proste i szybko przyswajalne. Nie ma do czego się przyczepić bo instrukcja sprawnie przeprowadza przez poszczególne kroki.

Nie wszystko zagrało

Natomiast mimo to miałem problem by początkowo zorientować się w dostępnych możliwościach. Głównie uwagi mam do wykonania, a właściwie ilustracji bo same elementy są porządne. O ile szata graficzna jest estetyczna to mimo wszystko także dość uboga i mało różnorodna. Dominuje szara kolorystyka. Jedynie budynki ubarwiają nieco ten krajobraz. Jednak początkowo przez pierwsze kilka rozgrywek dopóki nie nauczymy się na pamięć co jaki budynek daje, a typów budowli jest całkiem sporo, to rozgrywka często przerywana jest wizytami w instrukcji. 

A jest to problem, bo jak wspomniałem, od tego jakie budowle i gdzie je dołożymy zależy nasz wynik na końcu. Co za tym idzie, nie wiedząc na szybko co nam dają poszczególne kafelki utrudniamy sobie zadanie. Całe szczęście po paru potyczkach wspomniana trudność znika i zostaje całkiem przyjemny i lekki tytuł. Do tego zresztą szybki. Jeśli nie trafimy na gracza cierpiącego na paraliż decyzyjny to gdy już wszyscy są obeznani z zasadami, rozgrywka potrafi się zamknąć w dwóch-trzech kwadransach.

Jeśli chodzi o negatywną interakcję to owszem występuje ale w ograniczonej postaci. Właściwie możemy jedynie podbierać sobie karty z księżycowymi działkami i przypisanymi do nich budynkami. Drugą opcją uprzykrzania sobie życia jest realizowanie kart celów. Rozgrywka składa się z trzech rund. Pod koniec każdej sprawdzamy czy ktoś spełnił warunki na co najmniej jednej ze wspomnianych wcześniej kart. Jeśli inny gracz nie zdąży z realizacją tego samego celu w obecnej rundzie, w kolejnych ta opcja przepada. Nieco więcej interakcji między graczami z pewnością by nie zaszkodziło.

Miasta Luny posiada również całkiem przyjemny tryb solo. Gramy przeciwko automie, czyli w gruncie rzeczy, talii kart, która determinuje co w danej turze nam przepadnie. Wyzwanie stawianie przez automat jest w miarę spore i bez dobrego obeznania z rozgrywką trudno wygrać z nim wyścig o punkty. I dobrze, dzięki temu tryb dla pojedynczego gracza nie znudzi się za szybko.

Z pozytywów wymienię ciekawy patent z insertem do organizacji elementów w pudełku. Ten przychodzi w kilku wypraskach i korzystając z zamieszczonej instrukcji musimy sobie go złożyć. Świetny pomysł i chętnie zobaczyłbym go w innych grach. Rozpoczęcie każdej rozrywki jest dzięki temu szybsze i przebiega sprawniej. 

Ostatnia rzecz jaka mnie uwierała w Miastach Luny to układanie i tasowanie kafelków budynków. Chyba nie doświadczyłem rozgrywki, w której czułbym, że okiełznałem umiejętność nierozrzucania tych kartoników przy próbie przygotowania do rundy. O ile złożony budynek, w którym układamy kafelki jest klimatyczny tak zwykły zamszowy woreczek z pewnością poprawił by komfort gry.

Podsumowanie

Dla kogo zatem jest ta gra? Jeśli ktoś szuka średnio-zaawansowanego bądź cięższego tytułu do rozkmin, to może sobie Miasta Luny odpuścić. Wówczas idzie odczuć pewien brak głębi, zaś sama rozgrywka potrafi być co najwyżej umiarkowanie satysfakcjonująca. 

Wielbiciele lekkich tytułów przy, których trzeba pogłówkować powinni być zadowolen. Zwłaszcza, że tytuł jest dość regrywalny. Losowość kafelków, kart celów oraz dobieranych działek jest na tyle duża by dwie rozgrywki w tym samym gronie wystarczająco różniły się od siebie. Chociaż zastosowana ikonografia może być frustrująca do przyswojenia. Sprawy nie ratuje także monotonna szata graficzna z wszędobylską szarością.

Po więcej informacji o grze zapraszamy na Planszeo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *