Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Arkadiusz „Dark Archon” Kamiński swój literacki debiut poświęcił na powrót do dzieciństwa i wpływ jaki nań miała branża growa. Cześć osób zna go zapewne z popularnego kanału na YouTube gdzie z wyraźnym zamiłowaniem do klasycznych i już lekko zapomnianych tytułów dzieli się swoją pasją z resztą świata. Jego entuzjazm i poszanowanie do leciwych gier w połączeniu z niezwykle przystępnym tokiem rozumowania tworzą treści, które chłonie się z niezmienną przyjemnością. Jak zatem wypada Zagrajmy jeszcze raz na tle jego dotychczasowych dokonań?

Nostalgiczna podróż bez trzymanki
Autor prowadzi nas niemal chronologicznie przez zbiór mniej lub bardziej powiązanych ze sobą anegdot, które ukształtowały między innymi jego gusta growe. I jest to wycieczka dość intymna, a jednocześnie na tyle zbieżna z moimi własnymi wspomnieniami dawnych lat, że ciężko mi przychodziło odłożyć książkę na bok. Nie da się zliczyć hektolitrów nostalgii jakie wylewają się ze stron. A jednocześnie nie brak w niej zdystansowanego i trzeźwego spojrzenia na źródła tych sentymentów.
Zagrajmy jeszcze raz jest prawdziwym listem miłosnym i laurką dla Polskiej rzeczywistości growej przełomu wieków. Do czasów „Małysza” na lekcjach informatyki, sesji w gorące krzesło przy „Wormsach”, czy niezliczonych godzin w trzecich „Herosach”. Albo pełniaków z niskimi wymaganiami sprzętowymi dorzucanych do popularnych czasopism branżowych, obecnie tak skrzętnie wygryzionych przez internet.
Rodzi się zatem pytanie czy młodsze pokolenia z innym zestawem wspomnień ma tu czego szukać? Jak najbardziej. Autor bardzo sprawnie przechodzi przez kolejne kamienie milowe giereczkowa w kraju nad Wisłą. Lektura dostarcza kontekstu historycznego, który miał wpływ na wychowanie całych pokoleń graczy. Kamiński wyjaśnia genezę wielu fenomenów, które mogą być dziś niezrozumiałe dla młodszych pokoleń. A jednocześnie wszystko pisane jest tym charakterystycznym, lekko dowcipnym i przystępnym językiem. Całość wchodzi gładko niczym zakręty na Helter Skelter w Ridge Racer Type 4.
Jednocześnie znajomość dotychczasowej twórczości autora nie jest wymagana do cieszenia się lekturą. To są dwa różne rodzaje treści aczkolwiek skierowane do tego samego odbiorcy. To co nie każdemu jednak może przypaść do gustu, a z czym nie miałem problemów podczas czytania, to fakt, że książka jest bardzo subiektywnym obrazem doświadczeń autora.

Ah shit, here we go again
Zagrajmy jeszcze raz przeplatane jest licznymi wtrętami i komentarzami przyjaciół autora. Do tego dochodzą screeny przytaczanych gier, czy zdjęcia przybytków growych, nie pozostawiając złudzeń, że kiedyś trzeba było się nieco bardziej wykazać by zaznać elektronicznej rozrywki. Książka została wydana w twardej oprawie nakładem wydawnictwa altbuch i nie mam uwag do wykonania, dumnie prezentuje się na półce.
Chyba nie muszę wspominać, że uważam tę sentymentalną podróż za niezwykle udaną. Autor był w stanie przywołać tyle pięknych wspomnień z dzieciństwa, że aż żal było kończyć książkę. Świetny tytuł, nie tylko dla starych dziadów, do których zapewne już się zaliczam.
