Nie zapomnij do nas zajrzeć – >

Społeczno-polityczny teatr końca lat 80. XX wieku oczami sześcioletniej dziewczynki w nowym komiksie Marii Rostockiej – opowieść intymna, wzruszająca, zabawna, ale też niepozbawiona nutki goryczy.
Mały palec pod gilotynę, czyli komu i co ścinać?
Koniec lat 80. minionego wieku to w Europie cała seria politycznych i społecznych trzęsień ziemi. Na tle poważnych wydarzeń, których konsekwencje będą odczuwalne dla całych społeczeństw rozgrywa się mała prywatna historia sześcioletniej bohaterki. Dziewczynka emigruje z rodzicami do Francji. Tam czeka ją zderzenie z rzeczywistością, na którą nikt jej nie przygotował. Zamiast pustych półek sklepowych i opryskliwych sprzedawczyń – kolorowy przepych francuskich domów handlowych, oświetlonych kolorowymi neonami. Zamiast nudnych plansz w telewizji – krzykliwe reklamy, zachęcające do posiadania jeszcze większej liczby przedmiotów. Zamiast siermiężnej codziennej rzeczywistości – świąteczny i pełen dekoracji nastrój związany z dwusetną rocznicą Rewolucji Francuskiej. Dziewczynka zachłystuje się nową, nieznaną dotąd jakością życia i próbuje układać sobie wszystko po swojemu, niewiele rozumiejąc z tego, co ją otacza.
Wyprawa na Wieżę Eiffle’a wygląda w jej przekonaniu na przerażająco niebezpieczną. Fascynuje ją życie w kamperze, zamiast w nudnym mieszkaniu. Nadchodzące wybory prezydenckie z kolei wymuszają na niej wybranie swojego faworyta. Tu sytuacja wydaje się szczególnie trudna, ale ostatecznie zęby Francois Mitteranda okazują się mniej upiorne od nosa Jacquesa Chiraca. Nad wszystkim zaś unosi się cień gilotyny. Z jednej strony narzędzia w burzliwych zmianach politycznych i społecznych w okresie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, z drugiej – dekoracji na festynach i szkolnych przedstawieniach. Jak echo otaczają ją też sygnały z Polski, strajki robotnicze, Solidarność, 4 czerwca, zwycięstwo Lecha Wałęsy (choć przecież jego kontrkandydat miał teczkę pełną niespodzianek!).

Gorzkie sentymenty
Maria Rostocka, którą czytelnicy mogli już poznać jako autorkę świetnie przyjętego „Końca lipca” (Kultura Gniewu, 2020), część dzieciństwa spędziła we Francji. Wątki autobiograficzne pozwoliły jej stworzyć kameralną i poruszającą opowieść o uniwersalnej wymowie, choć osadzoną w konkretnym miejscu i czasie. Bohaterka z trudem odnajduje się w nowym świecie, tak różnym od tego, z którego została wyrwana.
Otaczająca ją rzeczywistość, ludzie mówiący nieznanym, dziwacznym językiem, obrazy w telewizji, dorosłe problemy – to wszystko składa się na kolaż, z którego sześciolatka próbuje coś wyczytać, z sukcesami częściej mniejszymi niż większymi. Autorka zostawia nas z bardzo skromną stroną wizualną. Nie ma w „Małym palcu pod gilotynę wyszukanych grafik, zabaw formą, jest rzetelna narracja ubrana w surową oprawę graficzną. Rostocka operuje czernią, bielą i plamami szarości. Z jednej strony ten zabieg odwołuje się do czasów, o których opowiada komiks, szarej i niewesołej rzeczywistości rozdzielonej „żelazną kurtyną”.
Z drugiej natomiast oddaje charakter wspomnień. Historie opowiadane po latach tracą na ostrości, są często bardzo ogólne, niejednokrotnie pamiętamy raczej odczucia, które towarzyszyły nam w danej chwili, niż samo wydarzenie. To przeżycia i przemyślenia dziecka z perspektywy osoby dorosłej, która wiele z tych przeżyć dawno już zostawiła za sobą.

Estetyka komiksu nie odciąga uwagi od tego, co jest w nim najważniejsze – przeżyć dziecka, lęków i niepewności związanych z nieznanym, odległym światem dorosłych. I choć „Mały palec pod gilotynę” nie próbuje być porywający i dramatyczne, dzięki swojej szczerości i bezpretensjonalności trafia w gusta zarówno młodych odbiorców, jak i tych, którzy prawie 40 lat temu byli emocjonalnie tam, gdzie bohaterka komiksu.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.
