Lux in Tenebris Kurc

Lux in Tenebris – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Komiks historyczny ma w Polsce dość długą tradycję. PRL-owska propaganda lubiła sięgać po czasy odległe by budować w młodych ludziach dumę narodową w czasach realnego socjalizmu. Socjalizm sam przeszedł do historii, ale nam zostały prace Grzegorza Rosińskiego, Andrzeja Nowakowskiego, Janusza Christy czy Jerzego Wróblewskiego, a także i innych autorów publikujących choćby w magazynie Relax. Jest tego całkiem sporo, a jeśli ktoś ma ochotę powspominać, to można zerknąć w subiektywny przegląd takich tytułów, który kiedyś przygotowaliśmy. Dość powiedzieć, że mamy wiele wspaniałych pozycji, które napędzały wyobraźnię współczesnych autorów komiksów. W nurt ten wpisuje się choćby 400 Tomasza Kontnego i Adama Kmiołka. Wrzucam tu również i podmiot dzisiejszego tekstu – Lux in Tenebris Sławomira Zajączkowskiego i Huberta Czajkowskiego.

Lux in Tenebris Kurc

Lux in Tenebris – trzy historie o początkach państwa Polan

Lux in Tenebris to trzy historie, które opowiadają Czajkowski i Zajączkowski zabierają w różne obszary średniowiecznego młodego Królestwa Polskiego, które jeszcze nie okrzepło. Na granicach (ale i wewnątrz również) gotuje się mieszanina nowej chrześcijańskiej wiary wypierającej wciąż silną religię Słowian. Zarówno jedni jak i drudzy sięgają po wszelkie środki, by pogłowie wierzących się nie zmniejszało, a powiększało. Rodzimowiercy nie mają tu lekkiego życia. Nowa wiara i Bóg Chrześcijan wbijają się klinem pomiędzy państwowe aspiracje i pradawne tradycje. I w ten tygiel wpadają jak dzik w parawany na bałtyckiej plaży Brat Jakusz i Wojmir, czyli brygada do zadań specjalnych księcia Kazimierza, która nie boi się ubrudzić sobie rąk, by załatwić sprawę im powierzoną. Trzeba uczciwie przyznać, że czasami sprzyja im szczęście, czasem znajdują się niespodziewani sojusznicy, ale i tak para radzi sobie na tyle dobrze, że nie musi liczyć na ustawiczną pomoc kumpli ze studiów albo łaskę pańską.

Z zadań duet wywiązuje się znakomicie, przy okazji pokazując czytelnikowi średniowieczną rzeczywistość. Opowieści łączą nie tylko główni bohaterowie, ale też postaci poboczne, które sprzyjają lub wręcz przeciwnie Jakuszowi i Wojmirowi. Najemni wikingowie, którzy zawsze mają własne interesy, albo sprytna i waleczna Daiva to ciekawy ruch autorów. Stanowią nie tylko kotwice, dzięki którym łatwiej jest się poruszać po opowieściach, ale i odnośniki, dzięki którym nieważne gdzie los i misja rzuci Brata Jakusza i Wojmira, mamy punkt zaczepienia. Na wyprawach do wikińskich siedlisk, pogańskich Prus, czy na Ruś, historia początków państwa Polan staje się podwalinami dla opowieści o bohaterach. Stanowi rozciągnięte płótno, na którym maluje się obraz krzewienia wiary chrześcijańskiej, tępienia religii przodków oraz układów i układzików panujących pomiędzy grodami czy lokalnymi kniaziami.

Lux in Tenebris Kurc

Światło w ciemności

Wykonanie Lux in Tenebris to klasyczna melodia. Białoczarna kreska nie tylko nawiązuje do tytularnego wydobywania światła z ciemności, ale nadaje komiksowi surowych rysów. Przywodzi mi na myśl nieco przygody Domana w wykonaniu Andrzeja Nowakowskiego, choć bardziej pewnie z brutalnie ociosanych średniowieczną rzeczywistością fizjonomii i pogańskiej tematyki niźli z czegokolwiek innego. Ot skojarzenia starego człowieka 😉

Najważniejsze jednak jest to, jakim daniem okazuje się Lux in Tenebris. A komiks ten wychodzi nie tylko całkiem strawnie i pożywnie. Praca Zajączkowskiego i Czajkowskiego jest naprawdę smakowita. Wciągnąłem ten komiks jak pierwszego pączka w tłusty czwartek. Lux in Tenebris dostarcza całkiem sporej ilości rozrywki i to podanej w dość klasyczny sposób. To opowieści, które można by było wspaniale snuć przy dymie z ogniska w środku kniei pełnych zwierząt i pradawnych duchów, przełożone na język ramek i dymków.

Te wrażenia związane z Domanem chyba nie wzięły się znikąd. Autorzy bardzo sprawnie poruszają się po wczesnośredniowiecznych realiach, nie zapominając też, aby historia pozostała wciągająca i przyjemna. Dość powiedzieć, że wydawnictwo Kurc wraz z Vinci: Złodziej Twarzy udanie zainicjowało nową serię – Genesis, która obok Widoku na nieznane zapowiada się bardzo, ale to bardzo smakowicie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kurc.

Lux in Tenebris Kurc

Polecamy do lektury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *