Błękitna księga jest częścią większej serii opowieści traktujących o zjawiskach paranormalnych – True wierd. Czytając tę serię, miałem wrażenie, że czytam komiks detektywistyczny, mocno kojarzący mi się z Trylogią nowojorską. Wynikało to chyba głównie z klimatu, ponieważ same rysunki nie miały ze sobą wiele wspólnego. Ostatnio tego typu zabiegi graficzne widzieliśmy w Naturalnej komedii autorstwa Ulli Donner, recenzowanej również na naszych stronach.
Twórcy nie skupiają się na tym, czy zjawiska paranormalne – w tym przypadku konkretnie UFO – są faktem naturalnym, czy to faktycznie przybysze z kosmosu, czy też jest to rodzaj masowej histerii spowodowanej plotkami albo tajne projekty, które próbowano tuszować. Autor zdaje się zupełnie nie stawiać kropki nad żadną z tych teorii i dzięki temu pozostawia pole manewru dla czytelnika. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że każda z interpretacji ma swoje miejsce w ramach tej długiej historii – jak to zwykle bywa, w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy.
Kto z nas nie miał zajawki na tematykę paranormal? No może nie każdy ale o ówczesnej popularności tych zjawisk świadczył fakt, jak wiele mieliśmy pod ręką materiałów. Na pewno kojarzycie czasopismo Faktor X czy emitowany program Nie do wiary.

Inspektor Kot, Inspektor Pierzchała
Sama Błękitna księga to nazwa projektu, a zarazem operacji wojskowej – jednego z trzech wymienionych w komiksie – mających na celu radzenie sobie z takimi doniesieniami. Skupiały się one nie tyle na samych obcych, co na reakcjach na napływające zgłoszenia. Jedne miały badać sprawę szczegółowo, inne z założenia zaprzeczać i szukać naturalnych wyjaśnień, niewkraczających w temat pozaziemskich cywilizacji.
Komiks rozpoczyna się od bardzo znanego współcześnie motywu – chociaż tutaj jest to pierwsza tego typu rzecz, która została zaraportowana i szeroko udokumentowana. Otóż pojawia się motyw nocnej podróży przez leśne tereny USA, podczas której w pewnym momencie małżeństwo doświadcza utraty czasu.
Małżeństwo zgłosiło sprawę “wyżej”, i docleowo trafiło do Sił Powietrznych. Następnie narracja komiksu dzieli się na dwa tory: z jednej strony śledzimy małżeństwo, które kieruje się na zabiegi hipnoterapeutyczne, z drugiej wojskowych dokonujących szczegółowych wywiadów i śledztwa.
I tak cała historia prowadzi nas przez poszczególne wydarzenia, wskazując m.in., skąd prawdopodobnie wzięła się legenda o Facetach w Czerni – reprezentowanych tu przez wojskowych śledczych, takich jak major Paul W. Henderson z bazy Pease AFB, którzy prowadzili przesłuchania i zbierali materiały do raportu.
W pewnym momencie nasza historia zdaje się skłaniać ku tezie, że mamy do czynienia z jednym wielkim hoaxem. Oczywiście sprawa nie jest, aż tak prosta, ale narracja zdaje się kłaść mocniejszy nacisk na proste wyjaśnienie zaobserwowanych zdarzeń. W pewnym momencie mamy cameo Carl Sagana.

I want to believe (your story)
O ile mój nabyty z wiekiem cynizm podpowiada, że to oczywiście przesadzone interpretacje zmęczonych ludzi widzących w pełni naturalne obiekty, o tyle – niespecjalnie naciągając rzeczywistość – możemy stwierdzić, że teza o rządowym tuszowaniu faktów wcale nie brzmi szalenie. Biorąc pod uwagę współczesne realia, gdzie prościej bywa wywołać wojnę, niż ujawnić niewygodne dokumenty wpływowych zwyrowli. Nietrudno uwierzyć, że ktoś wolałby zamieść sprawę pod dywan.
Z kolejnej zaś strony dokument przedstawia niezwykle ciekawy mechanizm: jak inaczej władze miały zareagować na rodzącą się zbiorową histerię? Trzeba spokojnie tłumaczyć. A w momencie, kiedy zaczynamy tłumaczyć z założeniem, że mamy do czynienia z histerią tłumu, skupiamy się wyłącznie na racjonalizacjach i z góry przestaje nas interesować, czy dane doniesienie faktycznie ma ręce i nogi. Wystarczy spojrzeć na jakąkolwiek sytuację, gdzie panika bierze górę i nagle wszyscy stają się naocznymi świadkami podobnych zjawisk. To zjawisko naskroś ludzkie: gdy czegoś nie rozumiemy, zaczynamy się bać. Pytanie tylko, czy faktycznie jest co rozumieć i czy jest się czego bać.
Poza tym wszyscy wiemy jak było – Naziści kierowani przez szaraków uciekli do bazy we wnętrzu księżyca. Niestety nie znajdziemy tych „faktów” w Błękitnej księdze. Nie znajdziemy ani twarzy na marsie, ani pilota statku w azteckich rycinach. Znajdziemy za to rzeczowo przedstawioną historię nie upiękrzającą wydarzeń przez domysły.
Autorzy wykonali kawał znakomitej roboty i nie sposób nie patrzeć na tę historię sentymentalnie – przez pryzmat Z Archiwum X i wszelkich tego typu opowieści, które osobiście zawsze uwielbiałem.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Nagle!
