Księżyc za nami podąża – recenzja komiksu

Nie zapomnij do nas zajrzeć – > Facebook Logo Instagram Logo Spotify Logo

Najpierw powiedzmy, z czym mamy do czynienia. Z okładkowej polecajki wiemy, że chodzi o rodziców walczących o córkę, która zapadła na tajemniczą chorobę. Spójrzmy jednak na okładkę i pierwsze strony. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że mamy tutaj ekipę rodem z Jamesa Gunna – głównie przez ropuchę. Ropuch wygląda jak miks Fury’ego i Thora po klątwie Lokiego, jest wyposażona w snajperkę strącającą helikoptery (ach, misja w Prypeciu Modern Warfare CoD4 ). Tego typu stwór, jak się szybko okazuje, jest najnormalniejszym elementem tego komiksu. Poziom abstrakcji i odjechanych pomysłów jakie pokazują twórcy, zaskakuje bardzo pozytywnie. Świetnie przedstawiają nielogiczność (a może nielogiczną spójność) świata snów i siłę dziecięcej wyobraźni.

Incepcja

Znając Daniela Warrena Johnson z Murder Falcon (który pozornie był walką z kaiju, a chodziło o akceptację choroby, ale bez kapitulacji), założyłem, że tutaj będzie podobnie. Od kiedy okazało się, że chodzi o ratowanie córki i że istnieje równolegle nasza normalna rzeczywistość, byłem pewien, że komiks przedstawia zmagania z chorobą. Poniekąd tak faktycznie jest, ale nie pasuje to w pełni. Może chodzi bardziej o to, co przechodzą jej rodzice. Walka z chorobą bliskiej osoby, a walka z własną chorobą to dość różne rzeczy. Co prawda nadzieja umiera ostatnia, ale żniwa, jakie zbiera, są czasem duże. Wytrwanie w walce zabiera lata z życia.

Nasi bohaterowie znajdują się w świecie snów córki za pośrednictwem pewnego starca – Tasha. Tash spotyka ich w szpitalu, gdzie lekarze nie mieli żadnego pomysłu, jak działać… Tymczasem ten nietypowy „Jakub Wędrowycz” przyleciał do nich zaczepiony pod sowami (co swoją drogą jest pewnie najcichszym środkiem transportu). Stąd w poszukiwaniu przenośni skierowałem się w stronę pseudo–terapii medycyny alternatywnej, ale to wciąż nie było to.

W świecie snów bohaterowie walczą z Kaskadą, czyli z hordą stworów kierowanych przez dwie tajemnicze postacie. Jak się później okazuje, są to głęboko ukrywane traumy. Przy ujawnieniu ich tożsamości opadły mi ręce i szczęka. Mocnych motywów, twórcy nie żałowali. Kaskada w medycynie jest używana w kontekście przepisywania licznych leków. Może więc chodzi o “medycynę” alternatywną ale w ujęciu pozytywnym. Może cała ta historia jest interpretacją w wyobraźni dziecka na to, co się dzieje wokół niej, włączając w to chorobę swoją, osoby bliskiej i całą otoczkę.

I tak byście nie zrozumieli

Kojarzycie, jak na końcu Jokera z Łakinem Feniksem okazuje się, że wszystko co obejrzeliście, było żartem w wyobraźni zaburzonego klauna? Miałem tu podobne wrażenie, jednak czytając Księżyc za nami podąża, bawiłem się świetnie. Mniejsza o to, co autor miał dokładnie na myśli. Nie szukając drugiego dna, zabawa jest przednia. Warren przekręcony na jedenaście w skali do dziesięciu.

Styl graficzny jest idealny do tematyki sennych wyobrażeń. Generalnie jestem fanem takiej kreski, która niby pokazuje wszystko, a jednak ma w sobie elementy rozmycia, pozwalający na uzupełnienie szczegółów we własnej wyobraźni. Tego typu kreska przypomniała mi Telemetrię Łukasza Obłażewicza. Styl jaki prezentuje Riley Rossmo jest trochę podobny do Warrena, ale jednak zauważalnie inny. Przynajmniej tak mi się wydaje, że byłem w stanie wyłapać, które kadry były autorstwa scenarzysty.

Generalnie zabawa przednia przez dziwaczne pomysły, typu tarcza z niezniszczalnego fotelika samochodowego albo rekin na kiju, jako halabarda doskonała. Zresztą, jako fan filmów klasy D z rekinami, zatwierdzam.

za plik recenzencki dziękujemy wydawnictwu Nagle!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *