Nie zapomnij do nas zajrzeć – >
![]()
Ludzie dzielą się na tych, którzy są fanami Misia Zbysia i tych którzy go nie czytali. Sam zaliczam się oczywiście do grupy pierwszej, co potwierdza flex na fotce okładkowej. Moim pierwszym komiksem tej serii była trzecia część (kosmiczna). Ponieważ sci-fi jest mi bliskie to doceniłem eatser eggi i oprócz samej historii można dodawać coś od siebie wyjaśniając maluchom te odniesienia.
Recenzja „Gdy Cię wita kosmita, a rakieta rozbita” będzie stronnicza. Nie ma co ukrywać – to jakby jeść czekoladę i udawać, że nie jest słodka.

Śmiało dążyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden detektyw
Forma jaką widzimy obecnie, ewoluowała od pierwszych tytułów serii. Obecna konstrukcja właściwie zawsze zawiera kilka ciekawych elementów.
Znajdźki – które dziecko nie lubi poszukiwania ukrytego przedmiotu lub odnajdywania zwierzątek. W Misiu Zbysiu jest taka możliwość na dwustronicowej planszy wypełnionej szczegółowymi elementami. Pozostałe kadry są różne ale w większości zawierają coś ciekawego.
Wskazówki – jakiś szczegół, który można było wychwycić lub mapa, którą należy podążać.
Łamanie czwartej ściany – świetna sprawa, która w połączeniu z poprzednim elementem rozszerza komiks praktycznie do interaktywnej formy.
Eastereggi – odniesienia do innych utworów i ogólnie popkultury powiązanej tematycznie z komiksem.
Miś Zbyś miał już przygody kosmiczne, pirackie, odkrywczo-podróżnicze, z dinozaurami oraz zamkowymi strachami. Oczywiście powyższe jest moją nieobiektywną opinią, ale na szczęście potwierdzają ją niezależni konsultanci lat 7 i 10.

Live long and prosper
Co ciekawe, Miś Zbyś na również walor edukacyjny. Jak mówią w samym komiksie nie wiadomo co wyjdzie z połączenia scenariusza z rysunkami. I tak mam wrażenie, że czasem wiedza zoologiczna rysownika Piotra Nowackiego (aka Jaszczu) przenika do scenariusza Macieja Jasińskiego. Stąd np. wiem, że są podobieństwa między borsukami a tchórzami. Z drugiej strony bohaterowie w tej części mogą oddychać na Marsie więc trzeba oddzielać ziarna od plew. Twórcy, mam wrażenie, są już dość znani, zarówno ze wspólnych prac jak i oddzielnych, np. „Krasnolud Nap” Jasińskiego lub „Co się stao” Nowackiego. Panowie nie żałują również ukłonów w stronę polskich mistrzów – Tadeusza Baranowskiego spotkamy m.in. w rymowanych tytułach w jego specyficznym stylu.
Styl Nowackiego jest jest świetny przy takich historiach. Co prawda adaptacji life action na tej podstawie bym się nie spodziewał bo powstanie coś równie strasznego jak realistyczna świnka peppa. W tej części znajdziemy również reklamę serii powiązanej – “Poczytaj mi Borsuku Mruku”. Wydało mi się to trochę na siłę ale jak mówią w Antyradio “autopromocja nie hańbi”. Bardzo cieszy przyjęty sposób zapowiedzi kolejnych części na końcu każdego zeszytu i obu nie było ich końca. Każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej. Może kiedyś powstanie, proponowana przeze mnie gdzieś w komentarzach, seria “po latach” – takie “Miś Zbyś returns”, gdzie Mruk będzie Robinem.
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu.
