Black Legend – recenzja XO/XSX

Ostry cień mgły

Fabuła gry Black Legend jest ponura. Miasto Grant spowiła mgła, wywołana działaniami złowrogiego Mephisto. Spowodowała ono szaleństwo mieszkańców. Część z nich pod wpływem mgły zmarła, część poukrywała w domach. Jeszcze inni stali się fanatycznymi wyznawcami Mephisto nie wahającymi się przed zabiciem każdego, który nie dał się przekabacić sekcie. Władze miasta, a właściwie to co z nich pozostało, wystosowuje apel do najemników, łowców głów i buntowników: Uratujcie Grant od zguby, a darujemy wam winy! 

Jednym z takich śmiałków jesteś Ty drogi graczu. Nim przekroczysz bramy miasta możesz spersonalizować swoją postać w prostym edytorze, bądź zdecydować się na losowy dobór wyglądu avatara. Kreator postaci zawiera dość standardowe rzeczy do wyboru: Płeć, wygląd twarzy, styl fryzury, zarostu oraz ich kolor. 

Opuszczone miasto

Heros gotowy? Zatem jesteś gotowy do wkroczenia do Grant. Pierwszą osobą jaką spotykasz jest Maarten: Członek lokalnej gildii handlowej, który wprowadza cię w podstawy gry i uczy podstawowych rzeczy, niezbędnych do dostania się do gildii, jak i do późniejszego ukończenia gry.

Siedziba gildii to swoisty hub wypadowy Black Legend: Tutaj będziesz otrzymywać kolejne zadania do wykonania, wybierzesz trzech członków drużyny, czy pohandlujesz bronią oraz artefaktami.

Rozgrywka w Black Legend dzieli się na dwie zasadnicze części: Pierwsza z nich to eksploracja miasta, widziana zza pleców bohatera. Aktywności w tej części nie ma zbyt wiele, ot przemieszczasz się z miejsca otrzymania zadania do miejsca jego wykonania. Potem zazwyczaj trzeba jeszcze wrócić. Backtrackingu niestety jest bardzo dużo, choć dzięki otwieranym kolejnym bramom można spacer nieco skrócić z postępem. Zadania to typowe “przynieś, podaj, pozamiataj”, tylko w coraz dalsze dzielnice miasta. W czasie błądzenia po Grant warto zaglądać w różne zakątki, gdyż można w nich znaleźć skrzynie, skrywające bronie, zbroje czy różne skarby pomocne w rozgrywce.

Black Legend to średniowieczne szachy

Część druga gry to walki z kultystami, ci zawsze ustawieni są w tych samych miejscach mapy, tylko w różnych kombinacjach i ilościach. Gdy wejdziesz w pole widzenia wroga gra przechodzi w tryb walki. Przed jej rozpoczęciem możesz ustawić członków drużyny w ograniczonym zakresie na planszy, po czym rozpoczynasz bitwę. Ta rozgrywa się w turach, masz do dyspozycji ograniczoną ilość punktów ruchu i akcji. Jak nazwy wskazują za te pierwsze przemieszczasz postać po “szachownicy”, drugie zużywasz na atak. Atakować można z dystansu np. kuszą bądź muszkietem, albo w zwarciu bronią białą.

Przeciwników dobrze flankować czy wręcz zachodzić od tyłu, gdyż takie ataki mają zwiększoną moc. Ponadto każda klasa, z dość sporej ich ilości posiada dodatkowe ataki, oparte na teorii humoralnej, które potęgują efekty ataków.
Ponad czynności wynikające z punktów akcji, każdy z członków ekipy może jednorazowo skorzystać z umieszczonych w dodatkowych slotach np. granatów, substancji leczniczych, czy takich, które zdejmą z nas efekty humoralnych ataków przeciwnika. 

Pomimo, że w czasie walki można się wspinać na skrzynie, nie zauważyłem, żeby przewaga wysokości nad wrogiem miała jakiekolwiek znaczenie. Brakuje mi też możliwości przełączania między członkami drużyny. Kolejność ruchu postaci jest ustalona odgórnie i nie mamy na nią wpływu.

Sama walka jest dość wymagająca, nawet na średnim poziomie trudności stanowi nie lada wyzwanie. Samych poziomów są trzy podstawowe i jeden, w którym samemu można wybrać parametry. Na najniższym poziomie po każdej walce zdrowie naszej drużyny automatycznie się odnawia. Na średnim już musimy zadbać o nie nie tylko w czasie bitki z wyznawcami sekty.

Black Legend – Brudno, szaro i nijako

Pomimo pozornie dużej ilości ustawień, klas postaci czy broni Black Legend nie zachwyca. Graficznie prezentuje się biednie, spowite mgłą Grant jest szare i bure. Przechodząc między dzielnicami wyraźnie widać dogrywanie tekstur. W trakcie walk dodatkowo nie pomaga kamera, którą co prawda można dowolnie obracać i zoomować, ale i tak ustawia się zawsze tak, żeby pole gry zasłoniły gałęzie, skrzynie czy miejskie zabudowania. Walki są bardzo schematyczne, nie ciekawe i po prostu nużące.
Interfejs jest trudny w obsłudze, dziwnie skonfigurowany i zwyczajnie nieczytelny. O udźwiękowieniu nawet nie ma się co rozpisywać, można powiedzieć, że po prostu jest.

Bardzo bym chciał, ale niestety nie jestem w stanie zarekomendować strategii od Warcave. Mimo ciekawych realiów, w końcu ile znacie gier dziejących się w realiach średniowiecznej Europy, gra jest nieładna, nużąca i niedopracowana.
Można nad nią pomyśleć gdy skoczy do gamepass bądź będzie w przecenie, póki co chętnym na turowe walki polecam powrót do serii X-com. Wyjdzie to Wam zdecydowanie na lepsze.

Plusy

  • Ciekawe realia
  • Kilka ciekawych patentów na walkę
  • Dużo klas postaci 
  • Duży wybór broni

Minusy

  • Szarobura, brzydka oprawa
  • Sztampowa fabuła
  • Irytujący, nieczytelny interfejs
  • Nużąca, nieciekawa walka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *