Terminator

Terminator – filmowe retro wspominki

Jakiś czas temu opisałem Wam wspomnienia dotyczące filmu “Komando” z amerykańskim kulturystą austriackiego pochodzenia. Dziś pora na kolejny film z jego udziałem, chyba najważniejszy w jego karierze. Mam tutaj na myśli jeden z najlepszych filmów science-fiction tamtej dekady – Terminator.

Ale od początku. Wszystko zaczyna się w roku 1983, kiedy pewien zwariowany twórca efektów specjalnych a zarazem początkujący reżyser ze skłonnościami do nadmiernej gestykulacji (James Cameron, ten to się namacha 😉 ) spotyka pewnego austriackiego kulturystę (Arni Schwarzenegger). Jak pokaże historia będzie to jedna z najbardziej płodnych znajomości w fabryce snów.

Przyszłość bez happy endu

Jest rok 2029, trwa wojna ludzi z maszynami dowodzonymi przez SkyNet – automatyczny i super inteligentny system obronny USA. Superkomputer uznając człowieka za zagrożenie własnej egzystencji dąży do naszej całkowitej eksterminacji. W wyniku zastosowania broni nuklearnej ginie większość ludzkiej populacji. Ci, którzy przetrwali jako Ruch Oporu walczą  z przeważającymi liczebnie i bardziej zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem w ruinach dawnych metropolii.

Terminator

Ostatnią szansą dla rodzaju ludzkiego jest charyzmatyczny przywódca rebeliantów, John Connor. Obawiając się go, SkyNet dzięki maszynie czasu wysyła do roku 1984 nowy model Terminatora, T-800, aby zabił matkę nienarodzonego jeszcze Connora – Sarę. W ślad za nim Ruch Oporu wysyła swojego żołnierza, Kyle’a, aby ją ochraniał.

Mimo że główną oś konfliktu stanowi wojna ludzi z maszynami rozgrywająca się w przyszłości, to jednak cały film rozgrywa się w naszych, współczesnych czasach. Jest to dość sprytny zabieg mający na celu zaoszczędzenie na scenografii jak i efektach specjalnych, gdyż budżet na film dość hojny nie był, raptem 6,5 mln $.

Myślisz Terminator- mówisz Arnold

Nie ma co do tego wątpliwości: Arnold Schwarzenegger urodził się, by zagrać w Terminatorze. Jego postura, wygląd, oszczędna mimika wręcz idealnie pasuje do cyborga mordującego ludzi. 

Początkowo Arni miał grać rolę Kyle’a, lecz to właśnie jego masywny wygląd i nietypowe rysy zaważyły, że Cameron zmienił plany i osadził go w roli Terminatora.
I w sumie bardzo dobrze, bo dziś ciężko wyobrazić sobie rolę Terminatora z innym aktorem. 

Chociaż lista dialogową Arnolda zawierała całe 17 linijek tekstu, to reżyser z dźwiękowcem i montażystą mieli nie lada orzech do zgryzienia. A to z racji dość charakterystycznego akcentu aktora (który pozostał mu do dziś). Mimo to jego okaleczone wypowiedzane  “I’ll be back” stanie się kultowe i będzie znakiem rozpoznawczym filmu, jak i samego aktora.

Cameron – człowiek wizjoner

Cameron nie tylko zasiadł za kamerą, ale także napisał scenariusz, który lekko mu podrasowała ówczesna narzeczona Gale Anne Hurd. Dobre ujęcia, odpowiedni montaż kamuflujący niedoskonałości z jakimi się borykali w tamtych czasach z efektami specjalnymi powodują, że film naprawdę chce się oglądać! A pro po efektów specjalnych. Scena cyborga kroczącego z szalejących płomieni palącego się paliwa rozwalonej cysterny jak na tamte lata robiła na mnie, jako dzieciaka ogromne wrażenie. Nie mniejsze niż sterowana głowa T-800 naprawiająca sobie oko 😉

Jednak dla mnie najbardziej imponującym efektem specjalnym jest chyba jednak sam Schwarzenegger. Ubrany od stóp do głów w podstawową czerń i uzbrojony po zęby w najnowocześniejszą broń z wykonaniem głównego celu bez względu na wszystko ten typ półrobota -półczłowieka objawia się jako istne wcielenie zła. Jego obecność w filmie powoduje wręcz bardzo namacalne poczucie zagrożenia. Pewnie dlatego polski tytuł tego filmu został przetłumaczony na “Elektroniczny Morderca” 😉

Schwarzenegger ma godnego przeciwnika w postaci Michaela Biehna grającego Kyle’a Reesa, który mimo słabszej pozycji jest oddany swojej sprawie. Młoda początkująca aktorka Linda Hamilton odgrywającą Sarę Connor także wykazuje mega klasę, pomimo początkowych problemów emocjonalnych. Po filmie kariera Lindy nabiera tempa i zostaje zauważona w Hollywood. Ale nie oszukujmy się, to cały film Arnolda.

Terminator

Nie wspomniałem o muzyce, a to przecież nieodzowny element każdego filmu. Ścieżkę skomponował mało znany wówczas kompozytor Brad Fiedel. Stworzył on bardzo specyficzne i minimalistyczne brzmienie, oparte na elektronicznych syntezatorach, które w 11 utworach nadają ciężkiego, mrocznego klimatu. Jednak to motyw przewodni stał się wręcz hitem na tamte czasy. I będzie tak samo znakiem rozpoznawczym całej serii filmów o Terminatorze jak aktor Arnold 😉

Niedościgniony wzór filmowy tamtych czasów

Film stał się szalenie popularny. Zarobił dziesiątki milionów dolarów, zebrał wiele nagród Saturn m.in. za najlepszy film si-fi, scenariusz, reżyserię, muzykę, aktora i aktorkę. Arnold jeszcze bardziej stał się rozpoznawalnym aktorem i dzięki tej roli wpisał się na stałe w historii kinematografii.
Wspomniany duet Cameron-Schwarzenegger jeszcze nie raz da pokaz swoich możliwości, ale to na inny wpis 😉

Czy ten film się zestarzał? Pod względem efektów specjalnych w jakimś stopniu tak. Nie ta technika, nie ta szkoła jaką dziś stosują (głównie CGI). Jednak mimo ponad 35 lat ten film jest w dalszym ciągu niedoścignionym wzorem kina akcji, thrillera skąpanego dobrym sosie si-fi. I warto takie arcydzieło sobie przypomnieć od czasu do czasu, do czego Was gorąco zachęcam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *