Darksiders III

Darksiders III – recenzja Xbox One

Muszę przyznać, że z cyklem Darksiders jestem od samego początku. Dwie pierwsze części ograłem jeszcze na Xboksie 360 i seria mocno mi podpasowała. Historia czterech jeźdźców apokalipsy, zdradzonych i wykorzystanych w nieczystych rozgrywkach wciągnęła mnie na tyle, że obskoczyłem większość zakamarków w obu częściach, pozbierałem pierdyliard znajdziek i zatłukłem kilka razy więcej wrogów. Oczywiście Darksiders III wyczekiwałem z zapartym tchem.

Wieści na temat kolejnej części Darksidersów nie przychodziły, zamiast tego, nadeszły o wiele mniej przyjemne. Wydawca i właściciel praw do marki – THQ znalazło się w poważnych tarapatach i ostatecznie się rozpadło, pozostawiając fanów serii z poczuciem rozczarowania. Na szczęście wszystko dla marki zakończyło się dobrze i po sześciu latach oczekiwania ukazała się część trzecia.

Darksiders III

Pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenia nie są najlepsze. Pierwszy rzut oka sugeruje, że jest to tytuł delikatnie mówiąc mocno oldschoolowy. Grafika jest niestety trochę niskich lotów. Nawet na rok 2018 to takie kanciastości postaci niespecjalnie powinny się pojawić. Należy sobie to otwarcie powiedzieć – gra nie zadowoli miłośników graficznych ekscesów, ani technologicznych purystów. Jest wykonana poprawnie, trzyma swój klimat, ale jednocześnie Darksiders III robi wrażenie nieco sztampowego i mocno osadzonego w świecie wydawniczym AD 2010.

I choć dla wielu osób będą to zarzuty nie do przejścia, to Gunfire Games nie mogło zrobić mi większej frajdy, wydając Darksiders III właśnie w taki sposób. Gra nie sili się na udziwnienia czy wplatane na siłę urozmaicenia serii, jak niektóre tytuły (Gears 5 patrzę na Ciebie). Darksiders III oferuje wszystko to co najlepsze w serii, opatrzone w (jednak) nowszą oprawę. W zamian dostajemy tu wszystko to, co najlepsze w Darksidersach – platformowe wyzwania, poszukiwania znajdziek, odblokowywanie mocy, bossów i soczysty, choć nieco sztywny system walki.

Uczciwie uprzedzam, że system walki to nadal nie jest ani Devil May Cry, ani też Ninja Gaiden. Walka jest soczysta, choć nadal bohaterce brakuje nieco gibkości, sprężystości i takiego poczucia, że ciosy robią wrogom krzywdę. Uderzenia nie wchodzą tak mięsiście, a liczba kombosów jest dość ograniczona. Furia jest nieco powolna i jej ruchy nie są tak elastyczne jak choćby Ruy Hayabusy, ale w przeciwieństwie do Ninja Gaiden walka nie stanowi osi zabawy. Jest bardzo istotnym elementem, ale jest również jednym ze składowych rozgrywki w Darksiders III, a rozwój postaci, rozbudowa broni i poznawanie nowych technik są wystarczająco satysfakcjonujące.

Darksiders III

Oldschoolowe Darksiders III

Mechanika gry jest zadziwiająco oldschoolowa i przypomina nieco Dark Souls – gdy utkniemy na którymś z etapów tracimy uzbierane dusze (walutę) i aby je odzyskać, musimy tam dotrzeć od ostatniego punktu kontrolnego. Powtórki powodują, że nabywamy umiejętności w zręcznym operowaniu padem oraz “pakujemy” postać. Zbieramy nowe dusze, które pozwolą nam zakupić punkty doświadczenia, rozdysponowujemy pomiędzy trzy cechy – zdrowie, siłę oraz moc magiczną. Za każdym razem zatem Furia jest odrobinę silniejsza i przy którymś podejściu wróg sprawiający nam kłopot w końcu ulegnie.

Bossowie to sprawa na osobny akapit. Furia ma za zadanie pokonać personalizację siedmiu grzechów głównych, które pomimo różnych postaci i charakterów w systemie walki są do siebie bardzo zbliżone. Może nie należą do pierwszej ligi pod względem trudności, ale pokonanie takiego drania sprawiało mi niesamowitą przyjemność. To można oczywiście wrzucić do worka z napisem “wady”, jednakowoż w Darksiders III walka z bossem potrafi napsuć krwi, a zwycięstwo sprawia sporo satysfakcji. A właśnie w tym celu przecież umieszcza się drani na końcach etapów, czyż nie?

Gra nie jest olbrzymich rozmiarów, jest raczej średnia i bardzo mi to odpowiadało. Dysponując małą ilością czasu, pozwalającą mi raczej na krótsze posiedzenia doceniam brak konieczności wbijania kilkuset godzin po to, aby wyczyścić mapę albo odblokować jedyne prawilne zakończenie. Gra jest wystarczająco długa, zadania i zagadki wystarczająco wciągające by przykuć na dłużej i powbijać dużą ilość osiągnięć. Dzięki swojej średnich rozmiarów konstrukcji pozwoliła mi na w miarę przyjemne ogranie i całkiem porządną wkrętkę w stosunkowo niewielkim czasie, którym dysponowałem. Te kilkadziesiąt godzin z Darksiders III były wystarczająco satysfakcjonujące.

Darksiders III

Słowo na koniec

Jeżeli przyjmiemy do wiadomości, że trzecia część Darksiders to gra osadzona mentalnie przed dziesięcioma laty i jesteśmy gotowi wybaczyć kilka rachitycznych rozwiązań, to możemy się przy tym tytule naprawdę dobrze bawić. Osobiście chyba zatrzymałem się w czasie, bo za Dark Soulsami nie przepadam, a Darksiders III dostarczyło mi sporej dawki satysfakcji. Widać, że gra, której większość zarzuca, że zatrzymała stoi w miejscu, w którym stała poprzedniczka, została skonstruowana jakby specjalnie dla mnie. Pomimo swojej brzydoty to kocham klimat Darksidersów, lubię puszczać bicz Furii w tan i wbijać nim kombosy. Lubię wdeptywać w ziemię bossów i ich pomagierów. Lubię tą grę za to, że nie jest wykalkulowana na nic innego niż rozrywkę, a jeśli jest to ja tego nie daje po sobie poznać. Spędziłem z trzecią częścią (tak jak z poprzedniczkami) Darksiders bardzo miłe chwile i znów czekam na możliwość ogrania kolejnych części.

Darksiders III
Darksiders III Furia
Darksiders III
Darksiders III Furia
Darksiders III
Darksiders III Furia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *