Deliver Us the Moon – Recenzja Xbox One

W 2030 roku, na skutek agresywnej eksploatacji źródeł energii, Ziemia zaczęła zmieniać się z błękitnej planety w suchą skałę. Elektrownie przestały zaspokajać ciągle rosnące potrzeby Ziemian. Zaczęto śmielej spoglądać w kosmos, na księżycu odkryto pierwiastek Hel-3, by móc go wydobywać, wybudowano kolonię, elektrownię oraz gigantyczne przekaźniki nazywane MPT, by koniec końców przesłać za ich pomocą energię na rodzimą planetę.
Wszystko szło wg założonych planów, aż nagle w 2054 roku „światła zgasły”, przekaźniki przestały transmitować energię, a kontakt z kolonistami się urwał. Zarządzająca kolonią Międzynarodowa Agencja kosmiczna z powodu kryzysu zostaje rozwiązana, a planeta pozostawiona sama sobie, pogrąża się w chaosie.

Mimo powyższych, grupa naukowców i inżynierów z ziemskiej bazy nie ustaje w dążeniu do wyjaśnienia co stało się na Księżycu, oraz przywróceniu Ziemi,, zasilania”. Po pięciu latach od incydentu, udaje się przygotować do lotu kosmiczny pojazd, i tu właśnie pojawia się gracz.
Jako astronauta misji o nazwie „Fortuna,” mamy za zadanie udać się na powierzchnię naszego satelity i przywrócić prąd oraz spróbować odkryć, co doprowadziło do wyludnienia kolonii.

“Deliver Us the Moon” jest przedstawicielem gatunku „symulator chodzenia”, zdecydowaną większość czasu spędzimy, błądząc po księżycowej stacji, czytając dzienniki pracowników stacji przesyłowej, słuchając audiologów, aż w końcu oglądając holograficzne wspomnienia zapisane w pamięci drona APE. 
Pomiędzy jednym a drugim „Holofilmem” przemierzamy kolejne poziomy opuszczonej bazy, raz po raz rozwiązując proste zagadki środowiskowe, by pchnąć historię dalej. Poza błądzeniem po ciasnych pomieszczeniach, będzie nam również dane wyjechać łazikiem w otwarty księżycowy teren. Sytuację najczęściej obserwujemy zza pleców protagonisty, ale w pewnych momentach przyjdzie nam działać z wnętrza hełmu, a także z „oka” towarzyszącego nam drona, by np dotrzeć do niedostępnego dla człowieka miejsca.

„Deliver Us the Moon” posiada też kilka etapów zręcznościowych, które mi osobiście psuły nieco nerwów oraz ogólny odbiór produkcji.
Produkcji, która posiada genialny klimat, który sprawia, że, choć nie spotkamy tu hordy zombie czy wyskakujących znienacka nieprzyjemności, czujemy ten stan niepewności przez całą rozgrywkę, i który nie pozwala odłożyć pada, dopóki nie dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się wysoko nad Ziemią. Zajmie to nam około trzech do czterech godzin, więc wrażenie znudzenia tą grą nie wystąpi.

Graficznie jest bardzo dobrze, silnik Unreal został wykorzystany tak jak powinien. Baza księżycowa, sam Księżyc prezentują się świetnie. Wrażenie robią glitche graficzne, pojawiające się gdy zaczyna brakować tlenu, bądź gdy odlatujemy dronem poza zasięg. Zdarzają się drobne błędy z pracą kamery, ale nie są na tyle duże, by odbierały przyjemność z gry.
Muzyka idealnie dopełnią grafikę, spokojna i budująca niepokój, głosy są podłożone dobrze, nie można powiedzieć, że zostały nagrane od niechcenia.

Jeśli nieobce są wam samotne wędrówki i lubicie kosmiczne thrillery, „Deliver Us the Moon” mogą zdecydowanie polecić. Zwłaszcza, że gra dostępna jest w Game Pass, więc jeśli jesteście subskrybentami tej usługi, nie macie się nawet nad czym zastanawiać i dać tej produkcji szansę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *