Conker: Live and reloaded – recenzja Xbox

Rare – dość długowieczna firma jak na branżę gier video (założona w 1982 roku), chwile największej sławy przeżywała co prawda za czasów, gdy królowało 8 bitów, ale będąc w bliskim związku z Nintendo szturmem zawojowała również epokę 16 bitów za sprawą “Donkey Kong Country” oraz przygotowała tytuły dla kolejnej generacji wielkiego N.

Gry dla Nintendo 64, postrzeganej jako zabawki przyjaznej dla całych rodzin, były przeważnie bajecznie kolorowe, grzeczne i odpowiednie również dla najmłodszych członków familii. I słowo “przeważnie” jest tu kluczem.

Dziś chciałbym przypomnieć produkcję, która owszem, jest bajecznie kolorowa i zdecydowanie w stylu Rare – ale równie zdecydowanie dzieciom bym jej nie polecił.

“Conker’s bad fury day”.

Niestety nie miałem przyjemności zagrać w oryginalnego Conkera na N64, a dopiero w remaster na późniejszej generacji, ale bawiłem się przy nim świetnie.

 

Historia opowiada o jegomościu imieniem Conker, który jest śliczną włochatą wiewiórką, idealnie pasującą na maskotkę dla dziecka. Jest też fanem imprez i napojów wyskokowych. Poznajemy go po zakrapianej nocy, kiedy obudził się z mega kacem, nie wiadomo gdzie, ani jak daleko od domu. Naszym zadaniem jest pomóc mu wrócić na swój kwadrat. Przy okazji omijając sługusów złego króla, któremu nasz bohater przypasował jako idealny zamiennik do złamanej nogi stołu.

“Conker” technicznie jest typową platformówką – skaczemy po półkach, skrzynkach, głowach przeciwników – czasem im przyłożymy patelnią czy maczugą, biegamy z punktu A do punktu B, kończymy level bossem i lecimy do kolejnego poziomu. Brzmi może łatwo, ale w praktyce jest nieco ciężej. Gra, jak przystało na produkcję od Rare, nie jest samograjem i miejscami trzeba się nieźle natrudzić i nagimnastykować palce na gamepadzie.

To co wyróżnia grę to otoczka, szczególnie barowy humor. W jakich innych produkcjach macie okazję pomóc panu pszczole zapylić panią słonecznik z wielkimi… kwiatkami, czy walczyć ze śpiewającą operę wielką kupą? A takich ciekawostek jest tu zdecydowanie więcej. Już sam początek i samouczek, który prowadzi pijany strach na wróble uświadamia, że “coś jest nie tak”.
Poszukując drogi do domu można się natknąć na wiele takich ciekawych postaci i odegrać odegracie kultowe sceny ze znanych filmów. Wszystko oczywiście podlane kolorowym sosem mniejszej czy większej parodii.

Produkcja Rare na pierwszą konsolę Microsoftu nie zestarzała się zbyt źle – z przyjemnością ogrywałem ją na Xbox One, bawiąc się równie dobrze, jak u kumpla na 21” kineskopie 15 lat wcześniej. Zatem zdecydowanie mogę polecić “Conker: Live and reloaded” nawet teraz, jeśli nie straszne są Wam wyzwania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *