Rocket League – Recenzja Xbox One

Przyznam, że choć o grze słyszałem dość dawno, zainteresowałem się nią jednak dopiero dzięki starewilki.pl – w czasie żywiołowej dyskusji p.t. “W co gramy dzisiaj wieczór?” Okazało się, że to jedyna gra, do której każdy ma dostęp. Zapadła więc decyzja o zabawie z grą firmy Psyonix.

 

 

Rocket League oferuje raczej typowe opcje zabawy – Trening, Garaż, czy kolorowe kafelki mikropłatności.

Najwięcej razy będziemy z pewnością używać pozycji “Graj” i “Garaż”. Zacznę może od tej drugiej – tutaj wybierzemy i spersonalizujemy sobie “piłkarza”. Do wyboru na start kilka autek, których kolekcję możemy powiększyć poprzez kupno, wymianę bądź wygrywanie kolejnych meczy. Wybór furek jest bardzo różnorodny, od autek sportowych, turystyków, poprzez terenówki po ciężarówki lub ciężkie pancerniki znane z np Gears of War. Mając pojazd wybieramy mu wzór malowania, kolor, dobieramy koła, końcówki antenek, ozdóbkę na dach, wzór dopalacza, dźwięk silnika czy w końcu animację jaką widzimy zdobywając bramkę. Nie ma co kryć – przy customizacji autka potrafię spędzić bardzo dużo czasu, szukając wyglądu idealnego 🙂 Tradycyjnie wszystko powyższe, oprócz zdobycia w czasie gry, można wymienić bądź nabyć drogą kupna za prawdziwe złotówki.

 

Na szczęście Rocket League nie jest grą typu pay2win, a wszystkie dodatki to jedynie wizualia. A sama rozgrywka….

Trybów gry jest kilka, standardowy pięciominutowy mecz, z dogrywką do złotego gola w przypadku remisu, od 1na1 do 4na4,  mecz koszykówki, mecz hokejowy.
Dodatkowo dostępnych jest kilka niestandardowych trybów jak dropshot, w którym musisz przebić kafelek podłogowy po stronie przeciwnika, tryb rumble – gdzie możesz w czasie gry korzystać z różnych dopałek typu przyciąganie piłki czy but na sprężynie dający kopa autku przeciwnika. 

Raz na pewien czas pojawiają się okazyjne tryby gry – jak np możliwość pogrania leciutką piłką plażową. Oczywiście do wszystkiego dostępne są różne mutatory, które mogą zmienić rozgrywkę poprzez choćby zmniejszenie bądź zwiększenie grawitacji.

 

Można grać “solo” bądź dobrać się ekipą przeciwko sobie albo z innymi randomowo dobranymi przeciwnikami. Nie ma co ukrywać – najwięcej radochy sprawia gra ze swoją ekipą z headsetem na głowie, bo grając z losowo dobranymi ludźmi umyka dużo przyjemności, choć zabawa nadal jest przednia.

Oprawa graficzna bardzo mi podeszła, jest kolorowo i pastelowo, styl komiksowy, choć jest uproszczona i nie ma wielu szczegółów . Areny zmagań sportowych są różnorodne – od typowego boiska piłkarskiego poczynając, na futurystycznej arenie kończąc, po drodze mamy wiejską farmę, podwodną kopułę a’la Rapture czy stary dworzec kolejowy. 

 

Muzyka występuje w menu… lekkie elektroniczne brzmienia, które nawet mogą wpaść w ucho, ale jakby mnie ktoś miał zapytać o wrażenia to… nie pamiętam – po prostu robi tło. W grze jedyne dźwięki to ryk silników (do wyboru w garażu – czy dźwięk F1 czy może jednak bulgot V8? ) i odgłosy uderzeń w gałę – jest poprawnie 🙂

Podsumowując gra jest świetną rozrywką na kilka chwil, jak i na dłużej. Bardzo zyskuje z dobrą drużyną, ale to można powiedzieć w zasadzie o każdej grze multi, ale czy w każdej grze multiplayer możesz strzelić gola Nissanem z Szybkich i Wściekłych? Zdecydowaną zaletą jest to, że można wskoczyć na szybki meczyk, jak i na cały turniej. Także w zasadzie Rocket Leauge jest tytułem na każdą sytuację – długi niedzielny relaks czy krótki odstresowujący strzał przed wyjściem do pracy.
Ze swojej strony zdecydowanie polecam – zwłaszcza jeśli jesteś fanem motoryzacji, lubisz piłkę nożną i niekonwencjonalne podejście do tych tematów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *