“Achaja” Andrzej Ziemiański

Filmy, muzyka, dzięki nowemu blogowi możemy poświęcić więcej miejsca na rzeczy niekoniecznie związane z grami, ale pozostającymi w kręgu naszych zainteresowań,
hobby i pasji 🙂 Tak więc czemu nie napisać o książkach? No i jak powiedział tak zrobił.

Jako, że historia mojego pisania zaczęła się od wspominania “starych, dobrych czasów” –
tak i tutaj nie mogę nie zacząć od trzech grubych tomisk, które przeczytałem gdzieś w połowie liceum, przypomniałem sobie w ostatniej dekadzie przy okazji wyjścia kontynuacji.

“Achaja” Andrzeja Ziemiańskiego, którego twórczość generalnie cholernie lubię, ukazała się
z końcem 2002 roku. Generalnie klasyfikowana jest jako fantasy, chociaż ja osobiście bym się nie sugerował tą szufladką – nie lubię fantasy, a przygody Achai wciągnąłem nosem
i niecierpliwie czekałem na więcej. 

Główna oś fabularna kręci się wokół tytułowej Achai – księżniczki państwa Troy, będącego
w stanie wojny z cesarstwem Luan. Achaja niezbyt się lubi ze swoją macochą – notabene młodszą od niej samej.
Macocha, jak to kobiety w zwyczaju mają, namawia swojego księcia, żeby wcielił córę do woja – jak nakazuje zwyczaj rodzinny. Wojsko jak to wojsko ma z kolei w zwyczaju toczyć bitwy,
i w czasie jednej z takich bitew, cały oddział Achai zostaje rozbity i trafia do niewoli.

i tu już idzie z górki (choć właściwie to pod górę), Achaja z lochów cesarstwa trafia do….
no co tu dużo gadać, posługując się literackim słownictwem, kupy łajna pokrytej kupą, i cała trylogia pokazuje jej próby wydostania się z tej kupy – od biednej małej dziewczynki, chowanej pod kloszem do herod baby – której Wonder Woman mogłaby sandały czyścić.


Oprócz księżniczki seria opowiada przygody Zaana- starego świątynnego skryby kombinatora,
i młodego rycerza Siriusa, podającego się(za namową tego pierwszego) za zaginionego księcia, również Troy – i ci tutaj mają nieco mniej przerąbane, a ich perypetie są taką luźną odskocznią
od problemów Achai.

Książki są napisane swobodnym językiem i lekkim piórem, nawet poważne i ciężkie dla bohaterki momenty potrafią być przerwane ciętym onelinerem. Słownictwo też nie jest wyszukane, czasem wręcz rynsztokowe – ale cóż takie są realia przedstawionego świata –
ot takie połączenie fantasy z polskim marginesem.

Książkę czyta się świetnie, łykałem w każdej wolnej chwili. No – trzeci tom nieco odstaje jakością od pozostałych – IMO jakby się autorowi skończyły pomysły na ostatnią część i kilka rzeczy zrobił na siłę – jednakże nie zepsuło to bardzo odbioru całości.Z czystym sumieniem mogę polecić, a i na pewno jeszcze wrócę do pozostałych książek autorstwa Ziemiańskiego.

1 thought on ““Achaja” Andrzej Ziemiański”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *